Partner serwisu
17 września 2021

Wielka gazowa spekulacja

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Ceny gazu przebiły historyczny sufit. Nigdy w polskiej i europejskiej historii nie były tak wysoko. I dzisiaj, w czwartek 16 września, dalej nieprzytomnie lecą w górę, bijąc kolejne rekordy. Na TGE mamy 334 zł za megawatogodzinę, na europejskim TTF – 70,5 €/MWh, czyli 321 zł.  Ciąg w górę jest naprawdę imponujący.

Wielka gazowa spekulacja

Notowania gazu ziemnego na hubie TTF (EEX, powernext.com/spot-market-data)

 

Ktoś zwariował? Jakieś szaleństwo?

Nie, nie zwariował. To efekt nowego modelu rynku dla gazu ziemnego, który przez wiele lat, od czasów rewolucji łupkowej, był budowany i teraz już działa. Opisałem go trochę w poprzednim artykule, ale wypada wyjaśnić bliżej ten fenomen. Choćby z tej przyczyny, że będzie nas – odbiorców gazu – piekielnie drogo kosztował. Tak państwa czy firmy importujące gaz, przedsiębiorstwa jak zakłady chemiczne, czy w końcu zwykłych odbiorców. Ktoś musi za gry finansowych spekulantów zapłacić.

 

Globalny model

Nowy model jest przede wszystkim globalny. Do tej pory istniały rynki krajowe, lokalne, co najwyżej regionalne (jak z bólami i oporami wprowadzany rynek europejski). Gdy Ameryka odkryła swoje łupki, pierwsze za co się zabrała, to budowanie rynków dla eksportu gazu. Rynek ropy (także stworzony i utrzymywany przez Amerykę) funkcjonuje już od dziesięcioleci. Z gazem jest dużo trudniej, ale jako taran do rozbijania rozdrobnienia zadziałał LNG, gaz skroplony, który może być transportowany na duże odległości, choć koszty tej operacji są znacznie wyższe niż przy ropie naftowej.

Do tego konieczne było także wprowadzenie nowych reguł gry, np. utworzenie platform handlowych, które mogły ustalać ceny. Więc je tworzono, jak w Polsce na Towarowej Giełdzie Energii w 2012 roku otwarto obrót gazem ziemnym. Oczywiście w Polsce mamy sytuację monopolu gazowego, więc trzeba było zmusić monopolistę, by sprzedawał przez giełdę i naprawdę handlował sam z sobą. I w 9 lat później dalej robi to samo.

 

Papierowy gaz

Ale nasza chata z kraja… W centrum światowego handlu obrót towarowy już dawno przekształcił się w handel instrumentami pochodnymi, dość luźno opartymi na realnym towarze. Czyli tak jak kiedyś powstały naftowe „paper barrels”, tak teraz powstaje „papierowy gaz”. Z Ameryki – kolebki tych wynalazków, finansowe instrumenty pochodne rozprzestrzeniły się na cały świat (no może jeszcze nie na cały, do nas nie dotarły), zastępując obrót realnym towarem jako mechanizm wyznaczania ceny. Wraz ze wzrostem obrotów tymi instrumentami, zarządzanymi głównie przez amerykańskie giełdy, takie jak CME. Na niej każdego dnia obraca instrumentami o wartości 130 miliardów dolarów (to ¼ PKB Polski), gdy wartość sprzedawanej codziennie ropy (prawie 100 mln b/d) wynosi „zaledwie” 7 miliardów $. Instrumenty finansowe oparte na ropie dotyczą zaledwie kilku jej gatunków, które są na zachodzie, ale ich wolumen jest mikroskopijny. Na dodatek, na tej bazie powstał dodatkowo także gąszcz instrumentów pochodnych od instrumentów pochodnych – najróżniejszego rodzaje zakładów, jaka będzie cena lub różnica ceny, lub jeszcze co innego.

 

Powody szaleństwa cenowego?

Dzisiejsze szaleństwo cenowe przypomina mi lata 2004-2008, gdy ceny ropy naftowej zostały wywindowane z 24 $ do 145 $/bbl. Wtedy także wymyślano rozmaite powody, dlaczego ropa tak drożeje. Jeśliby dzisiaj je przypomnieć, pękalibyśmy ze śmiechu, jak bardzo przypominają dzisiejsze tłumaczenia gazowego globalnego szaleństwa cenowego. Jednak amerykańskie państwo jest poważne i nie pozwoliło sobie grać na nosie, w końcu za ropę, paliwa, płacą kierowcy. Cena paliw jest kluczowym czynnikiem popularności polityków. Więc zabrali się za ten temat, powołali na Kapitolu komisje, odbyli przesłuchania, gdzie przetrzepali skórę wszystkim graczom… i wyszło wszystko na wierzch. Ufinansowienie i spekulacja odpowiadały za potężne skoki finansowe i wysokie ceny paliw.

 

It's Magic!

Z amerykańskim państwem nie można bezkarnie zadzierać. Amerykański prawodawca narzucił rynkom finansowym ograniczenia w ustawie Dodd-Frank Act, jednak kontra rynków finansowych była mocna i w efekcie ustawie wybito najostrzejsze zęby. Ale i tak ograniczono największe luki w prawie, umożliwiające spekulantom rzucanie całymi branżami raz o ziemię, raz o sufit. Wtedy Rex Tillerson, ówczesny szef Exxon (a później minister spraw zagranicznych u Donalda Trumpa) powiedział o koncernach naftowych: „We are not price makers, we are price takers” („My nie decydujemy o cenach, my jesteśmy ich odbiorcami”). Wcześniej przypominałem na łamach KierunekCHEMIA.pl, ostrzegając przed spekulacjami na ETS-ach. Wtedy EUA były po 10 euro, dzisiaj są po 60.  I urosły tak w kryzysowym roku covidowym. It’s Magic!  

Za tydzień ciąg dalszy.

źródło: Andrzej Szczęśniak
fot. 123rf.com/zdj. ilustracyjne
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ