Partner serwisu
Tylko u nas
16 marca 2020

Zdaniem Szczęśniaka: Czy komuś jeszcze potrzebne są paliwa?

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Wiele wydarzyło się od czasu mojego ostatniego tekstu na łamach KierunekChemia.pl. Ropa naftowa - największy rynek towarowy świata - przeżywa jednocześnie dwa uderzenia. W ten potężny globalny biznes - od poszukiwań złóż ropy do spalania w silniku samochodu czy samolotu - z jednej strony uderza szok popytowy, z drugiej - podażowy.

 

Zdaniem Szczęśniaka: Czy komuś jeszcze potrzebne są paliwa?

Popyt zamiera

Patrząc na opustoszałe ulice wielkich polskich miast, można się zapytać: czy komuś jeszcze potrzebne są paliwa? Dzisiaj niewielu. I tak może być przez kilka tygodni, dopóki nie minie fala paniki, wywołanej nieznanym do tej pory patogenem. W Polsce przyjęto bardzo radykalne środki, uderzające tak w gospodarkę, jak i w popyt na paliwa. Zapobieganie rozprzestrzenianiu się wirusa uderza przede wszystkim w mobilność osób - codzienne dojazdy do pracy, zakupy, rozrywki. Jeśli większość ma zostać w domach, to po co komu jeszcze paliwa?

Doświadczenie innych krajów uczy nas, że takie ograniczenia mają poważne efekty dla zużycia paliw. Zastosowaliśmy metody chińskie, radykalne, a w Chinach spadek ruchu samochodowego był dramatyczny. Przeciętnie w lutym/marcu kwarantanny powodowały 60-procentowe zmniejszenie ruchu samochodowego w miastach. W samym siedlisku epidemii, w Wuhan, ruch drogowy praktycznie zamarł (spadek o 90%), w Pekinie zmniejszył się o 60-80%, w Hong Kongu - o  30-40%. Ludzie przestali dojeżdżać do pracy - w Pekinie było o  72% mniej samochodów (a jeździ tam zwykle 1,6 miliona pojazdów).  We Włoszech początkowo ograniczenia były niewielkie, ale po fali ofiar śmiertelnych, mobilność zamroziło do poziomu chińskiego - ruch samochodowy w miastach zmniejszył się o 60%. Patrząc na puste ulice Warszawy, myślę że nasze ograniczenia będą jeszcze większe. Jednocześnie największe miasta świata, jak Londyn, nie popadły w sen z powodu korona wirusa - ruch nawet zwiększył się o 10-20%.

Konsekwencje dla popytu na paliwa są ogromne. Jeśli Chińczycy codziennie zużywają 800 milionów litrów paliw samochodowych (w Polsce 90 mln), z tego 60% na prywatny użytek i dojazdy do pracy, to takie ograniczenia są rzeczywiście znaczące.

Drugim punktem, w który uderzono chyba jeszcze boleśniej, jest komunikacja lotnicza. W styczniu w Chinach odwołano 10% lotów. W lutym już ponad połowę, a w szczycie kryzysu - 70%. Teraz wciąż odwołuje się tam wciąż 60% lotów, jednak zaraza rozpowszechniła się globalnie i dzisiaj światowe linie lotnicze odwołują już 1/4 lotów z codziennych 200 tysięcy lotów, zużywających ponad miliard litrów paliwa lotniczego. Stąd szacunki, że takie restrykcje ograniczyły w lutym popyt na paliwa na 4 miliony baryłek dziennie. Ale jak inne państwa pójdą naszym śladem i także zakażą lotów tak zagranicznych jak i krajowych (co już wydaje się przesadną ostrożnością), to spadki popytu mogą być znacznie większe.

Te dość ostre dane reprezentują krótki (miejmy nadzieję) odcinek czasu, gdy społeczeństwa przycupnęły, przestały pracować, pochowały się w domowych dziuplach,  by ochronić się przed wirusem. Pokazują, że w czasach zagrożeń na skalę globalną - przycicha "cały ten zgiełk", dla którego konieczna jest ropa naftowa, paliwa, energia.

W prognozach całorocznych już widać skutki pandemii, jednak nie w takim katastrofalnym wymiarze. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) oceniła, że popyt na ropę w tym roku zmniejszy się o 90 tysięcy baryłek - spadek po raz pierwszy od 2009 roku, gdy globalny kryzys finansowy uderzył tak w popyt, jak i ceny ropy. Jednak to nawet nie jest promil dzisiejszego zużycia 100 milionów, więc trudno mówić nawet o kryzysie. Na dodatek bardziej optymistyczna jest prognoza OPEC, który uważa, że w tym roku popyt odrobinę (60 tys. b/d) wzrośnie.

Podsumowując, globalna kwarantanna - ludzie nie jeżdżą do pracy, a państwa zamykają granicę i przerywają połączenia - obniżyła popyt na paliwa i może wyhamować wzrost zużycia w całym roku. Ale ta prognoza zakłada, że nie dojdzie do globalnej pandemii, gdy już wszyscy rzucą się zamykać wszystko. Jednak wielka masa ropy i paliw - te codzienne 100 milionów baryłek dziennie, czyli 4,5 miliarda ton rocznie, czyli ponad pół tony rocznie na mieszkańca Ziemi - pozostaje w obiegu. To największa góra towaru i pieniędzy za jakikolwiek produkt na naszej planecie. Nic więc dziwnego, że wojna o ten rynek toczy się ostro i bez sentymentów.

O tym za tydzień...

 

 

fot. 123rf.com/ zdjęcie ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ