Partner serwisu
23 grudnia 2020

Zdaniem Szczęśniaka: A może by tak przejąć białoruski eksport?

Kategoria: Aktualności

Od ponad dekady białoruskie produkty naftowe ze zmodernizowanych w ostatnich latach rafinerii w Mozyrzu i Nowopołocku, eksportowane są przez litewski port w Kłajpedzie.

Jednak Litwa prowadzi nieprzyjazną politykę wobec Białorusi, a wtedy trzeba się liczyć z retorsjami. Białoruski trader produktów naftowych (Белорусская нефтяная компания - БНК) ogłosił 15 grudnia, że zatrzymuje eksport produktów naftowych przez Kłajpedę. I nie idzie na razie o całkowity zakaz, obowiązujące umowy będą realizowane, jednak nowych kontraktów nie będzie.

Dla Litwy likwidacja tranzytu białoruskich paliw będzie potężnym ciosem gospodarczym. Kłajpeda, najdalej na północ położony niezamarzający port Bałtyku, jest ważnym elementem gospodarki Litwy, dającym jej 6-7% procent PKB. Dotkliwie uderzy to w Klaipedos nafta - przedsiębiorstwo państwowe, które znamy z tego, że obsługuje instalację regazyfikującą LNG.

To wielkie przekierowanie oznacza, że nowe rosyjskie terminale w Ust-Łudze i Primorsku mogą przejąć białoruskie produkty naftowe. To jednak jest gorsze rozwiązanie niż dzisiejsza logistyka. Gdy z Mozyrza jest do Kłajpedy 946 km koleją, a z Nowopołocka jedynie 571, do łotewskiego portu w Venstspils (Windawa) jest już prawie sto kilometrów dalej, to o wiele dłuższa jest droga do portów rosyjskich. A Białoruś jest potęgą eksportową, na bazie taniej rosyjskiej ropy eksportuje rocznie 10,5 miliona ton produktów, wartości 5,2 miliarda dolarów (to w dość złym 2019 roku, w poprzednim było to 6,4 mld).

Jednak towary te idą głównie do centrum europejskiego handlu ropą - ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia), Wielkiej Brytanii i Niemiec. Tam przejmują je traderzy, którzy na tym zarabiają, Białorusini nie docierają bowiem do ostatecznego klienta.

Klaipedos nafta, źródło: www.kn.lt

I tutaj przychodzi na myśl Polska. Przecież jesteśmy sąsiadami, a logistyka dostaw paliw im prostsza, tym lepsza i tańsza. Po co więc ładować paliwa na cysterny, potem rozładowywać w terminalu morskim, ładować na statki, rozładowywać w porcie docelowym, i znowu na cysterny... A po co ciągnąć miliony ton pociągami jeszcze dalej do rosyjskich portów i powtarzać ten cały kołowrót?

Nie lepiej od razu do Polski? Przecież pod tym względem idealnie do siebie pasujemy. Polska przerabia 27 mln ton ropy, głównie rosyjskiej (67%), ale produkując 24,6 miliona ton paliw silnikowych, wciąż musimy importować 10,4 mln ton. A Białoruś niewiele dostarcza do Polski - jedynie pół miliona ton oleju napędowego i trochę LPG. Choć można podejrzewać, że część produktów białoruskich może pojawiać się u nas jako import z Niemiec (to 1/3 importu benzyn i 1/5 oleju napędowego).

Przecież kiedyś nawet wspólnie planowaliśmy budowę rurociągu produktowego Biernady - Priłuki - Małaszewicze, czyli przedłużenie białoruskiej rury dochodzącej do bazy paliwowej w Biernadach, tuż przy polskiej granicy. Gdyby przeprowadzić 8,5 km rurociągu, dokończyć przejście pod rzeką Bug, wybudować przepompownię i doprowadzić do polskich magazynów paliw - np. bazy nr 22 w Małaszewiczach Operatora Logistycznego Paliw Płynnych OLPP z grupy PERN, moglibyśmy przy minimalnych kosztach logistyki rurociągowej, zastępującej cysterny kolejowe, otrzymywać olej napędowy prosto z białoruskiej rafinerii Mozyr. W pierwszych planach rurociąg miał zostać uruchomiony w 2011 r. i rocznie przesyłać do 2 milionów ton białoruskiego oleju napędowego.

Jednak sprawa utknęła, jak to się popularnie mówi "z braku woli politycznej". Co za tym "brakiem" się kryło? Przede wszystkim obrona interesów Orlenu i Lotosu. Jednak te firmy mogły mieć swój udział w tym przedsięwzięciu. Sam brałem udział w negocjacjach, gdy pracowałem w Lotosie. Jednak już wtedy (jeszcze zakulisowo) dominowały decyzje polityczne, cięto więc po wszystkich połączeniach Polski ze wschodem. Innym przykładem tego cięcia, jest linia energetyczna łącząca Polskę i Białoruś przez punkt Roś. Łącząca to dużo powiedziane, raczej strasząca jak rdzewiejące i rozsypujące się widmo dawnych planów współpracy ze wschodnim sąsiadem.

Niestety, nie ma żadnych szans na takie podejście, prowadzimy politykę nie martwiąc się utraconymi możliwościami. Moglibyśmy uzgodnić wejście Białorusi na nasz rynek paliw na dogodnych obu stronom warunkach. Oni oszczędziliby na kosztach logistyki, my mielibyśmy na granicy tani olej napędowy.

No cóż, stracona okazja współpracy, a jak wiadomo "zgoda buduje, niezgoda rujnuje".

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ