Partner serwisu
Tylko u nas
27 sierpnia 2019

Zdaniem Szczęśniaka: LNG - cała naprzód!

Kategoria: Aktualności

Światowy rynek gazu ziemnego przeżywa okres gwałtownego wzrostu, co zawsze prowadzi do nagłych zawirowań, zmian, nieoczekiwanych zwrotów sytuacji. Głównym motorem rewolucji gazowej jest LNG – skroplona forma metanu, umożliwiająca transport na globalną skalę. Główną rolę na tym rynku odgrywa Ameryka. To tutaj wydano rozkaz "cała naprzód" potężnemu sektorowi wydobywczemu. Strategia prezydenta Trumpa o wiele mówiącej nazwie "Dominacja Energetyczna" dała Amerykę na pierwsze miejsce w wydobyciu ropy i gazu ziemnego. Rola lidera w połączeniu z polityczną siłą tworzy zupełnie odmienny globalny energetyczny układ sił, tak dla sojuszników USA (Europa) jak i przeciwników (Wenezuela, Iran).

Zdaniem Szczęśniaka: LNG - cała naprzód!

Na dodatek wielkością produkcji LNG Ameryka ściga Australię. Ta z kolei niedawno stała się liderem światowego eksportu LNG. Jednak tylko na chwilę, Katar wrócił na pierwsze miejsce światowych eksporterów. Jednak nowe inwestycje w Australii już dzisiaj dają jej największe moce eksportowe, a gdy ruszą one już niedługo pełną mocą, będziemy mieli nowego lidera.

Jednak podażowy boom amerykański (plus australijski) napotkał pierwszą przeszkodę na drodze do podboju rynków. Mamy bowiem pierwszy w czasie tego boomu spadek popytu na LNG, którego największym konsumentem jest wciąż Japonia (choć Chiny zaczynają deptać jej po piętach). Kraj Kwitnącej Wiśni zaczął na powrót uruchamiać swoje elektrownie jądrowe, zmniejszając zapotrzebowanie na gaz dla energetyki. I tak jak w 2011 wybuch w Fukushimie spowodował gwałtowny wzrost popytu i wybicie cen gazu ponad wszelkie spodziewane poziomy (17 $/mmBTu, gdy dzisiaj na HH jest ok. 2,5 $), tak teraz spadek popytu zdołował ceny gazu w regionie azjatyckim nawet do poziomu 4 dolarów. Tak więc rynek azjatycki, konsumujący 3/4 światowego eksportu LNG przymknął swoje gazowe podwoje, co wywołało globalne spadki cen, tak w Azji, jak i w Europie.

Brak popytu w Azji powoduje, że LNG płynie obecnie na Stary Kontynent w znacznie większych ilościach. Globalny rynek działa w ten sposób, że jeśli ceny w Europie (TTF) przewyższają ceny w Japonii i Korei (JKM), dostawy są przekierowywane tam, gdzie lepiej płacą. A że w kwietniu ceny europejskie po raz pierwszy od czterech lat były niższe niż w Japonii, cała nadwyżka światowego LNG skierowała się do nas. I to nie tylko z USA, ale przede wszystkim z Rosji, Kataru czy Nigerii, które mają znacznie tańszy gaz niż amerykański. Dzisiaj Rosja eksportuje więcej LNG do Europy niż USA. W Europie dodatkowym powodem spadku cen były duże ilości gazu w magazynach po ostatniej ciepłej zimie oraz potężne dostawy rosyjskiego gazu rurociągowego, w ramach przygotowania do zimowego zakończenia kontraktów z Ukrainą i możliwej kolejnej wojnie gazowej.

Europa stała się bardziej atrakcyjnym rynkiem dla eksportu gazu z USA, gdyż netback (cena rynku docelowego minus koszty transportu) był znacznie lepszy dla TTF (3,7 $/mmBTu) niż dla JKM (3,1 $). Przy tak niskich cenach LNG w Azji, gdy eksporterzy sprzedający gaz po cenach lokalnych rynków ponoszą straty, każdy cent się liczy. Na dodatek Chiny w ramach wojny cenowej nałożyły cła na amerykański gaz, więc i ten rynek odpadł Amerykanom.

Globalny rynek przeżywa swój pierwszy wielki zwrot od czasów rozpoczęcia łupkowego boomu, który przekształcił się w ciągu kilku lat w gwałtowny wzrost rynku. Mamy więc niskie ceny, nadwyżki mocy produkcyjnych i ograniczoną pojemność tak europejskiego, jak i japońskiego rynku. Teraz trzeba sobie zadać pytanie: kto pierwszy będzie musiał zamknąć swoje instalacje skraplające? W takich chwilach z gry wypadają producenci o najwyższych kosztach. I eksperci branży jednoznacznie wskazują na Amerykę, która nawet przy niesłychanie niskich cenach gazu na Henry Hub (2,5 $/mmBTu) czy jeszcze niższych na lokalnym rynku Teksasu (na hubie Waha ceny osiągają 1,5$), jest wciąż producentem o najwyższych kosztach produkcji.

Rok temu Ameryka szykowała się już do wojny handlowej z Chinami, nic więc dziwnego, że spotkanie Donalda Trumpa z szefem Komisji Europejskiej Junckerem zaowocowało zobowiązaniem Unii do zwiększenia importu LNG zza oceanu. Z tego obowiązku Unia już raz Bruksela zdała sprawozdanie. Jednak niedawno Jean Claude Juncker mógł powtórzyć kultowe w Polsce powiedzenie: "Panie Prezydencie, melduję wykonanie zadania!". O czym już wkrótce...

fot. 123rf.com/ zdjęcie ilustracyjne
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ