Partner serwisu
26 października 2020

Zdaniem Szczęśniaka: Energetyczna rejterada spod Ostrołęki

Kategoria: Aktualności

Przełom po przełomie. Tydzień temu pisałem o ponurych dniach dla górnictwa, porzuceniu własnych ogromnych zasobów węgla kamiennego, ogłoszeniu likwidacji tej potężnej branży gospodarki, która do niedawna była chlubą Polski i gwarantem naszego bezpieczeństwa energetycznego. Tak przecież niedawno jeszcze zapewniali wszyscy najważniejsi. W swoim exposé w 2017 r. premier Morawicki zapewniał, że "węgiel jest podstawą naszej energetyki, nie możemy i nie chcemy z niego rezygnować..."

Zdaniem Szczęśniaka: Energetyczna rejterada spod Ostrołęki

No, dzisiaj już chcemy, i to nie tylko z węgla. Przychodzi mi pisać o kolejnym porzuceniu tego, co Polsce zapewnia stabilność i pewność dostaw energii. O odcięciu się przez polską energetykę od generacji węglowej i przerzucenie się na "zielone" źródła energii.

Proces na poważnie zaczął się od porzucenia projektu budowy bloku na węgiel kamienny "Ostrołęka C", o mocy tysiąca megawatów. Przeszedł on już cały proces decyzyjny, miał zaplanowany budżet (6,76 miliarda zł), jego udziałowcy (Energa i Enea) zobowiązali się do finansowania, prace ruszyły po zawarciu w lipcu 2018 r. kontraktu z generalnym wykonawcą (5,05 mld zł netto). Już za 3 lata (w sierpniu 2023 r.) miał być oddany.

Jeszcze w styczniu 2020 minister Sasin zaklinał się, że "nie ma alternatywy dla bloku w Ostrołęce", że węgiel i jeszcze raz węgiel. Ale już w lutym okazało się, że "ta inwestycja rodzi problemy", bo ponoć "radykalnej zmianie uległo rynkowe otoczenie", "trzeba przeanalizować"... Dobry pretekst, ale analizy już dużo wcześniej przecież potwierdziły opłacalność przedsięwzięcia. Po prostu porzucono wcześniejszą decyzję, że trwamy przy węglu i ze spuszczonymi flagami opuszczono tę energetyczną Redutę Ordona.

Natychmiast po słowach ministra, 13 lutego inwestorzy zebrali się wieczorem po zamknięciu już giełdy i zawiesili na 90 dni finansowanie wszystkich prac. A w końcu maja nowy właściciel Enei - PKN Orlen ogłosił ostateczny wyrok na węgiel i blok Ostrołęka C. Oczywiście, najpierw "rozważał warianty". Jednak to już pewne, "ostatnia polska elektrownia na węgiel kamienny" nie powstanie.

Jak to się stało?

Trzeba sobie szczerze powiedzieć: podstawową przyczyną jest brak determinacji decydentów, przebicia się z korzystnymi dla gospodarki narodowej projektami przez opór przeciwnika. A po przeciwnej stronie mamy i Unię Europejską, która oddaje ten kawałek tortu w ręce zielonej energii, i świat finansów, który woli przejąć własnościowo branżę energii niż ją finansować, a także bardzo hałaśliwe, kąśliwe grupy aktywistów NGO's wynajętych do publicznego lobbowania interesów OZE.

Dzisiaj decyzje o losach dużych inwestycji, a już szczególnie branż strategicznych, takich jak energetyka, zapadają w Brukseli. To w końcu największe zgromadzenie lobbystów, grup wpływu i nacisku. A układ sił wygląda tam nieciekawie dla nas: źródła odnawialne dominują absolutnie, mają po swojej stronie prawie wszystkich polityków, potrafili zmienić te ułomne źródła generacji w swoisty przedmiot kultu. Nic więc dziwnego, że ciągle słyszymy stamtąd hymny na cześć energii odnawialnej.

Najbardziej do upadku projektu "Ostrołęka C" przyczyniła się obstrukcja ze strony banków, odmawiających finansowania węgla. To utopiło w końcu projekt. Dzisiaj gdy państwu się zabrania aktywnego inwestowania w energetyce, gdy spółki odnotowujące przecież niezłe do niedawna zyski nie inwestują z własnych zasobów... wtedy o wszystkim decydują banki. Te odmówiły, a nawet ubezpieczenie kredytu było prawie niemożliwe. Finanse boją się tego, co stworzono z niczego i nazwano ryzykiem klimatycznym. Gdyby chciały jednak zarobić na tym interesie, w odwodzie stoją oddziały klimatycznych aktywistów, którzy mogą zepsuć opinię bankowi czy ubezpieczycielowi, oczernić go po prostu jako "niszczyciela Ziemi". To działa, skutecznie.

Uruchomiono więc kampanię, w którą zaangażowały się globalne grupy nacisku, broniące interesów OZE, realizowana przez rozmaite organizacje NGO. Aktywiści wdrapujący się na kominy, think-tanki czy portale informacyjne. Jeden z największy w świecie, wyspecjalizowanych w zwalczaniu energii z paliw kopalnych - Carbon Tracker, a w Polsce fundacja Instrat, w utopieniu Ostrołęki C odegrały ogromną rolę. Choćby przez rozpowszechnianie tez, że energia z niej ma kosztować ponad 500 zł/MWh. Co ponoć miałoby doprowadzić do wielomiliardowych strat w czasie jej pracy. Z kolei ClientEarth, NGO wyspecjalizowany we włóczeniu złych inwestorów po sądach, także walczył z tą inwestycją, odnosząc nawet sukcesy na sali sądowej. W sprymitywizowanym przekazie medialnym te naciągane tezy przekształcały się w "gospodarczą i finansową katastrofę", którą straszono odbiorców. Media oczywiście też nie były tu bezstronne, w całości oddawały głos wrogom tej inwestycji.

Wszystko to doprowadziło do klęski starań o kolejną elektrownię. W wojnie o polski węgiel Bitwa o Ostrołękę została przegrana. Tak to jest, jak się nie ma własnych pieniędzy i w inwestycjach zależy od decyzji globalnych graczy. A ci mówią kategoryczne "nie" polskiemu węglowi.

Polska ciężka husaria energetyczna odegrała odwrót spod Ostrołęki.

Ale to nie koniec tej wojny.

O tym za tydzień...

fot. 123rf
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ