Partner serwisu
09 grudnia 2014

Ropa ciągle w dół, cieszmy się!

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Ceny ropy ciągle spadają i końca tego spadku nie widać. Pisałem już o tym wcześniej [Tania ropa, kto zyskuje, kto traci], ale warto się przyjrzeć jeszcze jednemu – bardzo ciekawemu, a całkowicie pomijanemu - aspektowi tych spadków.

Ropa ciągle w dół, cieszmy się!

Ocenę tego 40-procentowego już upadku cen ropy zdominowała bowiem radość z tego, że bardzo uderzy to w Rosję. Przepowiedniom, jak straszny los ją czeka, nie ma końca. Przypomina mi to stary dowcip, gdy człowiek radziecki mając do dyspozycji jedno życzenie, poprosił złotą rybkę, żeby się sąsiadowi stodoła spaliła.

A tymczasem mamy własne powody do radości z powodu niskich cen ropy naftowej. Polska od 25 lat cierpi na niekonkurencyjność swojej gospodarki, która wyraża się w ujemnym bilansie handlowym. Od 25 lat więcej importujemy niż eksportujemy. To niedobry znak – aby sfinansować ten niedobór – musimy pożyczać pieniądze lub sprzedawać własny majątek. Efektem tego jest  potężna góra zadłużenia zagranicznego, która w połowie 2014 roku osiągnęła 1,2 biliona złotych. Bilion to niewyobrażalny rząd wielkości, generalnie powyżej miliona to już każdemu szwankuje wyobraźnie, więc tłumacząc to na przyziemne kategorie, można powiedzieć prosto: każdy Polak, od niemowlęcia po starca jest zadłużony na ponad 30 tysięcy złotych. Tyle każdy musiałby zapłacić, gdyby z jakichś powodów zażądano natychmiastowego zwrotu (a ci którzy się zadłużyli choćby na mieszkanie i na przykład stracili pracę, wiedzą, że takie żądania to nie jest coś niespotykanego).


 

Rośnie nam więc górka długu, ale dzięki taniejącej ropie może przestać rosnąć i możemy osiągnąć w końcu dodatni bilans handlowy. Policzmy bowiem pieniądze, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. W 2013 roku Polska zapłaciła 65 miliardów zł za import ropy i produktów naftowych. Ropa kosztowała wtedy średnio 110 dolarów za baryłkę, jeśli w przyszłym kosztowałaby 70 dolarów – zapłacilibyśmy o 23 miliardy mniej, o 650 złotych mniej na każdego Polaka.

Ujemny bilans handlowy Polski wyniósł  w ub. roku ponad 8 miliardów. Więc gdyby inne czynniki się nie zmieniły – mielibyśmy nadwyżkę handlową i usuniętą podstawową przyczynę zadłużania się.

To naprawdę dobra wiadomość. Z tego się trzeba cieszyć, a nie z powodu spalenia stodoły sąsiada, bo od tego ognia to i nasz dom się może zająć.

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ