Partner serwisu

Tradycyjna chemia to przeszłość

Kategoria: Rozmowa z...

Wydłużenie łańcucha dostaw, wytwarzanie produktów wysokoprzetworzonych – taki jest kierunek rozwoju globalnego „giganta” – Dow Chemical. Swoją wiedzą i ciekawymi rozwiązaniami podzielił się z nami dyrektor Tomasz Chlebicki.

Tradycyjna chemia to przeszłość

Dow Chemical to międzynarodowa firma powstała ponad 100 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Jak zamierza rozwijać się na polskim rynku?
    Dow obecny jest w Polsce od ponad 35 lat. Oferuje różnorodne rozwiązania technologiczne, tworzywa sztuczne i produkty chemiczne różnym gałęziom przemysłu związanym z przetwórstwem paliw. Swą pozycję dodatkowo umocnił dzięki nowemu zakładowi produkcyjnemu wybudowanemu w Dzierżoniowie w celu produkcji materiałów elektronicznych.


Elektronicznych? Dow to przecież firma chemiczna…
    Przede wszystkim jest to firma łącząca potęgę nauki i technologii z „czynnikiem ludzkim”, chemię i innowacje z zasadami dbałości o środowisko. Wytwarzane przez nas produkty układają się w piramidę. Na jej czubku znajduje się grupa najbliższa konsumentom, najbardziej zaawansowana  Jest najmniejsza, ale daje najwięcej profitów.
    Fabryka w Dzierżoniowie produkuje elementy do paneli ciekłokrystalicznych. Jest to tzw. LDF (Light Diffusion Film), folia polimerowa pokryta żywicą rozpraszającą światło. Głównymi surowcami są PET i żywice akrylowe. I tak, zamiast je sprzedawać, wykorzystujemy je do produkcji komponentów, o których ciężko jest powiedzieć, że jest to produkt chemiczny, a wykorzystywany jest przez producentów z chemią mających niewiele wspólnego. W tym właśnie kierunku będziemy się rozwijać w Polsce.


• Czy tylko w Polsce?
    Nie, nie tylko. Chemia w rozumieniu tradycyjnym jest zaprzeszła. Nie wchodzi w grę. Należy podążać zgodnie z panującymi trendami. Szukać niszy i ją wypełniać. Zakład w Dzierżoniowie to dopiero początek.
    Drugim przykładem nowo obranej przez Dow ścieżki jest rozwój produkcji gontów fotowoltaicznych - elementów  budowlanych pokrywających dach i produkujących jednocześnie prąd dla domu. Obecnie jest to promowane w Stanach, zobaczymy, kiedy „przyjdzie” do Europy.
    Na szczęście jesteśmy wstecznie zintegrowani, więc nie posiadamy żadnych zagrożeń związanych z produkcją. Należy tylko wykorzystać właściwe pomysły, znaleźć potrzeby. Chcemy, by za 4 lata sprzedaż gontów fotowoltaicznych osiągnęła wysokość miliarda dolarów. Taka jest właśnie dynamika rynku. To jest ten wierzchołek piramid, który daje największe zyski i jest przyszłością. To jest kierunek rozwoju firmy. To są innowacje i rozwiązania technologiczne oparte o solidne fundamenty chemiczne.

•  Wiemy już jak wygląda wierzchołek piramidy. Co z niższymi segmentami?
    Pierwszy segment to fundament – energia i węglowodory. Powyżej znajdują się podstawowe produkty bazowe. Wśród nich znajduje się polietylen i polipropylen wraz z kilkoma innymi chemikaliami. Produkujemy ich dziesiątki milionów ton. Trzecią warstwę stanowią produkty chemii  specjalistycznej. Wytwarza się je w dużo mniejszej ilości – do kilku mln ton. Oczywiście na produktach specjalistycznych marża już jest całkiem inna, a ich wolumeny znacznie bardziej „przyjemne” pod względem logistyki i prowadzenia biznesu.

Jak według pana wygląda polski przemysł chemiczny na tle globalnego? Jakie są główne zagrożenia?
    Są trzy główne zagrożenia. Pierwszym, który wręcz blokuje rozwój przemysłu chemicznego, jest rozdrobnienie. Tendencja światowa pokazuje, że należy konsolidować i budować zintegrowane wielkie fabryki chemiczne. Jako przykład wskazuję na zakład Dow w Stade pod Hamburgiem. Produkuje on pięć razy więcej substancji na bazie propylenu, etylenu, benzenu niż cały przemysł chemiczny w Polsce. W Stade skupione są potężne fabryki posiadające ogromne moce przerobowe. Rozdrobnienie nie daje efektu skali. Powoduje stratę środków finansowych przeznaczanych na transport. A transport to nie jest rzecz tania, tym bardziej w przypadku konieczności zachowania standardów bezpieczeństwa.
    Drugim zagrożeniem jest niewłaściwa lokalizacja. Najlepiej jest mieć fabrykę w pobliżu złóż, w pobliżu miejsca produkcji surowców bądź na wybrzeżu, by móc dostarczać produkty za pomocą tankowców - najbardziej optymalną metodą transportową. W przypadku petrochemii, gdzie marże są niewielkie a koszt surowca – ropy – bardzo duży, widać wyraźnie, jak logistyka może zdegradować bardzo dobrą firmę.
    Trzecim niebezpieczeństwem jest konserwatyzm w podejściu do biznesu. Niewiele firm posiada środki na inwestycje w innowacje, jak również w rozwijanie produkcji istniejącej, która musi być profitodajna. Nie występuje zjawisko poszerzania integracji.

Dow jest w tym momencie głównie dystrybutorem, dostawcą. Które surowce produkowane przez Dow Chemical są sprzedawane na polskim rynku w największych ilościach?
    Mówimy oczywiście o produktach masowych. Dow nie chce od nich, co prawda, odchodzić, ale niespecjalnie chce je rozwijać. Jest to jednak baza naszego działania. Są to polimery – głównie polietylen, polipropylen. Jest to największa masowo grupa produktów. Następne w kolejności to surowce do produkcji PCV i komponenty do produkcji poliuretanów.
    Odbiorcy nasi to: przemysł opakowaniowy, przemysł samochodowy, producenci sprzętu gospodarstwa domowego, branża meblarska i budowlana. Jesteśmy wszędzie, gdzie istnieje chemia organiczna.
    Chcemy się podzielić doświadczeniem i wiedzą techniczną, by zbudować jeszcze ściślejszą współpracę z polskimi przedsiębiorstwami. Mamy nadzieję, że współpraca ta przyczyni się zarówno do rozszerzenia naszej działalności, jak i umocni pozycję polskiego przemysłu chemicznego na rynku światowym.

Rozmawiała Daria Łaba

Wywiad został opublikowany w magazynie "Chemia Przemysłowa" nr 3/2011

 

ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ