Partner serwisu
Tylko u nas
14 lutego 2019

Zdaniem Szczęśniaka: Orlen zmniejsza zakupy z Rosji, to dobrze czy źle?

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Na koniec stycznia Orlen podpisał kontrakt z rosyjskim państwowym koncernem Rosnieft na dostawy ropy. To znaczące wydarzenie, idące w poprzek nawale informacyjnej, jak to trzeba się odcinać, ograniczać, dywersyfikować. Największy polski producent paliw znajduje się więc w wyjątkowo trudnej sytuacji. Z jednej strony są wymogi polityczne, które obrazuje słowo dywersyfikacja, z drugiej żelazne reguły ekonomii przedsiębiorstw, które nakazują kupować najtańsze dostępne surowce.

Zdaniem Szczęśniaka: Orlen zmniejsza zakupy z Rosji, to dobrze czy źle?

Z tej perspektywy decyzja prezesa Daniela Obajtka jest owym „Salomonowym wyrokiem”, gdy koncern znajduje się między Scyllą a Charybdą, czyli między młotem a kowadłem.

Z jednej strony zmniejszanie dostaw (obniżenie wolumenu ropy o 30 procent) i skrócenie czasu kontraktu, co daje większą elastyczność możliwych zachowań w przyszłości. Ten trend trwa od lat. O ile jeszcze w 2014 r. udział rosyjskiej ropy wynosił 91 procent (a w 2006 r. nawet 95,5%), tak teraz spadł w Orlenie do 70 procent. W opuszczone przez Rosjan miejsce weszła ropa z innych regionów: Arabii Saudyjskiej (7%), Iraku (4,3%) czy Kazachstanu (3% w 2017 r.). To oczywiście trend polityczny, który wynika z globalnych napięć, z działań radykalnych polityków, a strzeżony jest przez zaangażowanych politycznie dziennikarzy czy lobbystów przebranych za ekspertów.

Z drugiej strony mamy ekonomię: profil instalacji polskich rafinerii, które budowane były i modernizowane w celu przerobu charakterystycznej mieszanki importowanej ze wschodu. To jest podstawowy wymóg – bez odpowiedniej ropy nie będzie optymalnej wiązki produktów, czyli moce rafineryjne nie będą dobrze wykorzystane, więc i dochody będą mniejsze, bo branża to wybitnie kapitałochłonna.

I najważniejsze – ropa rosyjska jest w Europie najtańsza. To źródło dostaw przebija wszystkie inne, o czym świadczą oficjalne statystyki cenowe dla różnych dostawców i gatunków tego surowca. Najważniejsza jest tutaj renta geograficzna – polskie i europejskie rafinerie zarabiają również na tym, że bliskość geograficzna obniża koszty dostaw.

Dlatego polskie zakupy ropy były znacznie tańsze niż zakupy w Europie. Dokładnych danych dostarczają niezwykle precyzyjne statystyki unijne.

Różnica między cenami zakupu ropy między Unią Europejską a Polską (źródło: Komisja Europejska)

Jeśli policzyć średnią z ostatnich 13 lat dostępnych w statystykach Komisji Europejskiej, to okazuje się że ropa rosyjska jest tańsza o 1,6 dolara za baryłkę od średnich cen zakupu ropy przez kraje Unii. Przy cenach rzędu 60-70 dolarów wydaje się to niewiele, jednak przy ponad 25 milionach ton importowanej przez Polskę ropy, daje nam ogromną sumę miliarda złotych oszczędności rocznie (wobec średnich cen zakupu ropy przez kraje Unii).

Trzeba też pamiętać, że polskie zakupy ropy są zabezpieczeniem tranzytu ropy rosyjskiej przez Polskę. Przy całkowitym odwróceniu się od zakupów ze wschodu, Rosji będzie znacznie łatwiej zdecydować się na przerwanie tych dostaw. Już kiedyś było o włos od tego, a warto pamiętać, że nieźle na tym zarabiamy.

Rosyjskie surowce mają swoje atuty, których polityka nie jest w stanie przemóc. Widać to choćby po węglu – gdy zaczęliśmy produkować mniej niż potrzebujemy – lukę natychmiast wypełnił węgiel… z Rosji. O gazie lepiej nie pisać, bo to przykład bezwzględnej dominacji polityki i wdeptywania w ziemię rachunku ekonomicznego. To się zemści. Na szczęście Orlen zachowuje się dużo rozsądniej.

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ