Partner serwisu
17 sierpnia 2015

Blackout? Nie straszcie...

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Ostatni „kryzys” energetyczny okrzyknięty w mediach został jako „blackout”, a relacje zdominowały pytania „kiedy Kowalskiemu zabraknie prądu” i głosy,  „to wstyd dla Polski, nie myślałem, że czegoś takiego dożyję...”.

Blackout? Nie straszcie...

Żadnego blackoutu oczywiście nie było, a ograniczenia zakończyły się błyskawicznie, gdyż 20. stopień ogłoszono tylko  w poniedziałek w godzinach szczytu letniego. Już następnego dnia obniżono ograniczenia do poziomu 19., a w środę o godzinie 13. przywrócono normalne dostawy. Cały „kryzys” trwał dwa dni.

Jak widać nasza przestrzeń informacyjna napędzana jest falami, często histerii. Tutaj spekulacje i czarne scenariusze nie zdążyły się nawet  rozkręcić. Żebyśmy następnym razem (oby go nie było, ale życie jest życiem i „nieprzewidywane się zdarza”) wiedzieli o czym mówimy - zobaczmy, jak wygląda prawdziwy blackout.

Najlepiej opisany jest przypadek szerokich braków prądu w amerykańskim stanie Kalifornia w latach 2000 – 2001.  To jeden z najbogatszych regionów świata, miał wówczas 35 milionów mieszkańców i potrzebował w szczycie 44 GW mocy. Kalifornia była właśnie po kuracji liberalizacyjnej, która zaczęła się w 1996 roku, gdy rozmontowano wielkie firmy energetyczne, wydzielono generację, przesył i dystrybucję, wpuszczono producentów spoza Kalifornii, zakazano kontraktów długoterminowych i zainstalowano giełdę energii, na której zapanowali traderzy. Uwolniono ceny (ale nie dla odbiorców końcowych - ci nie znieśliby tak gwałtownych zmian cen tak niezbędnego  produktu).

Przy błyskawicznie rosnącym zapotrzebowaniu (wzrost liczby ludności, rozwój gospodarki), liberalizacja spowodowała wstrzymanie inwestycji. Przyczyny są oczywiste - uwolniony rynek, niepewność jakie będą ceny, więc planowanie długoterminowe praktycznie niemożliwe, koncerny podzielone, a tylko wielkie firmy mogą podołać ogromnym wymogom kapitałowym… więc „wait and see”! Na koniec okazało się, że potrzeby szczytowe trzeba będzie zaspokajać poprzez import.

Pierwsze uderzenie nadeszło od strony gazu ziemnego, którego ceny w maju 2000 poszybowały w górę. Generacja kalifornijska zasilana głównie gazem przeżywa kłopoty, nie wystarcza energii do zaspokojenia potrzeb, a dostawcy z zewnątrz ograniczają dostawy, gdyż u nich zapanowała susza. Ceny energii w hurcie osiągają 470$ a nie można podnieść cen odbiorcom z powodu ograniczenia cen detalicznych. 14-15 czerwca 2000 r. fala upałów wywołała pierwszy upadek systemu energetycznego, przetaczające się przez cały stan braki prądu trwały dwa dni i dotknęły 97 tysięcy klientów. 

17-18 stycznia 2001 roku kolejny upadek systemu – braki elektryczności dotykają całej Kaliforni, setki tysięcy osób bez prądu, a giełda energii bankrutuje i przestaje działać. 19-20 marca,  gdy po niespodziewanych wyłączeniach mocy rezerwowej, braki prądu ogarniają cały stan, odciętych od energii zostaje 1,5 miliona użytkowników. Jeszcze 7-8 maja brak prądu dotyka 167 tysięcy osób. To już ostatnia fala kryzysu, we wrześniu ceny wracają do poziomu sprzed dwóch lat i sytuacja się uspokaja. Jednak dopiero w listopadzie 2003 roku gubernator odwołuje stan wyjątkowy.

NASTĘPNA STRONA

ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ