Partner serwisu
Tylko u nas
22 kwietnia 2015

Siedem chudych lat gazoportu

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Gazoport zabuksował w miejscu. Już w grudniu 2013 roku miał być zbudowany, już w lipcu 2014 roku miał przyjmować pierwsze gazowce... a tu... nic.

Siedem chudych lat gazoportu

Rok temu Premier Tusk zapowiadał: „w maju 2015 r. gazoport powinien normalnie pracować"... i nie pomogło. Nie ma wielkiego projektu, którym zarządza komitet sterujący pod przewodnictwem samego Ministra Skarbu, a uczestniczy
kilku innych ważnych ministrów. Nie ma i w tym roku już nie zacznie pracować.

Zamiast jednak ekscytować się drobiazgami i spekulować, kiedy oddadzą - przyjrzyjmy się temu sztandarowemu przedsięwzięciu polskiego bezpieczeństwa energetycznego tak całościowo, z lotu ptaka. Co widać? Moim zdaniem – same nieszczęścia. Siedem lat – siedem nieszczęść.

1. Inwestycja, o której zdecydowano już siedem lat temu, a przyspieszenia nabrała podczas kryzysu gazowego na Ukrainie, cierpi na nadmiar polityczności (inwestycja strategiczna) i niedomiar biznesowej kalkulacji. Tworzona jakby na stan wojenny a nie na codzienne funkcjonowanie w rynkowym otoczeniu.

2. Wybór miejsca był całkowicie polityczny, starły się grupy wpływu, co wymusiło rozbudowę infrastruktury przesyłowej, ale przede wszystkim kosztowało ponad miliard złotych za falochron, który w Świnoujściu był konieczny, a  w Gdańsku – nie.

3. Kontrakt katarski na 20 lat, na warunkach „bierz albo płać”, z bardzo wysoką ceną, na dodatek uzależnioną od cen ropy naftowej. Czyli jeszcze mocniej występują wszystkie wady, które krytykujemy w kontrakcie jamalskim. Przez opóźnienie już za ten gaz płacimy, chociaż nie zawitał jeszcze do Świnoujścia. To bardzo kosztowny i niepotrzebny nabytek, zarówno dla PGNiG jak i dla konsumenta – indywidualnego czy przemysłowego.

4. Okazało się przy okazji (może to dobry znak), że większych inwestycji nie da się przeprowadzić na podstawie istniejącego polskiego prawa. Żeby zbudować gazoport, doprowadzić rury i rozbudować system przesyłowy – konieczna była specustawa. Specjalne prawo, uchylające wymogi i biurokratyczną mordęgę, która obowiązuje na co dzień.

5. Zarządzanie projektem może być anty-wzorem przeprowadzania dużych inwestycji. Od pierwszego kontraktu na projekt do dzisiejszego sporu z wykonawcą, który trzyma rząd na wyborczym celowniku, obiecując, że odda przed wyborami, jak rząd ekstra zapłaci. Raporty NIK-u uzupełnione analizami biznesowymi – mogą posłużyć przyszłym pokoleniom decydentów i menadżerów jako „case” -  przykład, jak NIE działać.

6. Drogie będzie funkcjonowanie samej instalacji. Nie ma chętnych na wykorzystanie 70% mocy regazyfikacyjnych, pomimo kilkakrotnych prób znalezienia klientów. Tak za kosztowny proces regazyfikacji, jak i za niewykorzystane moce przyjdzie nam zapłacić w rachunkach.

7. I nieszczęście siódme, nie wiem czy ostatnie. Mając wykorzystane jedynie 30% możliwości przeładowczych terminalu, już planujemy jego rozbudowę o kolejne 2,5 miliarda m3, czyli jeszcze 50% dzisiejszych pojemności. Komu to potrzebne?

I choć w biblijnej przypowieści siedem chudych krowach pożerało siedem krów tłustych, może wydarzy się cud i po siedmiu chudych latach gazoportu nastąpi siedem tłustych. Jak mawiała Margaret Thatcher - „unexpected happens”. A nas jedynie cud może uratować – jak zawsze.

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ