Partner serwisu
30 listopada 2020

Zdaniem Szczęśniaka: Ropa, krajobraz po szoku

Kategoria: Aktualności

Kończący się rok był dla ropy naftowej (choć nie tylko...) wyjątkowy. Nałożyło się kilka znaczących wydarzeń. Na początku pęknięcie naftowego sojuszu "OPEC +", które zbiegło się z globalną zapaścią popytu. To jakby ktoś człowiekowi wyrwał chodnik spod nóg - nagle zniknął klient i popyt na paliwa. To wymagało interwencji z samej góry, więc zawirowanie zostało poskromione przez prezydenta Trumpa, który docisnął kolanem tak Rosję, jak i Arabię Saudyjską, by później na Twitterze ogłosić sukces na skalę globalną.

Zdaniem Szczęśniaka: Ropa, krajobraz po szoku

Chwilę później to rynkowe podwójne tsunami wywołało "przewrotkę" spekulacyjną, gdy 20 kwietnia ceny ropy spadły poniżej zera. To była historyczna chwila, w której niektórzy wzbogacili się niezwykle, a wielu żółtodziobów błąkających się po giełdach i zabawiających derywatami - zostało poddanych operacji pod nazwą "long squeeze", czyli wyciskanie pieniędzy z naiwnych.

Przyjrzyjmy się, co się działo po tym barwnym czasie.

Rynek się ustabilizował, a główną rolę odegrał globalny  arbiter rynku, czyli inwestorzy finansowi. Pod ubiciu globalnego dealu ogłoszono zawieszenie broni. Rynki finansowe otrzepały się z kurzu bitewnego, ogłoszono stabilizację, i rzeczywiście... od początku czerwca do końca października ropa była bardzo stabilna cenowo, przez pięć miesięcy cena szła jak po sznurku, balansując w rejonie 40+ dolarów. Globalni inwestorzy w "commodities" dobrze wywiązali się ze swojego zadania.

Swoją pracę wykonał "OPEC +", zmniejszając wydobycie ropy aż o 23% na początku kryzysu, a często przewyższając ograniczenia wydobycia narzucone pod patronatem Donalda Trumpa. To był bolesny proces, szczególnie dla wielkich producentów, żyjących wyłącznie z ropy, jak Arabia Saudyjska. Ale przeszedł skutecznie, wielcy świata ropy naftowej spotykali się regularnie (głównie w trybie wideokonferencji) i utrzymywali ograniczenia, a nawet narzucali sobie  jeszcze niższe pułapy wydobycia. Dyscyplina była bardzo wysoka. "OPEC +" zdał egzamin.

Tak jak państwa - producenci decyzjami politycznymi ograniczyły wydobycie, tak naturalną koleją rzeczy w USA wydobycie znacząco spadło na skutek niskich cen. Gdy w styczniu wydobywano 12,8 mln baryłek dziennie, tak w maju produkcja spadła do 10 mln, by później przy wsparciu finansowym państwa podnieść się do 10,8 mln w październiku.

Także perspektywy wydobycia w Stanach (największym światowym producencie i konsumencie ropy) nie są najlepsze. Precyzyjnym barometrem przyszłego wydobycia jest ilość prowadzonych odwiertów, zagospodarowujących nowe złoża. I ta działalność dramatycznie zamarła na skutek spadku cen. Gdy rok wcześniej pracowało prawie 700 wiertni, ich ilość spadła poniżej 200. Ale amerykańscy nafciarze są doświadczeni, kilka lat temu przeżyli jeszcze większy kryzys - w latach 2014-16 ilość odwiertów spadła do 400, ale z poziomu 1500. Spadek dużo bardziej gwałtowny, ale wyszli z niego poprawiając efektywność odwiertów. Pytanie tylko, czy starczy im finansowego paliwa, gdyż niezmierzone zasoby amerykańskiego kapitału już mocno sparzyły się na ropie z łupków. Sektor podliczono ostatnio na "spalenie w piecu" 300 miliardów dolarów (przypomnę, że to połowa polskiego PKB), bez przyniesienia zysku inwestorom, a na dodatek fala bankructw rozlewa się coraz szerzej.

Ciężkie czasy przeżywają rafinerie. Nie dość, że są pod ciężkim ostrzałem ze strony propagatorów "energetycznej transformacji", rosnącą falą sprzedaży elektrycznych samochodów, także producenci paliw znaleźli się między młotem nadwyżki ropy na rynku a kowadłem  gwałtownego spadku popytu. W efekcie od ponad pół roku europejskie rafinerie działają na ujemnych marżach - sprzedają swoje produkty taniej, niż wynoszą koszty ropy. Marże na sprzedaży paliw drogowych są dramatycznie niskie (12 groszy na litrze oleju napędowego), a jeśli dodać do tego produkty ciężkie, to już przeróbka ropy przynosi straty operacyjne.

Marże rafineryjne w Europie (źródło: neste.com)

Ropa przeżywa ciężkie chwile, gdyż restrykcje antywirusowe dotknęły głównie naszej mobilności. Dlatego czy to węgiel, czy gaz, czy energia elektryczna nie zostały tak ciężko doświadczone spadkiem popytu. Od kwietnia do września spadek zużycia wyniósł globalnie aż 12%. Najostrzej doświadczył go Zachód - w Ameryce i Europie ograniczono zużycie aż o 16 (USA) - 17 (EU) procent. Cały świat pogrążył się w kryzysie... z jednym wyjątkiem. To Chiny - jedyny rynek, gdzie w tym czasie zużycie ropy wzrosło! I to znacząco (o 3,6%), jakby nie było w ogóle kryzysu. Na dodatek Chiny zwiększając wydobycie, gwałtownie o ponad 14% r/r zwiększyły import ropy. A w porównaniu do 2018 r. - nawet o 26%. Pandemia, która zaczęła się w Chinach nie powstrzymała wzrostu nowego globalnego potentata.

Tak z lotu ptaka wygląda naftowy krajobraz po wiosennym szoku.

fot. 123rf
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ