Partner serwisu
Tylko u nas
09 sierpnia 2019

Niemcy, czyli jak zrujnować potężną branżę

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Tydzień temu opisywałem [TU] najatrakcyjniejszy rynek spekulacyjny ubiegłego roku, gdzie ceny rosły szybko, potem gwałtownie spadały, i znowu szły w górę. Dla graczy „commodities” nie ma nic lepszego. Ów „diabelski młyn” czy może bardziej „Roller Coaster” rozpoczęło wejście w życie w kwietniu 2018 Dyrektywy o ETS (2018/410). Jednak gdy dla jednych „to jest igraszką, nam idzie o życie”, jak pisał książę bajkopisarzy polskich. Z 11 tysięcy podmiotów, objętych systemem ETS, najbardziej dotknięte jest nim energetyka węglowa. A że najbardziej transparentnym rynkiem w Europie są Niemcy, zobaczmy co się tam dzieje.

Niemcy, czyli jak zrujnować potężną branżę

Niemiecka energetyka oparta na węglu przeżywa potężny kryzys. Elektrownie na węglu brunatnym, generujące prawie jedną czwartą (23%) energii Niemiec, odnoszą ogromne straty. W pierwszym półroczu tego roku szacuje się je na ponad 2,5 miliarda złotych. Nic dziwnego, spada w nich wytwarzanie energii, i to dramatycznie: z węgla brunatnego aż o 21% r/r – o 14 TWh, z kamiennego o 24% (o 8 TWh). Generacja z gazu wzrosła jedynie o 3 TWh, resztę rynku niespodziewanie zajęły źródła niesterowne i nieprzewidywalne – wiatr i słońce. I to wzrosty są ogromne – wiatr o 19% (11 TWh), a słońce o 6% (1 TWh).

Straty biorą się z układu trzech podstawowych czynników: kosztów stałych, ceny energii na giełdzie i koszów zezwoleń na emisję. Koszty stałe to rzecz najbardziej stabilna i dość łatwa do oszacowania. Natomiast dwa pozostałe czynniki – tworzą mechanizm niszczący energetykę węglową. Nie obejmują one zielonej energii, która nie płaci opłat klimatycznych, odwrotnie – zarabia na nich, a główne dochody generuje poza rynkiem energii z jego szaloną zmiennością notowań – żyje z tego, co zapłacą konkurenci, czyli z EEG Umlage

Tam jest stabilność i perspektywy wieloletnich gwarantowanych dochodów. Żyć nie umierać.

Klasyczna energetyka, do czasu wkroczenia, czy może – wdarcia się na rynek nowych zielonych źródeł była stabilnym interesem. Wymaga potężnych nakładów inwestycyjnych, a potem przez długie lata zwraca włożone środki. Dlatego potrzebuje taniego kapitału inwestycyjnego (najlepiej z środków państwa), by odsetkami nie obciążał kosztów na wiele lat, oraz stabilności cen na wiele lat. I taki był sektor europejski (amerykański zresztą też) jeszcze niedawno. Ale wszystko się zmienia, przyszedł trend na „globalne ocieplenie” i zrujnował stabilne warunki istnienia energetyki. W zamian zafundował jej ów „Roller Coaster", na którym co słabsi odpadają już na pierwszym zakręcie, a wielcy męczą się długo.

Za to energia odnawialna ma stabilne, gwarantowane i przewidywalne warunki, podczas gdy sama jej natura fizyczna jest właśnie niestabilna i nieprzewidywalna. Dlatego dzięki stworzonemu systemowi na konkurentów przerzucono obciążenia płynące z jej wad. To energetyka konwencjonalna (węgiel, gaz, nuklearna) ma ponosić koszty i radzić sobie z problemami, spowodowanymi przez niesterowalność wiatru i słońca. I rzeczywiście to działa – stabilna, sterowalna i przewidywalna energia z węgla została zepchnięta do roli uzupełniającej, ubezpieczającej zielone źródła.

Doprowadzono do tego, że w Niemczech bloki pracujące na węglu kamiennym wykorzystują zaledwie jedną czwartą swojej mocy, wynoszącej prawie 24 gigawaty. Na dodatek zmienność ich wykorzystania jest niezwykła. W jedne dni jest to 1,2 gigawata – wykorzystuje jedynie 6% mocy, innego 19,3 MW – ponad 80% mocy nadrabia brak wiatru czy zachmurzenie. I tak dzień za dniem, trzeba nadążać za niestabilnymi źródłami. Jak to wygląda, pokazuje poniższy wykres, obrazujący moce zainstalowane (przerywana linia) i ich zmienne dzienne wykorzystanie.

Jest jeszcze trzeci czynnik, o którym za tydzień…

fot. 123rf/zdjęcie ilustracyjne
Tadeusz
2019-08-15
Prosze nie zapominac, ze jest to swiadoma polityka panstwa niemieckiego, ktore promuje czyste zrodla energii a opodatkowuje zrodla energii obciazajace srodowisko emisja CO2. To nie przypadek i nie glupota Niemcow ktorzy "niszcza" branze weglowa. Glupi jest ten, ktory na weglu brunatnym i kamiennym buduje swoja przyszlosc. Tam jej po prostu nie ma! A jak nie rozumiesz, to wychyl sie z okna, spojrzyj na termometr, na lodowce i poziom oceanow. Mam nadzieje, ze zrozumiesz. :-)
Jerzy
2019-08-16
Temperatura rośnie co tysiąc lat i wpływ człowieka na ten fakt jest co najmniej dyskusyjny. Niecały tysiąc lat temu na Grenlandii hodowano bydło (ciekawe skąd taka nazwa - Zielona Wyspa?). Poziom oceanów również znacząco się nie zmienił. A już na przełomie lat 70/80 wieszczono wzrost poziomu oceanów o 2 metry do 2000 roku.
spec
2019-08-15
Gdyby tak właśnie obciążyć niestabilne OZE opłatami za utrzymywanie mocy rezerwowej w tradycyjnych źródłach lub zmusić te sektory OZE do budowy elektrowni szczytowo-pompowych o mocach liczonych w dziesiątkach GW - wówczas ich "opłacalność" runęłaby na łeb, na szyję... Z OZE bronią się jedynie biogazownie i elektrownie wodne.
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ