Partner serwisu

Mamy szczęście

Kategoria: Rozmowa z...

Grupa Kapitałowa Tarnów rośnie w siłę. W rozmowie prezes Jerzy Marciniak skromnie stwierdza, że duża część sukcesu spółki jest zależna od… szczęścia. – Mam nadzieję, że to szczęście nie opuści nas też w przyszłości – mówi prezes Marciniak.

Mamy szczęście

Ciekawe filiżanki. Z sentencją: „Spraw, aby każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia”. Ma pan jakieś własne motto, filozofię zarządzania?
    Motta nie mam, natomiast uważam, że sport może dać sporo inspiracji.

ZA w Tarnowie. Instalacja do destylacji fenonu.


• To znaczy?
    Podczas gry drużynowej od razu widać, czy ktoś ma predyspozycje do bycia na przykład kapitanem choćby malutkiej, młodzieżowej grupy. Czy potrafi kierować ludźmi, ma strategię działania. W ten sposób można między innymi „wyłowić” dobrego przywódcę.


Śledzi pan na bieżąco rozgrywki siatkarskie?
    Tak, nawet zwiększyliśmy wydatki przeznaczone na sponsorowanie kędzierzyńskiej drużyny siatkarskiej.


Jest pan zadowolony z ich wyników?
    Owszem – w końcu zajęli drugie miejsce w Polsce.


A propos sukcesów. Z pewnością była nim odpowiedź rynku na ofertę zakupu akcji Tarnowa.
   
Przedstawiliśmy prawie jednocześnie dwie propozycje inwestorom. Ogłosiliśmy wezwanie na akcje Polic i zaoferowaliśmy nasze nowe akcje. Na wezwanie należało najpierw zaciągnąć kredyt, aby zdeponować pieniądze. Jego koszty były trochę wyższe niż przychód z ulokowania w banku tych środków, ale ta różnica nie była niebezpieczna. Zakładaliśmy, że nie wszyscy odpowiedzą na wezwanie. Zostaliśmy mile zaskoczeni. Emitowaliśmy 25 mln akcji objętych prawem poboru. Okazało się, że redukcja na wolnych prawach poboru wyniosła 99,2%. Z nowej emisji uzyskaliśmy 602 mln złotych.

– Chcemy postawić pomnik Kwiatkowskiego przed budynkiem głównym, z okazji 85-lecia zakładu. Będzie bardzo podobny do tego stojącego w Gdyni – mówi prezes Marciniak. Na zdjęciu: Jerzy Marciniak przy projekcie pomnika, który nie wygrał konkursu.

• Podczas wezwania czytaliśmy, że uzyskane z emisji środki mają być przeznaczone nie tylko na zakup Polic, ale również pozostałej części ZAK-u.
    Chcielibyśmy odkupić tę drugą część, która nadal jest w posiadaniu Skarbu Państwa. Szacujemy, że musimy na to przeznaczyć w granicach 180-200 mln zł. Paradoksalnie, mniejsza część będzie droższa niż część większa – ta, którą już kupiliśmy. Ale też sami przyczyniliśmy się do tego, zasadniczo poprawiając sytuację finansową spółki z Kędzierzyna.

Dlaczego Polic nie chciały Puławy, skoro „pasowały im” do portfela?
    Nie wiem, dlaczego. Ta ilość mocznika, którą można otrzymać w Policach, dałaby niesamowitą przewagę Puławom. Ale o to proszę pytać kolegów z Puław. Jeśli zaś chodzi o naszą grupę, to dziś mamy pełną gamę nawozów i jesteśmy na rynku liderem. Dokupiliśmy produkcję NP i NPK, ale trafiamy do tych samych odbiorców, pośredników. Czyli powinniśmy w przyszłości redukować koszty dystrybucji.
    Co dla nas również ważne, przez zakup Polic zyskaliśmy dostęp do portu, który otwiera drogę na świat. Wystarczy tylko poprowadzić do niego trakcję kolejową. Zresztą, skala produkcji również odgrywa znaczenie. Po przejęciu zdolności wytwórcze grupy wynoszą ponad 3 mln ton nawozów.
    Efekt naszej skali zobrazuję takim hipotetycznym przykładem: gdy cenę podniesiemy o 1 grosz na kilogramie, da nam to 30 mln zysku, a będzie niezauważalne przez konsumenta.

Kędzierzyn, teraz Police… Planujecie kolejne przejęcia?
    Od dawna interesujemy się Spolaną. Aktualnie firma ta jest wystawiona na sprzedaż. Badamy środowisko. Gdy cena będzie atrakcyjna, prawdopodobnie przymierzymy się do zakupu spółki. Ten zakład dałby nam 50 tys. ton kaprolaktamu i 200 tys. ton siarczanu amonu.

Kolejna fabryka w grupie. I to w dodatku w Czechach. Jak pan pogodzi częste podróże na znaczne odległości?
    Faktem jest, że fizycznie trzeba bywać w tych zakładach. Obejmując funkcję prezesa ZAK-u chciałem do Kędzierzyna przyjeżdżać dwa razy w tygodniu, niestety, nie udało mi się to. Odległość pomiędzy Tarnowem a Policami będzie jeszcze trudniej pokonać. Jest jednak szansa – niebawem ma pojawić się bezpośrednie połączenie lotnicze pomiędzy Balicami a Goleniowem.
    Lokalizacje naszych zakładów skłoniły nas do inwestowania w światłowody, aby uzyskać szyfrowane połączenia. Zarówno Tarnów, Kędzierzyn, jak i Police posiadają SAP. Musimy tylko wyrównać poziom licencji we wszystkich systemach. Pracujemy ponadto nad kokpitami menedżerskimi, nad zarządczą informacją menadżerską, które pozwolą nam na uzyskanie szybkiej informacji, co z pewnością ułatwi zarządzanie.

ZA w Tarnowie – widok na instalację cykloheksanu.

Jak ocenia pan swoje kilkumiesięczne doświadczenia związane z zarządzaniem w ZAK-u? Czy podjąłby pan dziś inne decyzje odnośnie tego zakładu?
    O sukcesach się nie mówi, one po prostu mają być (śmiech). Natomiast czego bym nie robił? Chyba nie otwierałbym tak uroczyście, tak wcześnie instalacji kwasu azotowego. Pół roku czekaliśmy, aż wszystko w pełni będzie działało.

Jak przejęcie ZAK-u wpłynęło na wynik finansowy grupy?
    Różnica pomiędzy zyskiem finansowym netto za pierwsze półrocza bieżącego i poprzedniego roku wynosi 158 mln złotych. Nie ma tutaj jednak wspólnego mianownika, gdyż rok temu w grupie nie było jeszcze Kędzierzyna. Ale gdyby wykonać taką symulację, to różnica byłaby znacznie większa, gdyż ubiegły rok nie był najlepszy dla ZAK-u. Tarnów również miałby lepsze wyniki, gdyby nie sześciomiesięczna awaria na nawozach. Przez ten czas nie produkowaliśmy kwasu azotowego, lecz woziliśmy go z Kędzierzyna. Wykorzystywaliśmy jedynie 6 proc. zdolności produkcyjnych. Uratowała nas jednak koniunktura.

Tarnowskie zakłady nocą.

A jak wygląda marża na tworzywach?
    Na poliamidach – bardzo dobra. Kupiona przez nas fabryka w Guben dwukrotnie podwoiła nasze zdolności produkcyjne. W zasadzie całą ilość kaprolaktamu, jaką wytwarzamy, możemy przerobić na poliamidy.

• Zbliżacie się więc, zgodnie z trendem, do konsumenta?
    Tak, rozwijamy się. Zainwestowaliśmy w compounding – dedykowane poliamidy. Mamy w tym momencie około 20 ton tego produktu. To jeszcze stosunkowo niewiele, ale zmierzamy w tym kierunku, jak również w sprzedaż poliamidów bezpośrednio do odbiorcy.

Wiele firm z obawą patrzy w przyszłość z powodu sygnałów o możliwym kolejnym spowolnieniu gospodarczym. Pan czuje się spokojny?
    Tak. Wprawdzie potrzebujemy sporo czasu, żeby wszystko „poukładać” z Kędzierzynem i Policami w grupie, jednak gdyby do końca 2012 roku koniunktura była porównywalna do obecnej, potrafilibyśmy się zmierzyć z kryzysem. Żaden z zakładów nie powinien wtedy generować strat większych niż amortyzacja. Istotne jest to, że Police mają największy potencjał na wypracowanie zysku w czasach koniunktury. Jeżeli przygotujemy je na „trudne czasy”, to powinno być dobrze.
    Muszę podkreślić, że mamy dużo szczęścia. Uzyskaliśmy sporo środków ze sprzedaży akcji. Kędzierzyn przejęliśmy, gdy miał problemy, a dziś generuje znaczne zyski. Police kupiliśmy również okazyjnie, w dobrym momencie. Mam nadzieję, że to szczęście nie opuści nas też w przyszłości.

Rozmawiali: Daria Łaba, Przemysław Płonka

Wywiad został opublikowany w magazynie "Chemia Przemysłowa" nr 5/2011

Źródło fot.: ZA w Tarnowie

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ