Partner serwisu
30 kwietnia 2018

Zdaniem Szczęśniaka: Klimat? Emisje? Nasza chata z kraja

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Nowe zobowiązania klimatyczne przeszły jak po maśle. 14 grudnia 2017 r. do Sejmu wpływa rządowy projekt ustawy o ratyfikacji Poprawki Dauhańskiej do Protokołu z Kioto, który następnego dnia skierowano do I czytania w komisjach. Połączone siły komisji ochrony środowiska i spraw zagranicznych po powrocie ze świąt, 9 stycznia wysłuchały kilkuzdaniowych wystąpień wiceministrów inie zadając ani jednego pytania, rzuciły się w wir dyskusji, czy przed wielką konferencją klimatyczną w grudniu w Katowicach, należy przyjąć spec-ustawę czy nie? Oczywiście chodzi tu o spore sumy, konferencja ma kosztować 129 milionów złotych, co tam jakaś Dauha.

Zdaniem Szczęśniaka: Klimat? Emisje? Nasza chata z kraja

Wprawdzie wiceminister wspominał o „pewnych zobowiązaniach do roku 2020”, ale szybko przeszedł do innych tematów. Więc to chyba nic ważnego. Sejm błyskawicznie odbył II i III czytanie 7 i 8 lutego. Za ratyfikacją poprawki dauhańskiej głosowało aż 418 parlamentarzystów (na 460), jedynie 3 osoby przeciw. Pełna jedność w narodzie. No cóż, zwykła codzienna produkcja prawa, jak się uchwala 27 tysięcy stron nowego prawa rocznie, to trudno się koncentrować. Senat nie wniósł poprawek, więc prezydent 29 marca podpisał ustawę.

I tak się skończyło polskie brykanie przeciwko polityce zmian klimatu.

Ponad dwa lata temu bowiem wyglądało to całkiem inaczej. 26 października 2015 r. prezydent Duda odmówił podpisania Poprawki Dauhańskiej. Gdy wetował ówczesną ustawę uzasadniał to faktem, że to „umowa międzynarodowa, która poprzez nakładane zobowiązania wpływa na funkcjonowanie gospodarki i wiąże się z kosztami społecznymi”. I dalej, że ustawa wiąże się „z dużymi kosztami i zmianami w wielu sektorach gospodarki, a także wpływa na jej konkurencyjność. Przekłada się także na koszty społeczne, w szczególności w zakresie miejsc pracy i cen energii”. Prezydent nie godził się też na „redukcję emisji gazów cieplarnianych przede wszystkim przez państwa, których emisja stanowi niewielką część emisji globalnej”. Zaś „ograniczenia dotykają w szczególności państwa, w których sektor energetyczny oparty jest na węglu, a w krótkim i średnim okresie nie jest możliwa zmiana struktury wytwarzania energii.”

I poparł to bardzo racjonalnym postulatem, że podpisanie „powinno być poprzedzone głęboką analizą skutków prawnych i ekonomicznych”. Prezydent oczekiwał: „przed przedłożeniem dokumentów ratyfikacyjnych umowy międzynarodowej, wszechstronnej analizy prawnej oraz ekonomicznej skutków przyjmowanych przez Rzeczpospolitą Polską prawnie wiążących zobowiązań redukcyjnych w zakresie emisji gazów cieplarnianych”. Wydaje się oczywiste, że jeśli podpisujemy umowę, należałoby ją przeanalizować, co nam daje i do czego zobowiązuje.

A teraz umowę Dauhańską ratyfikowano, nie wykonując postulowanej ekspertyzy. Dodano jedynie ogólnikowe zastrzeżenia w deklaracji, że jej obowiązywanie zależy „od jednomyślnej zgody wszystkich państw członkowskich” EU. Podrzuciliśmy więc piłeczkę sąsiadom na ich podwórko. Poza tym zastrzegliśmy, że stoimy przy „przysługujących państwom członkowskim prawach podmiotowych zagwarantowanych na mocy art. 194 ust. 2 akapit drugi TFUE w zakresie wyboru źródeł energii lub ogólnej struktury zaopatrzenia w energię”. Deklaracje, że wciąż mamy prawa, które obowiązują, wydają się dość puste.

Jednak pewnych praw zrzekliśmy się. Często się bowiem zdarza, że takie konwencje, które ponoć „nic ne wnoszą”, gdzieś jednak przemycają ważny szczegół, który trudno byłoby inaczej przeforsować. Jak zwraca uwagę ekspertyza Senatu „istotną zmianą jest wpisanie takiego samego zobowiązania redukcyjnego dla UE i wszystkich … państw członkowskich (...). Do tej pory wspólne zobowiązanie realizowały UE i 15 państw członkowskich, a nowe państwa członkowskie dysponowały swoimi indywidualnymi celami redukcyjnymi.” Czyli zgodziliśmy się na wspólny cel 27% obniżenia emisji, który będzie dla nas bardzo kosztowny.

Zresztą, czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Czy Polska chce mieć politykę klimatyczną samodzielną, opartą na rzetelnej analizie kosztów i korzyści, uwzględniających naszą specyfikę (węgiel)? Chyba nie, skoro nie wykorzystaliśmy wielu okazji, by ją prowadzić. Tak było i przy traktacie CETA, czy przy Porozumieniu Paryskim.

„Nasz chata z kraja…”, „wsi spokojna, wsi wesoła…”, wiele takich przysłów można przytaczać, by oddać nasze polskie désintéressement wobec światowych wydarzeń, które nas przecież wprost dotyczą. I kosztują.

P.S. Dla zdziwionych tak płynnym przyjmowaniem na siebie globalnych zobowiązań, przytoczę jeszcze pewną historię z ostatnich prac Sejmu. Otóż tego samego dnia 9 stycznia, gdy posłowie „klepnęli” zobowiązania klimatyczne, inna komisja, „do Spraw Unii Europejskiej”, przyjęła przez aklamację hurtem aż 81 (słownie: osiemdziesiąt jeden) dyrektyw europejskich, wobec których parlamenty państw członkowskich mają prawo zgłaszania uwag. I to w jakim ekspresowym stylu! Wyglądało to następująco (cytuję słowa przewodniczącej Komisji):

Przechodzimy do rozpatrzenia punktu pierwszego, czyli informacji o dokumentach Unii Europejskiej, w stosunku do których prezydium wnosi o niezgłaszanie uwag. Są to następujące dokumenty Unii Europejskiej: w trybie art. 7 ust. 4 ustawy – COM(2017) 653, 734, 735, 742, 769, 774, 825, 826, w trybie art. 8 ust. 2 ustawy – COM(2017) 670, 677, 698, 709, 711, 719, 722, 723, 724, 726, 731, 733, 746, 754, 756, 757, 758, 759, 764, 765, 766, 770, 801, 802, 803, 900, JOIN(2017) 44, w trybie art. 151 ust. 1 regulaminu Sejmu z uwzględnieniem art. 3 ust. 2 ustawy – COM(2017) 661, 674, 680, 682, 683, 684, 687, 693, 696, 697, 699, 707, 708, 712, 720, 721, 725, 727, 728, 736, 737, 738, 740, 741, 743, 744, 745, 747, 749, 755, 762, 767, 768, 771, 773, 775, 777, 778, 780, 781, 800, 810, 820, 821, 823, C(2017) 8414.

Pytam, czy do wymienionych przeze mnie dokumentów państwo posłowie chcą zgłosić uwagi, czy też zgodnie z wnioskiem Prezydium możemy przyjąć je bez rozpatrywania przez Komisję. Sprzeciwu nie słyszę. Stwierdzam, że Komisja postanowiła nie zgłaszać uwag do wymienionych powyżej dokumentów.

Na tym zamykam rozpatrzenie punktu pierwszego.

Czy czegoś to Państwu nie przypomina?

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ