Partner serwisu
Tylko u nas
02 stycznia 2020

Zdaniem Szczęśniaka: Huty, ostatnia stacja - dekarbonizacja

Kategoria: Aktualności

Europa chce mieć gospodarkę z najwyższej półki, a oczywiście najlepszym wyznacznikiem jakości jest "zrównoważenie", czyli zeroemisyjność.

Zdaniem Szczęśniaka: Huty, ostatnia stacja - dekarbonizacja

Przetrwają tylko ci, którzy nie emitują dwutlenku węgla... No dobrze, a co z tymi, co emitują? No cóż, na razie jeszcze żyją, ale już niedługo. Ot, taki choćby przemysł metalurgiczny. Jakoś słabo mieści się w wizjach w rodzaju "przemysł cztery zero". No bo jak? Tam sztuczna inteligencja, robotyka... a tu taki truciciel! Jeden z trójki (cement, stal, chemia) największych emitentów.

A i przed Polską staje ten problem, bo polskie hutnictwo to przemysł zajmujący 19 miejsce w świecie, jesteśmy też z 10,2 milionami ton stali piątym producentem europejskim (2018). Jednak w ostatnim roku coś niedobrego działo się z polskimi hutami, więc zanim wygaszą ostatnie wielkie piece, przypatrzmy się problemowi od strony wyzwań regulacyjnych, jakie stoją przed nim w Unii Europejskiej.

Stal, miedź, aluminium są niezbędne, niezależnie, jaki numerek postawi się po słowie przemysł. A przede wszystkim dla zielonej energii - przemysł hutniczy może sobie bowiem przypiąć medal jako strategiczny dostawca dla źródeł energii odnawialnej, bo zużycie stali na generację megawata energii jest kilkukrotnie większe niż przy wodzie, węglu czy gazie, a zielona branża energetyczna jest największym odbiorcą produktów stalowych. Wiadomo, fermy wiatrowe to potężne konstrukcje, które muszą wytrzymać ogromne naprężenia, stawić czoło nawet huraganom. A jeszcze więcej stali na MWh wyprodukowanej energii potrzebuje fotowoltaika. Łącznie więc energia odnawialna zużywa połowę europejskiej stali - 35% na budowę instalacji, 14% na same konstrukcje.

A że europejski przemysł metalurgiczny jeszcze nie poddał się całkowicie, jeszcze się broni (w odróżnieniu od górnictwa), więc stara się znaleźć jakieś miejsce w nowych świetlanych europejskich perspektywach. Komisja Europejska była dla niego łaskawsza niż dla innych, gdyż w planach na 2050 r. wymaga ograniczenia emisji "jedynie" o 80%. Przecież mogłaby by wymagać całkowitej dekarbonizacji, tylko że wtedy EU, która dekadę wcześniej produkowała 15% światowej stali, a obecnie - zaledwie 9% (i dalej spada), musiałaby pożegnać się z produkcją, i przekształcić w największego globalnego importera stali (podobnie jak jest w energii). I wtedy zamiast importować 110 milionów ton rud żelaza, będzie trzeba zaimportować 170 mln ton stalowych produktów.

A przecież produkcja stali to nie tylko "prymitywne" wytapianie rud żelaza i odzyskiwanie złomu. To wysokie technologie produkcji jakościowej stali, rozmaitych produktów, dodatków, szlachetnych odmian. I są one w Europie są na bardzo wysokim poziomie, także w pod względem zużycia surowców. Gdy w latach 50-tych europejski przemysł stalowy zużywał ponad 800 ton węgla na produkcję tony stali w wielkich piecach, to już w 70-tych zszedł do poziomu 400 ton, który i dzisiaj uważany jest za minimum technologiczne. Już wtedy efektywność energetyczna zwiększyła się dwukrotnie, jednak w ostatnich latach nie chce drgnąć i obniżyć się, a przemysł stalowy odpowiada ("co oskarżony ma do powiedzenia?") za 6-7 procent emisji. Europejski przemysł stalowy zaszedł bardzo wysoko w rozwoju technologicznym, wiele też zrobił dla ograniczenia emisji - mniej emitować już nie może.

Jak więc utrzymać przewagi technologiczne, gdy podstawowe procesy zostaną "zdekarbonizowane"? Bez całego ciągu produkcyjnego, wkrótce znikną i to Chiny czy Ameryka będą w nich przewodzić. Podobnie stało się z technologiami komunikacyjnymi, gdzie z prymitywnego składacza, Chiny stworzyły technologiczne potęgi w rodzaju Huawei, Xiaomi czy ZTE.

O tym za tydzień...(TUTAJ)

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ