Partner serwisu
15 czerwca 2015

REACH czyli innowacyjność

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Jak już poznaliśmy uwarunkowania europejskiej chemii, to czas na najważniejsze – na innowacyjność. To właśnie ten proces - wynajdywanie coraz lepszych produktów, coraz bardziej efektywnych sposobów ich wytwarzania – jest odpowiedzią na przewagę innych.

REACH czyli innowacyjność

Na przykład na tanią siłę roboczą (jak w Polsce czy Chinach) czy tanie surowce (jak w USA czy nad Zatoką Perską). Mamy wysokie płace, drogą energię? Wytwarzajmy produkty, których nikt nie potrafi robić i produkujmy je oszczędnie, wynajdując najbardziej efektywne metody.

Przy tym przemysł chemiczny odgrywa kluczową rolę dla całej gospodarki. Wprowadzone w nim innowacje pozwalają rozwijać inne branże, w których zachód ma przewagę technologiczną – przemysł samochodowy, nowoczesną energię odnawialną, w tym magazynowanie energii, oszczędne wykorzystanie nie tylko energii, ale także wody i innych cennych zasobów. Dla całego przemysłu – współczesna chemia dostarcza nowe możliwości, materiały, procesy. Jest niezbędnym elementem bardzo korzystnego dla współczesnego zachodu łańcucha wartości.

Dlatego właśnie w dokumentach wprowadzania REACH mówi się wprost – chcemy osiągnąć dwa cele: „chronić środowisko i zdrowie ludzkie, jednocześnie utrzymując siłę i konkurencyjność naszego przemysłu chemicznego”.

U nas oczywiście dominuje teza, że biurokracja zabija przedsiębiorczość i innowacyjność, bo wiadomo... okowy niewoli, w których cierpią przedsiębiorcy... itd. itp... Bzdury? Nie do końca - oczywiście że jest coś na rzeczy. Pieniądze zamiast na badania będą musiały pójść na kosztowne testy, które dodatkowo zwiększają i tak poważne ryzyko towarzyszące poszukiwaniom nowych rozwiązań. To zniechęca do badań i rozwoju nowych produktów. Małe firmy gorzej też znoszą regulacje, więc mogą one być wykupywane przez większe, co także zmniejsza aktywność badawczą.

Jednak te wady regulowania przepisami można znacząco ograniczyć, a REACH jest podręcznikowym wręcz przykładem, jak się stymuluje gospodarkę do rozwoju innowacji. Już 20 lat temu Michael Porter, współczesny klasyk zarządzania opisał, jak powinny wyglądać proinnowacyjne regulacje:

- określa się efekt a nie technologie (nie - jakie mają być produkty, ale jakie parametry mają spełniać)
- regulacje spójne i wymagające, nie może być w nich dziur i furtek
- odpowiednie okresy przejściowe (nie za ostre, bo niszczą, nie za długie, bo osłabiają  motywację)
- zharmonizowane, to znaczy obejmować wszystkich, a nie tylko własnych graczy
- przemysł powinien je współtworzyć

Jeśli więc dobrze się ureguluje, to po pierwsze tworzy się nowy rynek, który stwarza szanse... no właśnie,  komu? Najlepiej rozwiniętym przedsiębiorstwom, najbardziej zaawansowanym technologicznie producentom, którzy przynagleni wymogami do rozwoju zyskują przewagę nad innymi, tworząc nowe produkty i zajmując jako pierwsze nowe rejony („first-mover-advantage”). 

Przykład? Szwecja już w latach 70-tych ubiegłego wieku zakazała używania chloru do wybielania miazgi drzewnej. Przemysł papierniczy znalazł nowe metody, bardziej przyjazne środowisku, a teraz ta technologia jest eksportowana na cały świat. Kto jest pierwszy na tym torze wyścigowym – ma przewagę. Jeśli na dodatek ten „zły” urzędnik przekona swoich kolegów w innych krajach, że środowisko jest na tyle ważne, żeby też wprowadzili „przyjazne środowisku” przepisy – zyski producentów pomnożą się dzięki zajęciu nowych rynków.

Jak to wygląda w REACH, o tym za tydzień.

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ