Partner serwisu
Tylko u nas
02 grudnia 2019

Zdaniem Szczęśniaka: Energia zależna od pogody

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Dzisiaj rozpoczyna się coroczna Gala Klimatyczna, pod nazwą COP25. Tym razem w Madrycie, choć ta "najważniejsza", najbardziej "doniosła" zakończyła się 4 lata temu w Paryżu. Od tej pory niewiele się zmieniło, świat się rozwija, więc potrzebuje energii i spala coraz więcej węgla, gazu i ropy, a zatem emituje więcej dwutlenku węgla (w ciągu 3 lat, emisje energetyczne zwiększyły się o 3,3%).

Zdaniem Szczęśniaka: Energia zależna od pogody

Ale zawsze to miło się spotkać, choć ta gala niewiele dla nas znaczy, o wiele ważniejszy jest nieodległy szczyt unijny w Brukseli. Nieuchronnie zbliża się bowiem moment, kiedy Unia Europejska podejmie zobowiązanie o osiągnięciu "klimatycznej neutralności". I to pomimo protestów państw najbardziej dotkniętych tymi ambitnymi planami, w tym naszego kraju, który jest największym przegranym brukselskich ambicji. Premier Morawiecki bronił się przed nimi jeszcze niedawno, i całkiem słusznie, jednak od tej pory zmieniło się wiele, powstało Ministerstwo Klimatu, więc możemy się spodziewać wycofania się "na z góry upatrzone pozycje", czyli strategicznej klęski, okraszonej czasowymi ustępstwami Brukseli. Podobnie było w październiku 2014 r., za co kolejnemu rządowi przyszło płacić niewiarygodnymi kombinacjami z cenami energii, by odbiorcy nie odczuli tego "sukcesu" w kieszeniach.

Jednak ekonomia nie jest nauką ścisłą, jak się dobrze przyciśnie, to się wyciśnie odpowiednie kwoty z kieszeni konsumenta. Gorzej z techniką, tu na rozkaz to nie działa. A Europa zbliża się do przysłowiowej "ściany", czyli kresu możliwości opanowanych technologicznie procesów energetycznych. Systemy państw europejskich są już bowiem przeciążone źródłami o niekontrolowanych i nieprzewidywalnych profilach generacji.

Nie wiadomo dlaczego (dowody naukowe są mało przekonujące) Unia Europejska tak ukochała źródła energii, które należą do trzeciej kategorii jakościowej. Ich największą wadą jest to, że są źródłami niestabilnymi, dostarczające produkt w sposób przerywany, nieprzewidywalny, niesterowalny.

Dlatego dla klarowności, proponuję zmienić dzisiaj obowiązujące nazewnictwo: przecież żadna z nazw - "odnawialna", "zielona", "czysta" - nie oddaje istoty charakteru tego źródła energii. Lepiej oddaje jej cechy inna nazwa: "energia zależna od pogody" (ang. "weather dependent energy"), która dobrze ujmuje jej podstawową cechę: przerywany profil generacji (intermittency).

Wracając do Unii i jej ambitnych wyzwań: EU jako całość osiągnęła cel 20% odnawialnych źródeł na 2020 rok, ale przed nią dużo ambitniejsze wyzwania: cel 32% w 2030 roku oznacza, że aż 55% energii elektrycznej musi pochodzić z odnawialnej energii, w tym 45% ze źródeł przerywanych, jak wiatr i fotowoltaika. A to z kolei oznacza, że należy wybudować dodatkowo 150% mocy postawionych między 2009 a 2020 r. To ogromny wysiłek inwestycyjny, a dodając do tego koszty infrastruktury, będzie to słono kosztowało (w Polsce oszacowano koszty transformacji energetycznej na 400 miliardów złotych). A już dzisiaj widać zmęczenie energią wiatrową, szeroko odczuwane już nawet w Niemczech, co może być blokadą do dalszych inwestycji. Na dodatek państwa członkowskie nie będą miały na kolejne 10-lecie zobowiązujących własnych celów, ale poziom 32% będzie wspólny, pan-europejski.

Ale stoi przed nami jeszcze większe wyzwanie techniczne. Niemcy w 2018 r. osiągnęły 40 procent udziału źródeł odnawialnych w generacji energii, ale już od maja 2017 r. moce z wiatru i PV produkowały ponad 100% zapotrzebowania. Podobnie ma być z największymi producentami energii w 2030 roku: Dania ma z nich wytwarzać ponad 100% potrzeb, Portugalia 80%, Hiszpania 74%, Holandia i Niemcy - 65%, a Włochy 55%. To spowoduje, że ilość dni z nadwyżkami energii będzie znacząco większa. Tak gwałtowna ekspansja tego źródła stawia pytanie: a co z nadwyżkami? Dania od dawna używa sąsiadów jako bufor dla nadwyżek i zasobnik energii na chwile jej deficytu. Do tej pory dla Niemiec sprawa była oczywista: eksport do Polski czy Belgii. W Polsce było to jeszcze do zaakceptowania, gdyż niestabilność generacji nie była poważnym kłopotem - w ubiegłym roku na 171 TWh zużytej energii jedynie 11,9 TWh (czyli 7 procent) pochodziło ze źródeł zależnych od pogody, czyli głównie wiatru. Ale kraje o dosyć stabilnych systemach (opartych na węglu czy energii jądrowej) mają już dość bycia takim śmietnikiem do wrzucania nadwyżek, dezorganizujących ich system energetyczny. A co dopiero w zwielokrotnionym wymiarze po osiągnięciu ambitnych celów 2030.

Naukowcy z europejskich instytucji ostrzegają: trzeba badać, czy nie doprowadzi to do fundamentalnego zawału systemu. O tym za tydzień...

fot. 123rf.com/ zdjęcie ilustracyjne
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ