Partner serwisu
07 maja 2021

Zdaniem Szczęśniaka: Długa gazowa zima

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Na rynku gazu drogo. Notowania na TGE dochodzą do 125 zł/MWh, gdy rok temu w maju średnia notowań TGEgasDA wynosiła 31 złotych, a najniższe notowania osiągały 20 zł. Dzisiaj mamy 4-krotnie, a nawet 6-krotnie drożej.

Zdaniem Szczęśniaka: Długa gazowa zima

Notowania gazu na TTF. Źródło: powernext.com

 

Ufinansowienie rynku gazu ziemnego

Takie wahania cen to niezawodny wskaźnik, że nastąpiło głębokie ufinansowienie także rynku gazu ziemnego. Nie tak potężne, jak w ropie naftowej, gdzie proporcja obrotów do realnej sprzedaży na najbardziej „płynnych” (tj. nasyconych instrumentami finansowymi) rynkach, osiągnęła już poziom kilku tysięcy. Jeszcze tak głęboko nie jest. Ale właśnie do tego idzie, nawet w Polsce. Dlaczego „nawet”? Bo mimo głośnych okrzyków o „hubie gazowym”, jesteśmy głęboką spekulacyjną  prowincją, gdzie takie wynalazki słabo się instalują i zwykle marnie działają. Pamiętam, jak dziesięć lat temu wielka szwajcarska firma traderska ogłosiła, że wychodzi z naszego rynku, gdyż „lokalne grupy energetyczne są skoncentrowane na odbiorcy końcowym, zamiast konkurować na rynku europejskim, gdzie ceny są ‘volatile’”. I poza tym ze względu na „niską płynność i „volatility” (zmienność)”.

 

Market volatility

To ostatnie słowo, trudne do przetłumaczenia z angielskiego, jest tu kluczowe. „Market volatility” to właśnie ten mechanizm, na którym zarabiają gracze finansowi, spekulujący na instrumentach pochodnych i łączący to z handlem towarem. A rozhuśtanie cen to niezawodna oznaka, że już przejęli nad nim kontrolę. Bowiem „lotność” cen (inne znaczenie słowa volatility) jest absolutnie nieproporcjonalna do tego, co się dzieje na rynku, czyli jak odczuwają to realni gracze. Ale gwałtowne spadki i wzrosty są miejscem, gdzie zarabiają, więc gdy rynek jest już przez nich opanowany, gdzie oni są tym „price maker”, huśta w nim jak na statku w sztormową pogodę. Pisałem o tym już dawno, opisując spekulację na rynkach naftowych.

Ale rynki finansowe jedynie zwielokrotniają napięcia na realnym rynku towarowym, windując niemiłosiernie ceny w górę (zarabiając na longach) lub okrutnie je dołując (i zarabiając na szortach). Cóż się więc dzieje na rynku gazu w Europie?

 

Gaz jest potrzebny

Zimno, więc gaz jest potrzebny. Chimeryczne źródła odnawialne nie najlepiej się sprawują, coraz większe potrzeby energetyki, porzucającej węgiel, potrzeby rosną, pytanie, kto je zaspokoi? Największy europejski dostawca, Gazprom, który latami był przyciskany o przystosowanie się do europejskiego rynku, przejście na notowania rynkowe, rzeczywiście to zrobił. I teraz dozuje gaz Europie. Z jednej strony dostarcza prawie tyle, ile w rekordowym 2018 roku, zwiększając dostawy o 30% w porównaniu do roku ubiegłego, ale jednocześnie nie zalewa rynku, by nie zawalić notowań cenowych. Na swojej elektronicznej platformie zakupowej sprzedaje dostawy dopiero na przyszły rok.

Na ten rok cel Gazpromu jest dość klarowny: Europę oczekuje lato, w którym trzeba zapełnić magazyny, które dramatycznie opustoszały z powodu ostrej zimy i przedłużających się aż do maja chłodów. Potrzeba ogromnych ilości produktu, by odbudować magazyny i przygotować się na kolejną zimę. Wysoki poziom cen, jeśli nic go nie zawali, będzie nabijał zyski Gazpromowi, który odbije sobie ubiegły rok, gdy eksportował gaz do Europy poniżej 100 dolarów  za 1000 m3.

Nie reaguje więc na oferty ukraińskie przesyłania więcej niż 110 mln m3 dziennie, bo tyle wykupił, i czy przesyła, czy nie – płaci za nie. A że jest to najdroższy szlak tranzytowy do Europy (31,75 $/1000m3, a przesył sezonowy jest o 20% droższy), nie wykorzystuje go więcej niż musi. Dużo tańszy jest „Nord Stream 1” (o 1/3), a najtańszy – przesył Jamałem (o 2/3). Przez Polskę w pierwszym kwartale 2021 Gazprom przesłał 8,54 miliarda m3, o 1,5 mld więcej niż rok temu.

 

Europa konkuruje z Azją

Dzięki takim napięciom rynkowym, ceny zostały wywindowane do poziomu „arbitrażowego”, gdzie Europa konkuruje o gaz z Azją. Wystarczy bowiem, by różnica cen między dwoma kontynentami zeszła poniżej 3 Euro/MWh, by otworzyło się „okno możliwości” i netback dostawcy był porównywalny. Oczywiście wszystko wtedy zależy od kosztów frachtu, a te potrafią zachowywać się równie „ulotnie” jak ceny ropy czy gazu.

 

Integracja globalnego rynku gazu

Wniosek jest prosty - postępuje integracja globalnego rynku gazu, który Ameryka zaczęła budować, gdy zaczynała się „łupkowa rewolucja”. Europa bierze w tym udział. I im bardziej rynek gazu będzie bilansowany przez LNG, tym wyższe będą jego ceny. Tym atrakcyjniejszy będzie też dla Gazpromu i innych rosyjskich firm, wydobywających bardzo tanio i mogących tanio dostarczyć. Tworzy się rynek dwóch prędkości. Jedna w kontraktach długoterminowych – bezpiecznych i stabilnych, a jeszcze na dodatek tańszych, oraz druga: szybkozmienny, chybotliwy, globalny rynek spotowy, ze swoimi szczytami i dołkami cenowymi. Jak się na nim gra, pokazują Turcy, oni znają się na handlu.

źródło: Andrzej Szczęśniak
fot. 123rf.com/zdj. ilustracyjne
jmg
2021-05-07
W statystyce volatility to zmienność. Lotność w tym kontekście nie pasuje, bo odnosii się do drugiego angielskiego znaczenia volatility szybkość odparowywania. Może no prostu niestabilność cen/owa rynku/owa bo neologizm "wahalność" brzmi paskudnie tak jak n.p. modne obecnie "procedowanie".
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ