Partner serwisu
16 sierpnia 2014

Czy Ameryka stanie się potęgą naftową?

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Po pierwsze – Ameryka już była światową naftową potęgą. O takiej skali, że dzisiejsza Arabia Saudyjska i jej wpływ na światową politykę to drobiazg wobec ówczesnej pozycji USA. Przez całą pierwsza połowę XX wieku Stany wydobywały 60-70% światowej ropy. Stanowiła ona potężny atut w czasie obu wojen światowych, gdzie prawie całe zaopatrzenie zachodnich aliantów w paliwa  pochodziło właśnie z Ameryki.

Czy Ameryka stanie się potęgą naftową?

Ostatnio ropa naftowa nie była amerykańskim atutem, a raczej problemem  – importowane dwie z każdych trzech zużywanych baryłek, co powodowało potężną dziurę w bilansie handlowym. Poza tym polityka zagraniczna była kierowana i ograniczana przez konieczność zdobywania dostępu do ropy i liczenia się z jej eksporterami.

Dzisiaj fala naftowego entuzjazmu powstaje w Ameryce i przetacza się w mediach przez cały świat. Rzeczywiście bowiem dzięki technologii i sięgnięciu po zasoby znacznie trudniejsze do wydobycia – produkcja ropy w USA odbiła się od dna i od 2008 roku rośnie błyskawicznie – przez pięć lat skoczyła o połowę. Dla uruchomienia wyobraźni – przybyło 5 razy tyle ropy, ile Polska rocznie zużywa. W ubiegłym roku wzrosła o 15%, podobnie jest w tym roku. Dynamika jest ogromna, stąd dość szybki i tani optymizm w mediach.

Perspektywy nie są bowiem aż tak świetlane. Wzrost produkcji szybki, ale wciąż daleko z tyłu za potrzebami. Amerykanie, stanowiąc 4% światowej populacji,  zużywają dzisiaj 20% światowej ropy. 5 razy więcej niż przeciętny mieszkaniec naszej ziemi. A były lata 60-te, gdy zużywali co trzecią baryłkę ropy. Niedawno amerykański rząd urządził specjalną konferencję prasową, by pokazać, że krajowa produkcja osiągnęła połowę amerykańskich potrzeb. Powtórzę: połowę. Jak widać potężny apetyt na ropę to pierwsza przeszkoda w powrocie do sytuacji z I połowy XX wieku, gdy eksport ropy był kluczowym atutem polityki światowej.

Drugim problemem jest też produkcja. Ameryka mając potężne zasoby, nieporównywalne z choćby z Europą, ma jeszcze potężniejsze potrzeby i to od dziesięcioleci. Zużywa je więc dużo  szybciej niż reszta świata. Dlatego trzeba sięgać po coraz gorsze zasoby. Coraz gorsze, gdyż jeśli klasyczne wydobycie z jednego odwiertu trwało dziesiątki lat, jego produkcja zmniejszała się 5% rocznie, to wydobycie z  łupków to przy nich jętka jednodniówka. Niektóre studnie nie pracują nawet roku, a te które oddają więcej węglowodorów – zmniejszają swoją produkcję co roku o połowę.

Trzeba więc wiercić, wiercić, wiercić. Stąd na okrągło pracuje w Stanach prawie 2 tysiące wież wiertniczych, każdego roku powstaje 40-50 tysięcy nowych odwiertów. I choć Stany są ogromne i słabo zaludnione, zaczyna powoli brakować miejsca. W teksańskich counties (odpowiednik naszego powiatu), których powierzchnia ma od tysiąca do 3 tysięcy kilometrów kwadratowych, jest już po 500-900 odwiertów. Jeden na dwa - trzy kilometry kwadratowe. Robi się ciasno.

Dlatego prognozy amerykańskiej Administracji Energetycznej nie są zbyt optymistyczne. Produkcja ropy ma rosnąć jeszcze kilka, kilkanaście lat. Ale w nawet najbardziej optymistycznym scenariuszu – nie osiągnie poziomu amerykańskiej konsumpcji. Eksportową potęgą USA nie będą.

P.S. Obiecałem

, Nowy światowy potentat paliwowy, że napiszę o potencjale naftowym Ameryki, ale były sprawy bieżące Dywersja czy bałagan, wiadomo - „koszula bliższa ciału...”. Ale „słowo się rzekło, kobyłka u płota”.

 

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ