Partner serwisu
Tylko u nas
25 listopada 2019

Zdaniem Szczęśniaka: Ministerstwo dobrego klimatu

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Pierwsze decyzje rządowe dotyczące energetyki oraz zapowiedzi Premiera Morawieckiego w jego rządowym exposé - mówią nam wiele o tym, co rząd zamierza robić w najbliższych latach.

Przede wszystkim Premier zapowiedział, że Śląsk się będzie zmieniał, że będzie „obok węgla, zagłębiem nowych technologii”. Ciekawe to podejście, bo śląski węgiel mamy zlokalizowany i udokumentowany geologicznie, ale nie przypominam sobie, by odkryto jakieś głębokie pokłady kapitału finansowego i intelektualnego. Obie formy tych rzadkich dóbr są bowiem niezbędne dla wytworzenia cudów technologicznych, choćby trochę przypominających Teslę, tak ludzki, jak i finansowy.

Premier Morawiecki nie przejawił też szczególnego entuzjazmu do energii odnawialnej. Mówił coś o „przyszłych pokoleniach”, więc jak rozumiem, jej wprowadzenie jest dość odległe w czasie. Więc zmiany słynnej ustawy, zwanej „anty-wiatrakową” - nie będzie. Mówił też, że energia odnawialna będzie „tam gdzie jest to uzasadnione ekonomicznie, tam gdzie przyniesie to Polakom korzyść, a nie koszty”. To jeszcze gorzej wróży temu zasobowi energetycznemu, bo wiadomo, że zielona energia do tanich nie należy, a dopłacanie Polakom do paneli słonecznych na dachach bilansu energetycznego kraju to nie przewróci. Zbyt małe zasoby i zbyt duża mitręga. Trzeba naprawdę fascynatów, żeby płacić tysiące złotych, mordować się z instalacją, a później jej utrzymaniem, gdy można po prostu włączyć wtyczkę do gniazdka. Żeby poszerzyć liczbę chętnych, państwo musiałby nie tylko dopłacać 5 tysięcy, ale pokrywać całość kosztów nowych solarów, a... i jeszcze chętnych codziennie nosić na rękach wokół ich posiadłości.

Premier mówił też: „możemy wykorzystać zasoby natury, jakie daje położenie naszego kraju”. Zgodziłby się w pełni, z naciskiem na słowo „możemy”. Jedynym bowiem zasobem energetycznym, który plasuje nas w światowej czołówce jest oczywiście węgiel. A ten jest wzorcowo likwidowany od wielu lat. Więc „możemy”, ale taką mamy ułańską fantazję, że robimy coś wręcz przeciwnego. A co, kto nam zabroni?

Premier mówił też o terminalu gazowym w Świnoujściu, że „po raz pierwszy jest szansa, że po 2022 roku nie będziemy uzależnieni od Rosji w kwestii zakupu gazu i dyktatu cenowego”. Nie tylko jest szansa, ale wręcz pewność. Nie będziemy uzależnieni od rosyjskiego gazu, będziemy bowiem mieli tyle gazu, że na rosyjski patrzeć będziemy wręcz z obrzydzeniem, że się tu do Polski pcha. Uzależnieni za to będziemy od kontraktów na dostawy LNG po jak to się mówi… „konkurencyjnych” cenach i od spadającego wydobycia gazu na norweskim szelfie, o ile rzeczywiście wybudujemy tam rurociąg.

Te wypowiedzi nie wskazują, by był to „rząd przełomu” - wszystko idzie po staremu. Jednak dokonano przełomowej zmiany struktury rządowej – powstało Ministerstwo Klimatu, czyli spełniło się marzenie zielonych grup, naciskających na rządy krajów EU, żeby podstawowym wyznacznikiem („ideologią”, jak mówi Premier), była walka o klimat. To jest to podstawowe wyzwanie, stojące przed całą postępową ludzkością… a dzisiaj już „klimatyczny stan wyjątkowy” czy „stan wyższego zagrożenia klimatycznego”. Więc ten nowy twór miałby być takim super-ministerstwem, do którego miałyby się odwoływać inne resorty, które ma rozstrzygać nie tylko w sprawach energetyki (największy z emitentów trującego dwutlenku węgla), ale także transportu, rolnictwa, a niedługo także i zdrowia (obowiązkowa dieta bezmięsna...). Coś na kształt „przewodniej siły narodu” z dawnych czasów (młodsi proszę wygooglać, można też poszukać, co to znaczy „cała postępowa ludzkość”).

Już niedługo, bo w połowie grudnia, będziemy się mogli przekonać, co się kryje za słowami i czynami Premiera. Na grudniowym szczycie europejskim ma być ponownie postawiona sprawa likwidacji węgla jako surowca energetycznego. Broniłem wtedy Premiera Morawieckiego przed powszechną krytyką, gdyż na ile mógł (a siły nacisku są potężne), opierał się Komisji Europejskiej, która już jednoznacznie przeszła na stronę „walki z klimatem”. Myślę, że nie zmienił on swojego odejścia, będzie bronił naszych interesów, a nowa instytucja o tak nowocześnie brzmiącej nazwie, to dobrze skonstruowana strategia wykonywania minimum tego, czego żąda Bruksela. Gra jest warta świeczki, to najbardziej strategiczna dla nas sfera - przypomnę – 85% zasobów węgla kamiennego Unii jest w Polsce. 30 megawatów z 44 łącznie to moce węglowe, a prawie 80% energii elektrycznej pochodzi z węgla, zaś koszty transformacji mają osiągnąć 400 miliardów złotych.

Najlepiej jest bowiem ustąpić w sprawach, które nie kosztują zbyt wiele, wykonywać kroki raczej symboliczne niż realne. Ministerstwo Dobrego Klimatu świetnie się do tego nadaje. Niektórym przypomina to Ministerstwo Głupich Kroków z Monthy Pythona, ale cóż na skojarzenia nie ma rady.

fot. 123rf.com/ zdjęcie ilustracyjne
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ