Partner serwisu
29 czerwca 2016

Europa kontra glifosat

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Używanie w Europie najczęściej sprzedawanego na świecie środka chwastobójczego Roundup, produkcji amerykańskiej firmy Monsanto (która dzisiaj jest obiektem zakusów niemieckiego Bayera) było przez ostatnie miesiące pod znakiem zapytania. Brak decyzji Unii groził tym, że od lipca firma zmuszona byłaby rozpocząć wycofywanie się z Europy, a od przyszłego roku nie mogłaby go sprzedawać.

Europa kontra glifosat

Długo dyskutowana  decyzja miała być podjęta na 15  lat, i zgodzić się musiały na nią państwa członkowskie w typowej dla Unii procedurze: większości kwalifikowanej 55% państw członkowskich (czyli 15), reprezentujących 65% ludności Unii. Nie przeszło – 19 państw było za (w tym Polska), veto postawiły Francja i Malta, a siedem państw (Dania, Włochy, Austria, Niemcy, Luksemburg, Portugalia i Bułgaria) wstrzymało się od głosu.

Glifosat jednak może być w Unii Europejskiej stosowany, Komisja zgodziła się 28 czerwca na przedłużenie pozwolenia na jego stosowanie, które przyznano w 2002 r. Jednak tylko przez półtora roku, a sprawą zajmie się europejska agencja chemiczna ECHA, która przez ten czas ma przeprowadzić badania. 100 milionów dolarów sprzedaży zostało uratowane dla Monsanto, jednak Komisja pod naciskiem społecznym (miliony podpisów pod francuską petycją), zamierza wydać zakaz używania preparatu w parkach, ogrodach i miejscach zabaw oraz przed okresem zbiorów.

Przypadek amerykańskiego środka chwastobójczego Roundup, który jest elementem systemu upraw  modyfikowanych genetycznie jest dobrym przykładem problemów, z jakimi styka się współczesna chemia, głęboko związana z nauką, wynalazkami i ich oddziaływaniem na nasze codzienne życie. Z jednej strony środek jest niezwykle tani i skuteczny, niszczy chwasty i zwiększa produkcję upraw, co jest kluczową sprawą w walce z głodem na świecie. Z drugiej strony glifosat rodzi obawy o rakotwórcze oddziaływanie na człowieka.

Ośrodki naukowe wielkich państw i organizacji światowych – ONZ, Unii, USA – są w ostrym konflikcie w ocenie skutków glisofatów i jego zagrożeń dla człowieka. W ramach ONZ i Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), agencja badań nad rakiem (IARC) wydała w ub.r. raport, który był rewolucyjny. Ogłaszał on, że wobec glifosatu są „ograniczone dowody na to, że ma działanie kancerogenne na człowieka” i „przekonujące dowody” na rakotwórcze oddziaływanie na myszy. Z kolei inne agencje ONZ, FAO - do spraw żywności i rolnictwa - wraz z WHO, której częścią jest IARC, ogłosiły zupełnie inne wnioski w tym roku. Stwierdziły, że myszy mogą być narażone tylko w przypadku bardzo dużych ilości substancji, a u człowieka nie ma zagrożeń raka „poprzez spożywanie produktów”. Europejska agencja ds. bezpieczeństwa żywności (EFSA) w listopadzie ub. roku nie stwierdziła zagrożeń, podobnie jak i kanadyjska.  Jednak ostatnio, w maju, amerykański urząd ds. środowiska EPA opublikował pozytywny dla Roundupu raport. I pomimo że oznaczony był jako „finalny” i zawierał podpisy szerokiego grona autorytetów naukowych, nagle po kilku dniach  został usunięty z witryny EPA. Na pytanie kongresmenów, co to znaczy, odpowiedziano, że nie jest to jeszcze ostateczna wersja.

Przy takich sprzecznościach wyników prac instytucji naukowych, natychmiast pada oskarżenie o rzetelność nauki. Pracującym przy takich raportach naukowcom zarzuca się, że albo uczestniczą w działaniach organizacji kontestujących GMO (jak w przypadku IARC), lub że brali dotacje od Monsanto (jak przewodniczący badania FAO/WHO). Jednak podstawowym problemem jest fakt, że nawet takie państwa jak USA czy europejska EFSA nie prowadzą własnych, niezależnych badań naukowych oddziaływania produktów, a opierają się jedynie na różnych pracach. Głównie przygotowywanych lub zamawianych przez producentów i nie poddawanych procesowi peer-review, czyli recenzowaniu przez innych naukowców. Co do obiektywności takiej nauki można mieć poważne obiekcje. Jej miejsce zajmują bowiem tak spektakularne, ale i niepokojące eksperymenty jak pobranie przez europarlamentarzystów frakcji Zielonych moczu od 48 członków. Wszystkie testy na obecność glifosatu dały pozytywny wynik i to w dość dużym stężeniu – 1,7 mikrograma/litr, co aż 17 razy przekracza normy dla wody pitnej.

Do tak sprzecznych wyników dochodzi jeszcze fakt, że w maju farmerzy z Nebraski oskarżyli Monsanto w sądzie o to, że zachorowalność na raka wzrosła znacząco na skutek stosowania środka.  Warto sobie przypomnieć jak takie sprawy wyglądają w amerykańskich sądach: DuPont i farmer z Appalachów i DuPont i kwas perfluorooktanowy.

fot. photogenica.pl

Ciąg dalszy nastąpił

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ