Partner serwisu
Tylko u nas
21 marca 2019

Zdaniem Szczęśniaka: Co jeszcze oddamy za tę rurę?

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Przyglądając się głównemu nurtowi polskiej polityki energetycznej, czyli dywersyfikacji, wypada zapytać: ile jeszcze przyjdzie nam za to zapłacić?

Zdaniem Szczęśniaka: Co jeszcze oddamy za tę rurę?

Kolejny bowiem rachunek przysłano niedawno z Królestwa Danii. Dywersyfikacja bowiem to nie tylko koszty drogiego gazu, które już dwa lata temu były oczywiste. Nie tylko koszty niepotrzebnej infrastruktury, ale także ustępstwa poważniejsze, na przykład oddanie fragmentu polskiego obszaru morskiego.

Otóż Duńczycy wykorzystali naszą nieprzepartą, jak widać, chęć budowy Baltic Pipe, by rozwiązać zadawniony spór o fragment terenów morskich, których status był nieuregulowany od końca wojny. To 3,6 tysiąca kilometrów kwadratowych, czyli 7-krotnie więcej niż zajmuje Warszawa. Z tego obszaru między polskim brzegiem a duńskim Bornholmem, oddaliśmy Duńczykom 80 procent terenu na ich  wyłączną strefę ekonomiczną. Polska zaspokoiła się niewielką częścią spornego obszaru morskiego. I to obszaru, do którego rościliśmy sobie prawa według ustaw z 1977 r. jako do polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej.   

I co ciekawe, sami wpakowaliśmy się w sytuację, gdy wszystkie atuty leżały po stronie duńskiej. Znowu nadepnęliśmy na gazowe grabie. Przygotowana trasa rurociągu przebiega bowiem przez te tereny sporne, i to z powodu ominięcia wód niemieckich i wydłużenia trasy rurociągu. Czyli najpierw sami planujemy dłuższy rurociąg, zwiększamy koszty, by tracić atuty w negocjacjach z Duńczykami. I po to, by nie być "zależnym" w kładzeniu rudy od Niemców, a w dostawach gazu od Rosjan, płacimy frycowe Duńczykom. Logika i konsekwencja brnięcia w koszty godna podziwu.

Dania to bogaty kraj, który wie, jak wykorzystać nadarzające się okazje. Okazją do dodatkowych zysków jest dążenie Polski do zbudowania rurociągu gazowego "pod prąd", czyli dostarczenie gazu z jak najdalszych i możliwie  najdroższych źródeł. Gdy "z prądem" płynie do Europy coraz więcej rosyjskiego gazu ze wschodu z powodów oczywistych – jest go tam najwięcej i jest najtańszy. Kiedyś nazywało się to  "noszeniem drzewa do lasu", dzisiaj nazywa się dywersyfikacją.

Oczywiście każdą porażkę, niepotrzebne koszty, wysokie ceny można uzasadniać na wiele sposobów. Przy kosztownej dywersyfikacji dostaw gazu, zawsze pada sakramentalne „bezpieczeństwo musi kosztować”. Przy wyznaczaniu granic obowiązują tak skomplikowane reguły międzynarodowe,  bez najmniejszego kłopotu można wykazać, że tak musi być, że „więcej się nam nie należy”. I dokładnie tak zrobiły w Sejmie nasze tuzy dyplomacji. Słowem nie wspominając, że rezultat negocjacji zależy od atutów, które mamy w ręce.

Nie lepiej zachował się też Sejm, w którym tak podsumowano dyskusję na ten temat. Jeden z posłów (litościwie pomińmy dane osobowe, mamy przecież RODO) dowcipkował sobie, a Sejm mu basował: "Czy terytorium naszej republiki się zmniejsza z powodu tej umowy? (Wesołość na sali, oklaski) Drugie pytanie: Czy mamy dość kanonierek, aby zrobić porządek z tymi Duńczykami? (Wesołość na sali, oklaski) Trzecie pytanie, jak uważam, najważniejsze: Czy to, że tak niekorzystnie sprzedaliśmy część naszego terytorium, wynika z tego, że Dania jest monarchią? Dziękuję bardzo. (Wesołość na sali, oklaski)”.  

Kurtyna.

Akt drugi tutaj...

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ