Partner serwisu
31 października 2017

Zdaniem Szczęśniaka: Walka o glifosat trwa

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Gdy półtora roku temu opisywałem walkę o pozwolenie na używanie glifosatu, było oczywiste że krótki termin przedłużonego pozwolenia spowoduje szybki powrót do punktu wyjścia. I rzeczywiście – Monsanto, amerykański producent tego najczęściej używanego w świecie środka chwastobójczego, znowu nie wie, czy za dwa miesiące nie skurczy mu się rynek.

Zdaniem Szczęśniaka: Walka o glifosat trwa

Walka rozgorzała bowiem na dobre. We wtorek 24 października Parlament Europejski przegłosował dużą większością głosów (355 do 204) całkowity zakaz użycia glifosatów z końcem 2022 roku. Ale już od początku przyszłego roku glifosat miałby zostać zakazany w użytku prywatnym, a także w parkach i ogródkach dziecięcych. Jednak opinia Parlamentu nie jest wiążąca, a jego siła oddziaływania jest znikoma, o czym przekonaliśmy się choćby przy protestach przeciwko rurociągowi Nord Stream.

Komisja wobec takiego nacisku jeszcze bardziej skróciła okres pozwolenia w projekcie – już nie o dziesięć lat, lecz jedynie o pięć miałoby być przedłużone pozwolenie na użytkowanie glifosatu w Unii Europejskiej. Zmiany te nasiliły jeszcze nabrzmiały konflikt wśród krajów członkowskich, które podzieliły się na dwa zwalczające się bloki. Wielka Brytania i kraje Europy Środkowej (w tym Polska) - popierające glifosat - krytykują kolejne skrócenie terminu (zwykle pozwolenia są wydawane na 15 lat). Strona przeciwna jest bardzo radykalna w swoich żądaniach, a przewodzi jej Francja, która zwalcza glifosat i już w 2011 roku umieściła ten pestycyd na liście substancji powodujących zaburzenia endokrynologiczne.

Jeśli jednak klincz decyzyjny będzie trwał nadal i nie uzyska się większości w ciałach decyzyjnych Unii, nie będzie innego wyjścia niż przyjęcie krótkiego terminu przedłużenia. Podobna sytuacja miała miejsce w 2015 roku (przedłużono o pół roku) jak i w lecie 2016 r., gdy przedłużono o 18 miesięcy do końca bieżącego roku. Komisja musi szybko podjąć decyzję, a ewentualny brak dopuszczenia używania jest ograniczony prostym faktem – na rynku nie ma taniej alternatywy dla Roundup’u, dopiero należałoby nad nią zacząć pracować, a na to potrzeba co najmniej siedmiu lat. Są dwa produkty – "Reglone" Syngenty i "Basta S" Bayera, ale oba są dużo droższe. Dużo poważniejszym ograniczeniem jest fakt, że badania instytucji europejskich nie potwierdzają powszechnych obaw i alarmistycznego podejścia polityków i aktywistów. Ocena Europejskiej Agencji Chemicznej (ECHA) z marca i Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) nie potwierdziły zarzutów o rakotwórczym czy mutagennym charakterze tego pestycydu. Negatywna decyzja Komisji spowodowałaby jej zaskarżenie i duże szanse wygrania sprawy przez Monsanto w sądzie.

Walka o wpływy między reprezentantami biznesu a organizacjami społecznymi jest widowiskowa. Przeciwnicy Roundup’u zmobilizowali opinię publiczną i zebrali grubo ponad milion podpisów popierających zakaz jego używania. Sytuacja robi się nieprzyjemna, badania wykazują, że glifosat można znaleźć w połowie gleb uprawianych w Europie, w 60 procentach pieczywa w W. Brytanii, a także w moczu ¾ Niemców. Oraz w wielu niemieckich piwach, czasem w ilościach znacznie przekraczających dopuszczalną zawartość w wodzie pitnej. I to pomimo tego że niemieckie prawo o czystości piwa obowiązuje już pięćset lat.

W walce o tak duże pieniądze (Roundup to produkt o globalnej wartości $4,75 miliardów dolarów) idą w ruch wszystkie możliwe narzędzia. W Wielkiej Brytanii, gdzie tego środka używa się od 40 lat, opublikowano analizy, zapowiadające katastrofę w razie wprowadzenia zakazu. Zbiory pszenicy miałyby spaść o 20%, obroty sektora rolniczego skurczyłyby się o miliard funtów szterlingów, podatki również spadłyby o prawie 200 milionów funtów. Jednak wartość takich prognoz jest dość wątpliwa, to raczej medialne „strachy na Lachy” niż poważne prognozy.

Pod obstrzałem znalazł się także sam proces przyznawania pozwoleń w Brukseli. Są ku temu powody - całe fragmenty opracowań Monsanto zostały przekopiowane do dokumentów unijnych, będących podstawą decyzji o dopuszczeniu produktu. Ale główny zarzut to posiłkowanie się opracowaniami koncernów, które nie są publikowane i dostępne dla naukowej weryfikacji.

Wojna jest na tyle spektakularna że pod koniec września przedstawiciele i lobbyści Monsanto otrzymali zakaz wstępu do Parlamentu Europejskiego. To kara za odmowę wzięcia udziału w przesłuchaniu parlamentarnym poświęconym ingerencji w procesy decyzyjne przez tę firmę. A w tej materii w Ameryce wydarzyło się coś, co bardzo pomaga przeciwnikom Roundup’u. O tym za tydzień…

fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ