Partner serwisu
Tylko u nas
22 stycznia 2024

Zdaniem Szczęśniaka: Region w energetycznym dołku

Kategoria: Aktualności

Napisałem niedawno krótką analizę "Polska jasnym punktem na energetycznej mapie Europy", zainspirowany faktem, że Polska świetnie sobie radziła energetycznie. Na tle Europy oczywiście, ta bowiem szybko się zwija, na dodatek przymusowo ogranicza zużycie. Zakończyłem jednak minorowym akcentem: "ostatni rok to wyhamowanie, tak zużycia energii, jak i produkcji przemysłowej". Dzisiaj już mamy wstępne dane za rok 2023 i niestety, obawy się potwierdzają. Na szczęście tylko częściowo.

Zdaniem Szczęśniaka: Region w energetycznym dołku

Mamy już dane za rok 2023. I tutaj nagle... szok! IEO (Instytut Energii Odnawialnej) wyliczył na podstawie danych ENTSO-R, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w Polsce spadło aż o 12%. To byłby katastrofalnie wysoki spadek. Według tych samych danych w ubiegłym roku obniżyło się zapotrzebowanie także w Niemczech (o 12%) i w całej Unii (o 9%). Szokujące dane. Towarzyszy temu jeszcze poważniejszy spadek generacji energii - w Polsce o 14%, w Niemczech o 18%, a w całej Europie - 12%.

Dziwię się, że nikt nie bije na alarm, a biją przecież na alarm ze znaczne bardziej błahych powodów. Jednak być może to dlatego, że polskie dane (PSE) systematycznie wskazywały na spadek tak produkcji, jak i zapotrzebowania na energię elektryczną, ale nie w tak katastrofalnych wymiarach, jak podaje IEO. Dane za rok do listopada mówią o obniżeniu zużycia niemal o 4%, a produkcji o ponad 7%. Więc coś musi być "nie halo" z tymi wyliczeniami ENTSO-R.

Z gazem ziemnym jest dużo lepiej. Z danych Gaz-Systemu wynika, że nie jest też tak źle, jak na Węgrzech czy w Czechach. Przez system przeszło 15,77 mld m3 gazu, i było to 1,6% więcej niż rok wcześniej. Szacując dostawy poza systemem przesyłowym zużycie krajowe powinno wynieść 17,3 mld m3. Ciekawa są też zmiany struktury odbioru - z systemu dystrybucji (gospodarstwa domowe, mali i średni przedsiębiorcy) odebrano więcej (11,85 mld m3), ale tylko o 0,4%. Za to odbierający bezpośrednio z systemu przesyłowego (duże firmy przemysłowe) potrzebowali w ub. roku 3,46 mld m3 - o 8,5% więcej r/r.

Różnice są znaczące, ale tak czy inaczej, spadek jest poważny, nad tymi czterema procentami trzeba pomyśleć. Oczywiście mówimy o krótkim - 2- lub 3-letnim - załamaniu trendu wzrostowego. Zapotrzebowanie na energię malało już w 2022 roku, z tym że zaledwie o 0,5%. Wyniosło 173,5 TWh i było o niemal 1 TWh mniejsze niż rok wcześniej. Ale wtedy (w 2021 roku) było najwyższe w naszej historii, więc nie jest to jakiś dramat. Ale gdy już drugi raz z rzędu powtarza się trend spadkowy zużycia, trzeba zastanowić się, co się dzieje, jak jest przyczyna takiego zjawiska.

Jednak nie jest tak źle, jeśli przyjrzeć się naszym sąsiadom. W Czechach wyprodukowano aż o 10% mniej energii elektrycznej niż rok wcześniej - tylko 72 TWh. Tu ciekawostka: Czechy mają 10,5 miliona mieszkańców, Polska - 37,7 mln. Zużywamy na mieszkańca 4,4 MWh/osobę rocznie,o 35% mniej niż Czechy (6,86 MWh). To wynik znacznie większego udziału przemysłu w zużyciu energii.

Podobnie na Węgrzech, gdzie zaszedł dalszy spadek zużycia gazu: w 2023 r. potrzeby wyniosły 8,5 mld m3, czyli o 11% mniej r/r i 23% mniej niż w 2021 r. Zużycie spadło równomiernie w przedsiębiorstwach jak i gospodarstwach domowych. Z energią elektryczną ciut lepiej: zużyto 41 TWh, czyli 5% mniej r/r.

Najgorsze wieści mamy z Niemiec, gdzie zużycie gazu wyniosło 813 TWh (~78 mld m3), co oznacza, że było o 4,4% niższe niż w rok wcześniej i aż 21% mniejsze niż w 2021 r. Najbardziej spadają potrzeby przemysłu (-8,5% r/r), na dodatek aż 24% wobec rekordowego roku 2021. Gospodarstwa domowe obniżyły swoje potrzeby znacznie mniej - 4,5%. Pierwsze szacunki unijne mówią o spadku zużycia o 34 mld m3 (za 11 miesięcy), co oznacza cofnięcie się do 1996 roku pod względem konsumpcji gazu.

Moim zdaniem - podstawowa przyczyna tkwi dramatycznym podniesieniu cen tak energii elektrycznej, jak i gazu. Popyt na nie kurczy się, gdyż gospodarka poddana dwóm szokowym kuracjom jednocześnie: klimatycznej i geopolitycznej, nie wytrzymuje takiego obciążenia i zwalnia biegu. Jak wielokrotnie na KierunekChemia.pl pisałem - największymi ofiarami tych wiatrów wiejących z Brukseli, są gospodarki Środkowej Europy.

Nasz region (Czechy, Węgry, Polska i Słowacja) jest zapleczem produkcyjnym dla przemysłu niemieckiego. Ta lokomotywa dzisiaj ma ostrą zadyszkę, niemiecka koniunktura gospodarcza jest w głębokim dołku, głębszym niż za czasów pandemii. Odcięcie od surowców energetycznych z Rosji i koszty transformacji klimatycznej robią swoje. Dlatego gdy od trzech lat ten przemysł sypie się (w listopadzie 2023 spadek wyniósł 5% r/r), pociąga za sobą komplementarne z nim gospodarki naszej części Europy. Od lutego 2021 roku Niemcy przeżywają kryzys gospodarki, w 2023 roku popadły w recesję, a pamiętajmy, że to 25,5% PKB Unii. Dodatkowo, coraz głębsze wchodzenie w nową energię OZE niesie za sobą koszty, jeszcze dodatkowo pogłębione porzuceniem energii jądrowej przez Niemcy. To spowodowało, że Niemcy, potęga gospodarcza regionu staje się importerem energii elektrycznej netto. Czemu oczywiście wszyscy Zieloni przyklaskują, a niemiecki przemysł zgrzyta zębami z wściekłości.

Nam do niedawna  nie szkodziły te brukselskie głodowe kuracje energetyczne. Ale dzisiaj widać już pierwsze symptomy brukselskiej choroby (kiedyś o pewnej wstydliwej słabości mówiło się "francuska choroba"), czyli pacjent przestaje potrzebować energii. Oby ta choroba dopadła Polskę jak najpóźniej, a najlepiej wcale.

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ