Partner serwisu
Tylko u nas
19 maja 2015

Oil Peak, Shale, American

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Niedługo potrwał amerykański boom naftowy. Kilka lat gwałtownego, wręcz szaleńczego zwiększania wydobycia… i koniec.

Oil Peak, Shale, American

Rosło naprawdę dynamicznie. Od 2005 roku corocznie dodawano do wydobycia „nową Polskę” - przybywało 20 milionów ton produkcji ropy naftowej. I tak przez 9 lat -  w 2005 r. wydobyto 250 milionów ton, a w 2014 – 430 mln. Można było dostać zawrotu głowy od sukcesów i Amerykanie go dostali. Już chodzili w chwale eksportera ropy, mówiąc o niezależności energetycznej... I rzeczywiście prawie we wszystkich surowcach – USA jest samowystarczalna, a nawet eksportuje nadwyżki. Ale nie w ropie naftowej, na której oparty jest American Dream. Stany muszą wciąż ją importować - 370 milionów ton rocznie.  To znacznie mniej niż 500 milionów ton, które sprowadzały do niedawna, ale do „naftowej niezależności” droga daleka.

Co się stało?

Amerykańską ropę z łupków zahamowała światowa cena ropy. Niewielka nadwyżka podaży na rynku, zmniejszenie napływu darmowego pieniądza z Rezerwy Federalnej i na koniec – Arabia Saudyjska, która nie chciała brać na siebie obrony wysokich cen i tracić przez to udział w rynku. I jak to ładnie sformułowała, chciała „przedłużyć wiek ropy”.

Więc cena ropy zanurkowała do poziomów nieznanych od 10 lat, a w Stanach zadziałał „amerykański barometr” („Ameryka jak barometr”). Północna Dakota to nie arabskie pustynie, gdzie jeden odwiert i przez pół wieku będzie dawał ropę, tutaj wydobycie spada już po kilku miesiącach, i żeby ten spadek zastąpić trzeba wiercić, wiercić, wiercić... Po spadku cen amerykańskie firmy natychmiast ograniczyły inwestycje, zmniejszyły wiercenia, zwolniły ludzi. Oczywiście największej gospodarki świata nie powali to na kolana – sektor naftowy to zaledwie 2% PKB, a zatrudnienie to jedynie 1% całej gospodarki. Wielkiego problemu nie ma, ale niektóre stany jak Teksas czy Północna Dakota dotkliwie odczuwają kryzys.

Przyczyna jest jasna, Ameryka ma ropę w ogromnych ilościach, ale najdroższą na świecie. Żaden znaczący producent nie musi tyle wydać na wydobycie, ile muszą się napracować amerykańskie „dzikie koty” („wildcatters” - tradycyjna nazwa prywatnych poszukiwaczy ropy, którzy nie grzeszyli dobrymi manierami). I pomimo bardzo taniego kredytu, idealnych warunków do poszukiwań i produkcji, amerykański naftowy boom powoli przechodzi do historii. Prawie wszystkie geologiczne baseny ropy (oprócz Niobary) zmniejszyły wydobycie w kwietniu i pogłębiły spadki w maju.

Oczywiście Ameryka będzie nadal przez lata naftową potęgą, jest jednym z trzech producentów (z Arabią Saudyjską i Rosją), które daleko wyprzedza pozostałych. Jednak o tak bajecznych wzrostach... trzeba zapomnieć.

A na koniec sam przypnę sobie medal i powiem: a nie mówiłem? („Czy Ameryka stanie się potęgą naftową?")

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ