Partner serwisu
30 grudnia 2020

Zdaniem Szczęśniaka: Co nas czeka w nowym roku?

Kategoria: Aktualności

Nowy kalendarz na ścianie sprzyja zastanowieniu się, co nas czeka w najbliższym czasie. I tu często pojawiają się magicy, którzy mówią nie "jak jest", ale "co będzie". O wartości prognoz w rodzaju "ile za rok będzie kosztowała ropa?" pisałem już dawno i zdania nie zmieniłem, a jeszcze więcej materiału dowodowego dostarczył ubiegły rok, który był dla prognostów po prostu katastrofą. Jednak biznes wróżbiarski jakoś nie upada pomimo braku realizacji prognoz, więc dajmy mu spokój, widać popyt jest niezależny od faktu, czy to się sprawdza, czy nie. Jednak aby planować na krótką choćby perspektywę, a w branży energii rok to bardzo niewiele, trzeba zdać sobie sprawę, jakie są choćby najważniejsze trendy. Spróbujmy więc zebrać krótko najbardziej oczywiste z nich, które będą dominować w zaczynającym się, 2021 roku.

Zdaniem Szczęśniaka: Co nas czeka w nowym roku?

1. Zielony globalny trend

Najważniejszy będzie trend na zieloną energię. Jak wiemy, Europa jednak "leci na księżyc", a my wraz z nią, choć opieraliśmy sięprzez dobrych kilka lat. Bruksela nawet przyspieszyła start, podwyższyła poprzeczkę i teraz pozostaje jedynie przystąpić do realizacji. Na dodatek za Atlantykiem upadł bastion antyklimatycznego oporu, więc stamtąd też przyjdzie duże wsparcie dla całego przemysłu "nowej energii". Siły tego trendu, który jest ilustracją prawa Greshama-Kopernika, że pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy, jest fakt że mimo kryzysu, spadku produkcji, a przede wszystkim obniżenia się poziomu życia dużej części społeczeństwa, energia odnawialna, wciąż wymagająca dopłat, dużo bardziej kosztowna - otrzymuje coraz więcej przywilejów i pieniędzy. Świadczy to o sile wpływu tej grupy nacisku, która potrafi w najtrudniejszych warunkach forsować swoje interesy.

2. Węgiel do wora, a wór do jeziora

Rok będzie bolesny dla górnictwa i górników, bo przejście w Polsce na "zieloną stronę mocy" to nie w kij dmuchał. Powiedzieć to jedno, a wyrzucić z pracy tysiące ludzi, zamknąć zakłady, utrzymujące całe regiony na przyzwoitym poziomie życia... to już zupełnie inna opowieść. I opowiadanie o 2049 roku jako terminie zamknięcia polskiego górnictwa trzeba między bajki włożyć. Dynamika destrukcji tej branży jest dużo bardziej dramatyczna. Tylko w ubiegłym roku zapotrzebowanie na węgiel energetyczny spadło o 7 milionów ton, a kopalnie wydobędą zaledwie 54 mln ton węgla kamiennego - o 8 mln ton mniej niż rok wcześniej! Tę destrukcję trzeba będzie zasypać dużą ilością pieniędzy, uruchomić rozmaite programy, wystarać się o zgodę Unii. Duże ilości zasiłków w branży odchodzącej do historii, to oczywisty koszt tak potężnej transformacji gospodarczej.

3. Gaz także popada w niełaskę

Unia po zwycięskiej wojnie z węglem (w Polsce) zdecydowała się także na rozwód z gazem ziemnym. To spowoduje, że inwestycyjny boom w Polsce wyhamuje, był przecież w dużej części zasilany unijnymi pieniędzmi. A co ważniejsze - za zgodą Brukseli na wszelkie "specustawy", które prawnie umożliwiały takie inwestycje. Bez takiej zgody nic nie może powstać w kraju spętanym nieżyciowymi przepisami.

Zamiast gazu ma być wodór, i w ten temat rzuciliśmy się bez opamiętania, sądząc choćby po aktywności firm i publicystyce. Oczywiście żadnego wodoru w tym roku nie będzie, na razie sytuacja przypomina poszukiwania Świętego Graala, gdyż technologie do użytkowych instalacji na wodór dopiero trzeba stworzyć. Wyzwanie jest większe niż OZE, gdzie urządzenia miały już wielowiekową historię. Ale rozwój metanu zostanie zahamowany, a branża szuka swego miejsca, choćby w transporcie wodoru. Przypomina mi to trochę opowieści, o sekwestracji dwutlenku węgla (CCS), którymi karmiono nas przez lata, a przecież chodziło o wyeliminowanie węgla, a nie jego zagospodarowanie.

4. Będzie drożej

Od początku roku będzie naliczana opłata mocowa, która jest nowym kosztem zmiany systemu energetycznego, zabezpieczającym przed ułomnościami przerywanej i nieprzewidywalnej OZE. Czyli przemysł zostanie obciążony sporym kosztem usługi utrzymania stabilności sieci. Odbiorcy będą też płacić bezpośrednio na odnawialną energetykę w swoich rachunkach. Rosną także notowania uprawnień do emisji. Trochę wbrew logice, gdyż cały sektor energetyczny jest w recesji, a udział zielonej energii rośnie, ale wiadomo - popyt i podaż energii nie rządzą notowaniami uprawnień EUA. Nieuchronne jest więc przenoszenie tych opłat na odbiorców, a bohaterska obrona rządu przed wysokimi rachunkami za energię skończyła się wraz z wyborami.

Będzie też drożej, gdyż pojawił się nowy chętny do pobierania podatków. Na walkę z pandemią Bruksela potrzebuje pieniędzy, więc do dotychczasowych skromnych danin dodano nowe. Od tego roku ma być odprowadzany do Brukseli podatek od plastiku. Unijny budżet zasilą też wkrótce dochody ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2, a później także cła węglowe, choć określenie "carbon" lepiej tłumaczyć jako "klimat", gdyż jest to podatek od dwutlenku węgla, a nie od samego węgla. Za przesuwaniem się podatków do centrali pójdzie też przemieszczanie tam decyzji, więc w coraz większej ilości spraw będzie decydować Unia, nie państwa członkowskie.

No, wystarczy chyba tego "optymizmu" na Nowy Rok. Trendy są, jakie są. A czym zaskoczy nas życie - zobaczymy.

fot. 123rf
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ