Partner serwisu
Tylko u nas
17 sierpnia 2020

Zdaniem Szczęśniaka: Jak Turcja rozgrywa gazową bessę

Kategoria: Aktualności

W końcu lipca (27) przestał pracować nowy gazociąg TurkStream, kosztujący 7 miliardów dolarów, a niedawno otwarty z pompą przez prezydentów Rosji i Turcji. To ponoć tylko rutynowe prace remontowe, ale to już druga przerwa w jego pracy. Jedynie druga jego nitka do Unii Europejskiej przez Bułgarię, pracuje na 1/3 mocy, głównie do Grecji, gdyż gazociąg do Serbii ma duże opóźnienie w Bułgarii. Na dodatek od maja nie działa położony ponad 20 lat temu rurociąg Blue Stream, który również zatrzymał się dla konserwacji i nie rozpoczął już później tłoczeń.

Zdaniem Szczęśniaka: Jak Turcja rozgrywa gazową bessę

Po raz pierwszy od wielu lat rosyjski gaz przestał płynąć do Turcji. W samym czerwcu Gazprom sprzedał zaledwie 2 miliony m3 gazu, nie miliardy - miliony, czyli praktycznie nic. Odbiór  został wstrzymany. Turcja stała się największym "bólem głowy" rosyjskiego dostawcy.

A przecież był to drugi po Niemczech największy odbiorca gazu z Rosji, a na rynku Tureckim Gazprom był bezkonkurencyjny. Jeszcze w 2018 r. 24 mld m3 importu (2,5-krotnie więcej niż Polska). Ale w 2019 r. już jedynie 2/3 tego - 15,4 mld m3, najniższe zakupy od 15 lat. W tym roku spadki są jeszcze większe: w pierwszym półroczu Gazprom sprzedał do Turcji zaledwie 4,7 mld m3, aż o 41% mniej niż rok wcześniej.

Turcja odwróciła się w czasie kryzysu pandemicznego w kierunku innych dostawców. W tym roku podwoiła import LNG z Kataru, zwiększają import także z USA, Algierii, Nigerii, a nawet... Rosji. W tym roku Turcja planuje zabezpieczyć 1/3 swoich potrzeb przez LNG, Także zwiększając import z Azerbejdżanu, którego w 2019 r. kupiono 9.6 mld m3.

Powód jest oczywisty. Przy kontrakcie z Gazpromem, ceny są wyliczane na bazie ropy naftowej z półrocznym opóźnieniem, więc gaz jest dużo droższy i dopiero na jesieni znajdzie w nich odzwierciedlenie wiosenny szok niskich cen ropy.  Przy spotowym (nie na bazie kontraktów długoterminowych) zakupie LNG odbiorcy korzystają z niewiarygodnie wręcz niskich cen gazu. Wszyscy więc korzystają z koniunktury LNG, kupując tani gaz na spocie, gdy gaz z kontraktów długoterminowych jest drogi.

W Turcji jest wielu odbiorców rosyjskiego gazu, wiele prywatnych tureckich firm, dominuje jednak państwowy BOTAŞ, który ma zakontraktowane z Rosji 13 mld m3 rocznie. Choć to tylko trochę więcej niż połowa, łącznie tureckie firmy mają kontrakty na 24 mld m3, z czego 80% (czyli 19,2 mld) to obowiązkowe odbiory. Jednak w 2019 r. Turcja wypełniła te kontrakty jedynie w 60 procentach.

Ani BOTAŞ, ani prywatni traderzy nie odbierają rosyjskiego gazu już od zeszłego roku.

Niektórzy odbiorcy kupili zaledwie 15% zakontraktowanych ilości (wg formuły "bierz albo płać") i na dodatek nie nie zapłacili za nie. Rosjanie się zdenerwowali i wypuścili do mediów przeciek - ostrzeżenie, że zaczną egzekwować zaległości, gdzie mówiło się o 2 miliardach dolarów długu tureckich firm. 

Turcy prowadzą grę z Gazpromem, znani z talentów handlowych, wykorzystując bessę dla producentów gazu - rzucają na szalę podpisanie nowych kontraktów (w 2020 r. wiele z nich się kończy), chcą ugrać anulowanie kar umownych czy retrospektywne zmniejszenie obowiązkowych ilości "bierz albo płać". Nie raz już tak było, gdy tylko koniunktura była po ich stronie albo Gazprom był przyciśnięty do muru, ubijali nowe interesy, a zaszłości z poprzednich szły w zapomnienie.

Turcy wykorzystują dziś sprzyjający moment, otwarte na chwilę okno możliwości. Sytuacja bowiem odwróciła się, dominuje nie producent, a regionalny odbiorca, który rozgrywa dostawców. Takiej pozycji rozgrywającego dopracowała się Turcja różnicując dostawców, budując tyle rurociągów, ile się dało... No chyba że USA i EU chciały zbudować przez nią eksterytorialną autostradę gazową, która nazwały trafnie Nabucco...

Rurociągi bowiem łączą na stałe. I mają dwa końce, do którego przywiązani są i dostawca i odbiorca. Dzisiaj przewaga należy do Turcji, gdyż to Gazprom jest "na musiku" i stoi przed widmem dramatycznej nadwyżki gazu na rynku, niezwykle niskich cen, braku sprzedaży, przyszłych kontraktów. Gdy gazu było mało, przewaga należy do producenta, on uzyskuje lepsze warunki, gdy jest go nadmiar, odbiorca uzyskuje przewagi, które przy zręcznej grze może obrócić na swoją korzyść.

Niestety z tej mistrzowskiej rozgrywki Turków nasze media i eksperci zauważyły tylko jedno: totalną klęskę Gazpromu. To się nazywa mieć klapki na oczach.

fot. 123rf
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ