Partner serwisu
05 sierpnia 2015

Globalne sankcje na węgiel

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Wobec wrogich krajów („Iran - przykład wojny gospodarczej”) i wobec surowców, uznanych za niechciane czy szkodliwe, używa się tych samych narzędzi, by je osłabić lub wyeliminować. Najmocniejszy z nich – jak zwykle... to pieniądz.

Globalne sankcje na węgiel

Węgiel - drugi pod względem wielkości surowiec energetyczny, dominujący w wytwarzaniu energii elektrycznej - poddawany jest potężnej presji od czasu światowej kariery globalnego ocieplenia. Dzisiaj to wręcz wojna gospodarcza.

Globalne sankcje na węgiel zaczynają się od polityki: najbogatsze kraje świata rzucają wyzwanie temu surowcowi. Jako pierwszy prezydent Obama w czerwcu 2013 r. zakazał finansowania zagranicznych projektów węglowych przez U.S. Export-Import Bank. Za nim kraje skandynawskie, Holandia, Wielka Brytania, ostatnio Francja – także zapowiedziały, że nie będą finansować wydobycia i spalania węgla. Później Bank Światowy, Europejski Bank Inwestycyjny i EBRD również zadeklarowały blokadę finansową (choć przez ostatnie 5 lat zainwestowały w węgiel sumę 10 miliardów dolarów).

Walkę z węglem nagłaśniają organizacje ekologiczne. Tworzone są rankingi „złych” banków, które niszczą planetę ziemię, przez wspieranie trujących atmosferę kopalni i elektrowni. Ideowcy,  wsparci skromnymi środkami, są w stanie zrobić złą atmosferę wokół pieniędzy, które jak wiadomo - lubią spokój i ciszę. A tutaj kilka ekologicznych fundacji (Rainforest Action Network, Sierra Club, BankTrack) przygotowuje raporty, uderzające w banki, finansujące inwestycje węglowe (Coal Finance Report Card). Powstają listy złych banków.

Organizacje ekologiczne, choć w tym przypadku można je nazwać terrorystycznymi (od terror = strach, jaki sieją) pilnują także, by pieniądze nie znajdowały luk  w przepisach, by nie finansowały opłacalnych przecież projektów.

Strach wzmacniany jest przez moralistyczny ton narracji klimatycznej. Węgiel jest brudny, zły, zabija ludzi, niszczy planetę. Gospodarki używające węgla są według ekologów w „węglowej spirali śmierci”, a energetyka węglowa to przemysł mający na sumieniu tysiące zmarłych... Podobne emocjonalne hasła są one szeroko nagłaśniane przez media, które w tym temacie z pewnością nie są ani obiektywne ani bezstronne.

Ścieżką sankcji przeciwko węglowi poszła także Norwegia, której parlament w maju uchwalił wycofanie się państwowego funduszu bogactwa (900 miliardów dolarów – prawie 2 razy więcej niż cały PKB Polski) z inwestycji w przedsiębiorstwa i kopalnie, które mają ponad 30% swej aktywności z węgla. Spowoduje to wycofanie 5 miliardów dolarów z finansowana węgla.

Jako przyczynę takich działań przedstawia się wartości moralne. Mówi się, że to przemysł „śmierci”, że zabija ludzi i niszczy klimat planety). Jednak prawdziwą ofiarą tej wojny są gospodarki, które dzisiaj są biedne – chcą się rozwijać i podnosić poziom życia. W przypadku Norwegii, która swe bogactwo i całość dochodów Funduszu zawdzięcza tym „złym” paliwom kopalnym, ruch taki jest co najmniej dwuznaczny moralnie.

Efektem politycznych i społecznych nacisków jest zmiana warunków gry. Węgiel - najbardziej stabilny surowiec energetyczny - staje się zagrożony. Energetyka wymaga dużych nakładów na inwestycje, węglowa wymaga dużo wyższych nakładów kapitałowych niż gazowa, więc potrzebne są duże kwoty finansowania, o jak najniższym koszcie. Jeśli pożyczkodawca znajduje się pod narastającą presją (ekologiczną, a raczej polityczną) – pieniądze się wycofują. Uciekają. Boją się ryzyka.

Wiele banków ograniczyło lub zaprzestało finansowania inwestycji w węgiel. Barclays Bank w 2015 r. zrezygnował z finansowania inwestycji wydobycia węgla metodą ścinania wierzchołków góry – praktyki bardzo popularnej w USA – pod wpływem nacisków grup ekologicznych, przed którym ugięły się wcześniej takie banki jak Wells Fargo, Royal Bank of Scotland, UBS, BNP Paribas, Societe Generale, i wiele innych. Nawet takie instytucje jak Kościół Angielski, nie będą inwestować swoich pieniędzy w węgiel. Wielkie i bogate, szanowane uniwersytety (Stanford, Oxford czy Glasgow University), które także wycofują swoje pieniądze z „brudnych” inwestycji. Oznacza to wyższy koszt kapitału, większe ryzyko, mniejszą opłacalność. Jeżeli państwo wycofuje swoje gwarancje, prywatne pieniądze są znacznie mniej chętne (a jeżeli już to za odpowiednią opłatą) do brania ryzyka tylko na siebie.

Ryzyko klimatyczne (dość iluzoryczne, bo przewidywane za sto prawie lat, na koniec naszego wieku) przekształca się wtedy w realne zagrożenie biznesowe. Wtedy firmy ratingowe obniżają wyceny wartości spółki, a nawet ubezpieczyciele (francuska Axa) nie chcą aktywów węglowych w swoim portfelu, przerzucając je do energii odnawialnej.

Działania takie są skuteczne. Sektor węglowy, największy dostawca energii elektrycznej w USA – pod naporem taniego gazu i niekorzystnych regulacji – traci wartość, a kopalnie są zamykane. Między 2011 i 2013 rokiem 264 kopalnie w USA zostały zamknięte, a największa na świecie prywatna spółka węglowa Peabody Energy straciła 80% swojej wartości giełdowej, chociaż Dow Jones industrial wzrósł o 69%. Podobnym procesom podlegają wielkie europejskie energetyczne koncerny - niemieckie E.ON id RWE, francuski GDF Suez (już dzisiaj Engie), Électricité de France i włoski Enel, dostarczające 60% europejskiej energii elektrycznej – straciły 100 miliardów (37 procent) na wartości rynkowej w latach 2008 – 2013.

Globalna wojna przeciwko węglowi trwa. Myślę że jednak niełatwo będzie ją wygrać.

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ