Partner serwisu

PGNiG i Gazprom wspólnie na polskim rynku?

Kategoria: Paliwa

Po wizycie prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa w Polsce coś w naszych relacjach drgnęło. Wieloletnie zamrożenie stosunków tylko się pogłębiło przez dwuletnie prawie negocjacje umowy gazowej.

 PGNiG i Gazprom wspólnie na polskim rynku?

    Po podpisaniu umowy i spotkaniu obu prezydentów pękły jakby pierwsze lody i pojawiły się pierwsze jaskółki odwilży. Także w sferze gazowej, która stanowi największy po ropie naftowej obszar wymiany handlowej między naszymi krajami. Dotychczas tylko wymiany i to bardzo jednostronnej, gdyż Polska ma ogromny deficyt handlowy z Rosją, największy z krajów europejskich.
    Ten handlowy deficyt – ogromne realne pieniądze wypływające ciągle z Polski (11,5 miliarda dolarów ujemnego salda handlu z Rosją) – wynika z potężnego deficytu zaufania, który narastał od wieków, a w ostatnich latach stał się elementem politycznych rozgrywek. Nastroje zostały rozgrzane do czerwoności, a gaz był najważniejszą gospodarczą piłką w tej politycznej grze nastrojami. Nie będzie więc łatwo zmniejszyć ten deficyt. Dlatego do przedsięwzięć historycznych i kulturalnych warto dodać też gospodarkę.
    Okazja pojawiła się właśnie wraz z wizytą rosyjskiego prezydenta. PGNiG i Gazprom w czasie spotkań towarzyszących tej wizycie rozpoczęli rozmowy o współpracy. Tak, o współpracy! Rosjanie są zainteresowani inwestycjami w sferach konsumpcji gazu – głównie w energetyce gazowej i deklarują, że mogliby wejść we wspólne  przedsięwzięcia z PGNiG. To oczywiste, są dostawcami i chcą budować stabilny rynek dla swojego produktu. Polska firma jest z kolei zainteresowana możliwościami wydobycia gazu w Rosji. To także oczywista potrzeba PGNiG, które wydobywa jedynie jedną trzecią tego, co sprzedaje. I te proporcje mogą się polepszyć, gdyż Rosja jest największym składem gazu ziemnego na świecie, na dodatek połączonym z Polską rurociągami, więc łatwo ten gaz tutaj dostarczyć. Obopólnie korzystna współpraca – rzecz podstawowa w biznesie, na dodatek zwiększająca bezpieczeństwo energetyczne.
    Poza tym „nihil novi sub sole” (nic nowego pod słońcem). Taki model współpracy funkcjonuje już od lat na rynkach europejskich. Rosjanie zakładają wspólnie z Niemcami, Austriakami, Włochami przedsiębiorstwa dostarczające gaz mieszkańcom i przemysłowi. Ci z kolei inwestują w wydobycie i energetykę w Rosji.
    Najciekawszy jest przykład niemiecki. Tutaj współpraca trwa już ponad 35 lat i polega właśnie na zakładaniu z jednej strony wspólnych firm w Niemczech, a z drugiej niemieckich inwestycji w wydobycie gazu w Rosji. Liderami są dwa wielkie koncerny energetyczne BASF i EON, których gazowe odgałęzienia (Wintershall i Ruhrgas) rozpoczęły współpracę z Gazpromem już dziesiątki lat temu. Ich skutkiem było podjęcie największego projektu dostaw gazu do Europy, tzw. kontraktu rury za gaz, który w latach 80. ub. wieku doprowadził radziecki jeszcze gaz do Europy. W zamian niemiecki przemysł otrzymał ogromne zamówienia. Dzisiaj razem budują Nord Stream.
    Doświadczenia we współpracy były na tyle dobre, że Niemcy zdecydowali się wpuścić Gazprom na swój rynek poprzez spółki z niemieckimi potentatami. Najbardziej w Polsce znaną jest spółka Wingas, która jest wspólnym przedsięwzięciem Gazpromu i Wintershall („spółka córka” koncernu chemicznego BASF). To ona odbiera na polsko-niemieckiej granicy gaz z rurociągu jamalskiego, a także buduje rurociąg wzdłuż granicy z Polską od rurociągu Nord Stream do Czech. I Niemcy, i Rosjanie chwalą sobie tę współpracę.
    Z drugiej strony Niemcy, budując wspólnie z Gazpromem rurociąg bałtycki, chcą także mieć dostęp do rosyjskiego gazu, by zabezpieczyć swoje dostawy. Dlatego obie niemieckie firmy weszły w wielkie pole rosyjskie Jużnorusskoje, w którym mają po 25% akcji (minus jedna, tak, że Gazprom ma większość). To ogromne zasoby gazu sięgające 600 mld m3 (czyli 40 lat polskiego zużycia gazu) i już dzisiaj wydobywa 30 miliardów m3 rocznie (dwa razy więcej niż polskie potrzeby).
    Taka współpraca opiera się na modelu partnerskim, na wymianie korzyści i budowaniu narzędzi współpracy. Nie na dominacji i podporządkowaniu słabszej strony, z czym mieliśmy do czynienia przez dziesięciolecia przy wydobyciu ropy naftowej czy gazu w biednych krajach. Te czasy już minęły.
    Podsumowując te pierwsze nieśmiałe kroki na polu polskorosyjskiej współpracy gazowej, warto się uczyć od innych. I choć prawdopodobnie nie uda się nam osiągnąć stanu, który zalecał Stefan Kisielewski, gdy pytany, jak być bezpiecznym między Rosją a Niemcami, odpowiadał, że trzeba mieć lepsze stosunki z każdym z nich z osobna, niż oni mają ze sobą. Mamy tu potężne zaległości, ale są też perspektywy i możliwości. Pierwsze kroki są trudne, bo historia „uwiera” i zawsze się znajdzie ktoś, kto krzyknie „zdrada!”
    Kiedyś, za czasów centralnego sterowania, naśmiewaliśmy się z oficjalnych komunikatów w rodzaju „drgnęło w gospodarce”, na co dowcipnisie odpowiadali: „owszem drgnęło i są to drgawki przedśmiertne”. Mieli rację – gospodarka planowana się zawaliła. Miejmy nadzieję, że na tych pierwszych „drgnięciach” współpraca w polsko-rosyjskich stosunkach gazowych się nie zakończy.


Andrzej Szczęśniak - niezależny ekspert rynku paliw, NaftaGaz.pl

Felieton został opublikowany w magazynie "Chemia Przemysłowa" nr 6/2010

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ