Partner serwisu
17 października 2018

Zdaniem Szczęśniaka: Rosyjski węgiel czyli ściema

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Od lat toczą się u nas boje o to, jak zablokować import rosyjskiego węgla do Polski. Co to się nie działo! Media pełne były sensacyjnych doniesień, jaki to wrogi ten węgiel, jaki niedobry i jaki szkodliwy. Politycy zapewniali więc, że bardzo są przeciwni importowi i zrobią wszystko, by go ukrócić. Zapowiadano zablokowanie importu, zbudowanie jakichś przeszkód nie do ominięcia... I tak przez lata opowiadano nam bajki, jak to będzie dobrze, gdy rosyjski węgiel przestanie wreszcie napływać do naszej krainy bogatej we własne "czarne złoto".

Zdaniem Szczęśniaka: Rosyjski węgiel czyli ściema

Jednak sukcesy w przeciwdziałaniu napływowi rosyjskiego węgla są delikatnie mówiąc nikłe, można powiedzieć - żadne, a tak naprawdę i szczerze, to chyba jakaś ściema. Od tego "zatrzymywania importu", napływ węgla rosyjskiego rośnie w rekordowym tempie. W 2017 r. do kraju importowano 13,3 mln ton węgla (niemal 15 proc. polskiego wydobycia), w tym z Rosji 8,7 mln ton (czyli 70% importu). 6 milionów ton wyeksportowano, więc bilans importowy netto wyniósł 7,3 mln ton. Import ma już 11 procent w krajowym rynku. I proces ten będzie się jedynie pogłębiał.

Wbrew tym wszystkim deklaracjom, że "trzeba coś zrobić", jasne było od początku, że Polska nie może zrobić nic. Samodzielnie nie może zakazać importu węgla z jakiegokolwiek kierunku, gdyż takie decyzje może podejmować jedynie Bruksela. To było oczywiste, niedawno nawet wiceminister przyznał to otwarcie w Sejmie.

O co więc chodzi? Dla mnie to oczywista "ściema", czyli zajmowanie odbiorców historiami nie na temat, które jak to się mówi w szpiegowskim języku - "przykrywają" inne wydarzenie. Przy tak nasilonej kampanii "NIE dla rosyjskiego węgla", całkowicie bowiem znika z pola widzenia inny proces, dużo poważniejszy, a któremu nie poświęca się w ogóle uwagi.

Otóż przez 30 lat polski węgiel podlega postępującej degrengoladzie. W 1988 roku wydobywaliśmy jeszcze 188 milionów ton węgla kamiennego. Jeszcze w 1997 r. - 140 mln ton, w 2013 r. – 80 mln. A w 2017 r. - zaledwie 65,8 mln ton węgla, czyli 5 mln ton mniej niż rok wcześniej. I wydobycie spada nadal - w pierwszej tego roku polskie kopalnie wyprodukowały prawie milion ton mniej.

A przecież nasz kraj jest bogaty w zasoby węgla kamiennego, jesteśmy wręcz węglowym potentatem - mamy 85% zasobów węgla kamiennego Unii, należeliśmy kiedyś do pierwszej piątki światowych producentów. A tu okazuje się, że potrzebuje rosyjskiego, taniego i dobrego jakościowo węgla, gdyż polskie kopalnie produkują go coraz mniej. I to wszytko pomimo uroczystych deklaracji (szczególnie w okresach wyborów), że Polska oczekuje „rehabilitacji węgla”, jak twierdził kiedyś premier Tusk.

Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Realnie cofnęliśmy się w wydobyciu do lat 50-tych, gdy kraj był w ruinie po najstraszliwszej, najbardziej niszczącej wojnie w naszej historii. A po okresie rozwoju, Polska w ostatnich latach zlikwidowała swój potencjał wydobywczy i jest jedynym (powtarzam - jedynym) krajem z pierwszej dziesiątki producentów węgla kamiennego, który przez ostatnie kilkanaście lat zmniejszył wydobycie. I to drastycznie, a wszyscy inni zwiększyli.

Dlaczego tak się dzieje? O tym tutaj...

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ