Partner serwisu
19 lipca 2016

Kończy się amerykański boom gazowy

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Gdy ponad dwa lata temu, w pierwszym felietonie dla portalu Kierunek Chemia („Amerykański gaz tuż tuż” z 17 marca 2014), wyraziłem  sceptyczny pogląd wobec  zapowiedzi zalania przez amerykański gaz światowych (a przy okazji i polskich) rynków, mogło to się wydawać podejściem pesymistycznym. Wtedy jeszcze mieliśmy do czynienia z powszechnie głoszoną „rewolucją łupkową”, media aż pękały od hurra-optymizmu. Dzisiaj już jest po rewolucji – amerykański boom gazu łupkowego się kończy, wydobycie gazu ze złóż osiągnęło szczyt.  

Kończy się amerykański boom gazowy

Dlaczego? Amerykanie, mając ogromne zasoby gazu, bardzo szybko je wydobyli. Podczas gdy świat to, co jest pod ziemią (geologiczne zasoby konwencjonalne) – zużył jedynie w 14%, Ameryka wyczerpała – w 53%. Dlatego w USA trzeba sięgać głębiej, do gorszych jakościowo zasobów, zwanych niekonwencjonalnymi, jak CBM – gaz z pokładów węgla, shale – z pokładów łupkowych, czy tight-gas – z twardych piaskowców. Oczywiście daje to szerokie pole do popisu dla amerykańskiej wynalazczości i technologii, jednak ciągle pojawia się ten sam problem – wydobycie jest kosztowne.

Takiej depresji jeszcze nie było

Boom cenowy (cena ropy windowała  ceny gazu) spowodował ożywienie amerykańskiej machiny wiertniczej. W swoim szczycie  osiągnęła niewyobrażalny poziom - w USA jednocześnie pracowało ponad 1600 wiertni w poszukiwaniu gazu. Lipiec 2008 roku, oszałamiający boom naftowy i gazowy, ceny ropy sięgają 145 dolarów. Dzisiaj, gdy ropa jest po 45 dolarów,  gazu szukają jedynie 82 wiertnie – najniższa ilość od II wojny światowej. Takiej depresji jeszcze nie było.  

Dlaczego? Cena czyni cuda – dzisiaj gaz w USA jest nadal bardzo tani – na giełdzie amerykańskiej kosztuje 2,5 dolara za MBtu, to znaczy 34 zł za MWh. Dwa razy taniej od 66 zł/MWh na TGE. Takich cen nie wytrzymują nawet najbardziej efektywne kosztowo amerykańskie firmy. Popadają w zadłużenie, które przekracza możliwości jego obsługi, pomimo niewiarygodnie taniego kredytu.

Kiedy wrócą wiercenia?

Amerykański gaz ziemny to rynek odmienny od rynku ropy naftowej. Kluczowym czynnikiem jest cena, która jest ustalana na podstawie globalnej równowagi popytu i podaży (na którą Ameryka ma niewielki wpływ) i finansowych potoków pieniądza (gdzie dysponuje największą drukarką walutową na świecie). Gdy z powodu wieloletniego boomu inwestycje w sektorze naftowym przyniosły swoje owoce w postaci zwiększonej produkcji, i gdy zastopowano dodruk pieniądza, ceny gwałtownie spadły.  Z gazem ziemnym jest inaczej – tu rynek amerykański jest podstawą tworzenia ceny. Ogromny wzrost wydobycia przez ostatnie lata spowodował obniżenie ceny, które  blokuje poszukiwania i wiercenia. To obniża produkcję, aż do czasu, gdy cena się podniesie, popyt przewyższy podaż. Gdy pokryje koszty wierceń i finansowania i da zyski ze sprzedaży, wtedy znów ruszą wiercenia.

To diabelski młyn

Oil&gas to bardzo cykliczny biznes. To diabelski młyn, gdzie z toru wypadają najsłabsi. Amerykański gaz jest na takim wirażu. Ciekawe kto wypadnie z kolejki, jak szybko i przy jakich cenach cały sektor gazowy wyjdzie  z tego zakrętu.

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ