Partner serwisu
03 września 2014

I związkowcy mieli rację

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Lotos dokonał 30 czerwca ostatniego odpisu wartości złoża ropy naftowej Yme na Morzu Północnym. Pozycja tego przedsięwzięcia w księgach gdańskiej rafinerii wynosi ZERO. Projekt kosztował spółkę 1 miliard 596 milionów złotych. Obok programu „10 plus” był to drugi pod względem wielkości projekt Lotosu. Gdy tamten jest sukcesem inżynieryjno inwestorskim, o tyle Lotos z wyprawy na Morze Północne wraca na tarczy.

I związkowcy mieli rację

Yme to małe pole wydobywcze w południowo-wschodniej części Morza Północnego. Było ono wcześniej eksploatowane przez Statoil i gdy koszty wydobycia (złoże było poważnie zawodnione – 64% wody) znacząco przewyższyły w 2001 roku ceny – zaprzestał eksploatacji. Gdy ceny poszły w górę – powrócono do projektu i w 2007 roku jego operatorem został Talisman – znana też w Polsce spółka kanadyjska.

W maju 2008 r. norweska spółka Grupy Lotos zakupiła za 52,5 miliona dolarów 10% udziałów w czterech koncesjach wydobywczych obejmujących złoże Yme. Wydobycie miało rozpocząć się w II połowie 2009 roku. Wtedy też Grupa Lotos zapowiadała w strategii, że w 2012 roku wydobywać będzie milion ton ropy, a w 2015  r. aż 20 procent (czyli 2 miliony ton) przerabianej ropy będzie miała z własnego wydobycia.

Później w 2009 roku zakupiono kolejne 10% udziałów w złożu, a także kolejne 4 koncesje już jako operator, czyli zarządzający wszelkimi działaniami związanymi z wydobyciem. Zakupu dokonano wbrew ostrym protestom załogi Petrobalticu, która domagała się, by inwestować na Bałtyku, gdzie nowe złoża (B8 i B23) były rozpoznane i od lat już oczekiwały na zagospodarowanie. Protesty ostre były na tyle, że związki zawodowe złożyły wnioski do prokuratury i rozpoczęły szerokie negocjacje i wymianę korespondencji z instytucjami państwa. Oskarżały zarząd, że przeznacza 700 milionów na „wątpliwą ekonomicznie inwestycję”, która bardzo poważnie obciążała spółkę Petrobaltic. Musiała ona skierować wszystkie swoje środki na inwestycje w Norwegii i nie mogła rozwijać wydobycia na Bałtyku.

I najgorsze zapowiedzi załogi się spełniły. Operator projektu - Talisman, tak źle go prowadził, że opóźniona o lata platforma wydobywcza, przygotowana przez SBM Offshore, okazała się złomem grożącym zawaleniem i została wycofana z morza. Ogromne pieniądze przeznaczono na projekt, który był dramatycznie źle zarządzany. Przez to zaniedbano na wiele lat wydobycia ropy na Bałtyku, choć u nas jest dużo łatwiej technicznie i nieporównywalnie bardziej zyskownie. Tak  z powodów warunków naturalnych (płytki złoża Bałtyku), jak i  ze względu na bardzo niskie podatki od wydobycia ropy w Polsce a bardzo wysokie w Norwegii. Postęp w pracach na Bałtyku nastąpił dopiero w ostatnich dniach, zakupiono nową platformę i rozpoczęto prace nad zagospodarowaniem nowych zasobów ropy naftowej, czyli dawno zbadanego złoża B8.

Szkoda  jedynie tych utopionych miliardów w Morzu Północnym, których brak zahamował rozwój wydobycia w Polsce.

Należy też przyznać rację załodze, oddać jej honor za przezorność w myśleniu o rozwoju polskiej firmy na polskich złożach. A poza tym trzeba przypomnieć stare polskie przysłowie, „cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. Tak w zakresie ludzi, jak i zasobów surowcowych.

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ