Partner serwisu
Tylko u nas
04 czerwca 2019

Zdaniem Szczęśniaka: Kryzys naftowy w Polsce, jak sobie radzimy

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Kiedy miesiąc temu pisałem o kryzysie naftowym, przerwaniu dostaw ropy na Białoruś, do głowy mi nie przyszło, że będzie on trwał tak długo i po półtora miesiąca od tej jakościowej rosyjskiej katastrofy, rurociągiem Przyjaźń wciąż nie będzie płynęła ropa przez Polskę. Przypomnijmy: 24 kwietnia Polska zamknęła rurociąg Przyjaźń, największy system naftowych rurociągów na świecie, przesyłający przez Polskę XX milionów ton ropy rocznie. Co się wtedy stało, było dość łatwe do przewidzenia.

Zdaniem Szczęśniaka: Kryzys naftowy w Polsce, jak sobie radzimy

Przede wszystkim uruchomiono rezerwy: każda rafineria ma je na kilkanaście co najmniej dni i strategiczne zapasy ropy naftowej, przechowywane przez Agencję Rezerw Materiałowych, których w Polsce jest na ponad trzy miesiące pracy rafinerii. Główna ich część przechowywana jest w ropie naftowej, znacznie mniej – gotowych paliw. Ale właśnie po to one są, by w takiej kryzysowej sytuacji zostały wykorzystane.

Tak więc pracy rafinerii nie zagraża brak surowca przez dobrych kilka miesięcy. I to znacznie dłużej niż owe 3 miesiące, bowiem drugim elementem bezpieczeństwa dostaw jest Naftoport. W nim natychmiast po zakręceniu zaworów na Przyjaźni, rozpoczął się gwałtowny ruch tankowców. To infrastruktura powstała jeszcze za czasów Gierka - w 1974 roku, zaś najnowsze instalacje wybudowano w 2015 r. Pięć stanowisk przeładunkowych o rocznych możliwościach 40 milionów ton surowca i paliw, umożliwia zaspokojenie potrzeb zakładów w Gdańsku i Płocku. Ale także zakładów w Niemczech, gdyż w sytuacjach kryzysowych od lat mają one wykupione gwarancje przesyłu ropy z Naftoportu. Rostock jest zbyt małym i płytkim portem, by zaspokoić potrzeby Schwedt i Leuna. Dlatego przeładunek 2 milionów ton w maju do podziału między 4 rafinerie, nie jest wystarczający samodzielnie zabezpieczyć pracę na pełnych obrotach, ale może wesprzeć korzystanie z własnych zapasów technologicznych i państwowych rezerw materiałowych na wypadek kryzysu. W szczytowych chwilach natężenia zakupów z morza na redzie czekało 7 tankowców, nigdy wcześniej nie widziano takich kolejek w Gdańsku.

Co ciekawe, ale też i ekonomicznie najzupełniej oczywiste, większość dostaw do Naftoportu pochodzi z Rosji, gdzie dwa wielkie terminale naftowe Primorsk i Ust-Ługa, działają na końcówkach północnej nitki rurociągu Przyjaźń.

Trzecim elementem strategicznym bezpieczeństwa dostaw ropy, po rezerwach strategicznych i Naftoporcie, jest Rurociąg Pomorski. Biegnie on z bazy magazynowej w Gdańsku do bazy w Miszewku Strzałkowskim pod Płockiem. Łączna jego długość wynosi 236 km i umożliwia on dwustronny (rewersyjny) przesył ropy naftowej: z Płocka do Gdańska - 27 mln ton rocznie, a z Gdańska do Płocka - 30 mln ton. Projekty jego rozbudowy są już rozpoczęte, podobnie jak i Naftoportu, więc niedługo te liczby będą prawdopodobnie podwojone. Ale dzisiaj takie moce przesyłowe mogą uzupełnić zapasy magazynowe ropy.

Ostatnim elementem radzenia sobie z w takimi katastrofami logistycznymi jest technologia rafineryjna. Zbyt wysokie ilości chlorków w ropie są niebezpieczne dla wrażliwszych elementów procesu technologicznego (na Białorusi nie wytrzymały wymienniki ciepła), jednak najprostszym sposobem poradzenia sobie z taką „zatrutą” ropą jest jej rozcieńczenie. Tak też zrobił Orlen, zmniejszając zawartość chlorków w dużych ilościach ropy spełniającej standardy, by wykorzystać ją "w bezpiecznym zakresie", jak poinformował prezes Obajtek.

Wymaga to pewnych zabiegów logistycznych, przepompowywania zbiorników i wzmożonej uwagi w procesie technologicznym, ale doskonale pamiętam, że polscy inżynierowie nie z takim problemami sobie radzili.

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ