Partner serwisu
29 listopada 2017

Zdaniem Szczęśniaka: Gaz z Ameryki przez pośredników

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

We wtorek wieczorem 21 listopada, jakby specjalnie dla Wiadomości TVP, rozegrało się nadzwyczajne, wyjątkowe wydarzenie… PGNiG zawarło kolejny kontrakt na dostawy gazu z morza. Po marcowym aneksie towarowym do kontraktu długoterminowego z Katarem, który podwoił ilości zakontraktowane w czerwcu 2009 roku, mamy kolejne zobowiązanie do odbioru z morza.

Zdaniem Szczęśniaka: Gaz z Ameryki przez pośredników

Co wiemy?

  • gaz pochodzić ma z USA, z terminalu Sabine Pass, firmy Cheniere
  • dostawcą jest brytyjska Centrica – wielki koncern energetyczny, budujący sobie portfolio klientów w dostawach LNG
  • kontrakt ma trwać 5 lat („średnioterminowy”), od przyszłego roku ma być łącznie 9 dostaw,
  • wolumen: nieznany, nieoficjalnie prezes Woźniak potwierdził 800 mln m3 gazu jako całość kontraktu
  • cena - nieznana, jednak „konkurencyjna” i „rynkowa”
  • formuła ceny - nieznana, wg ministra Tchórzewskiego, który ogłaszał tę radosną wieść w TVP - „europejska”

PGNiG ma bardzo ambitne plany całkowitego przekierowania dostaw gazu do Polski. O odejściu i zakończeniu kontraktu z Gazpromem szefowie firmy i różni politycy mówią prawie co tydzień. To dziwne i biznesowo całkowicie niepotrzebne, bo kontrakt jest zawarty do 2022 roku, czyli jeszcze ponad pięć lat będziemy odbierać rosyjski gaz. Jest dużo za wcześnie, by na okrągło obwieszczać to całemu światu. Jednak politycznie podbudowuje to obraz dzisiejszej polityki, „zrywającej kajdany niewoli”, odchodzącej od gazowego „uzależnienia” od Rosji.

Podstawowym metodą tego geograficznego przeorientowania, jest import morzem gazu skroplonego. PGNiG w sierpniu zarezerwowało całe dostępne moce gazoportu. Ruch racjonalny o tyle, że i tak na PGNiG leży ciężar opłacenia kosztów stałych, więc Polskie Górnictwo i Gazownictwo Naftowe wzięło sobie to, za co i tak płaci. Ruch nieracjonalny o tyle, że to jest kosztowny kierunek dostaw dla Europy, zaopatrywanej rurociągami z trzech stron: wschodu (Rosja), północy (Norwegia) i południa (Afryka). Wobec tych dostawców, gaz z morza jest niekonkurencyjny.

Dlatego jego udział w imporcie europejskim utrzymuje się na minimalnym poziomie, pomimo ogromnych mocy regazyfikacyjnych, które stoją niewykorzystane. Ale cóż, będziemy mogli ogłosić, że jesteśmy liderem w wykorzystaniu terminalu, a czy to przynosi zyski… kto by się martwił.

Jeśli nie liczy się ekonomia, rządzi polityka. Gdy argumentuje się, dlaczego nie chcemy rosyjskiego gazu, mówi się: „upolityczniony”. Jednak nowe kontrakty też są polityczne. Do ich „załatwienia” politycy przyznają się oficjalnie - doradca prezydenta pisze, że to „efekt rozmów PAD [prezydenta Andrzeja Dudy] z prezydentem USA w lipcu w Warszawie”. Komunikat z okazji kontraktu wydaje także ambasada amerykańska, mówiąc o Polsce jako o „sojuszniku i przyjacielu Ameryki”, któremu „Stany Zjednoczone są zdecydowane zapewniać ... dostęp do bezpiecznych, zróżnicowanych źródeł energii, w tym również energii ze Stanów Zjednoczonych”. Taki język pamiętam z dość dawnych i minionych czasów, ale dzisiaj on wraca.

Z punktu widzenia Ameryki kontrakt rzeczywiście ma same zalety, jak pisze ambasada: „eksport amerykańskiego gazu ziemnego przyczynia się do umacniania rodzimego rynku pracy, jednocześnie umożliwiając Polsce dywersyfikację źródeł energii i obniżkę jej cen.” Czyli mamy miejsca pracy w USA (cel ekonomiczny) i dywersyfikację w Polsce (cel polityczny). Amerykański senator Bill Cassidy pisze o tym jeszcze wyraźniej, nazywając kontrakt „wspaniałą wiadomością dla gazowników Luizjany”.

No dobrze, ale co z „wspaniałymi wiadomościami” dla nas, mamy się jedynie cieszyć, że nie kupimy rosyjskiego gazu? Co z tą „obniżką cen”? No takiego zapewnienia nie usłyszeliśmy, za to podstawową zaletą ma być to, że cena jest „europejska”. Co to znaczy? Że nie kupimy według formuły Cheniere, gdyż to nie PGNiG a brytyjska Centrica podpisała kontrakt na zakup 26,7 TWh (2,5 miliarda m3) gazu rocznie (przez 20 lat). Teraz szukają tych, którym mogą taki gaz sprzedać, a w Europie nie jest to łatwe. Jak mówi Klaus Schaefer, CEO niemieckiego koncernu energetycznego Uniper, po porównaniu pełnych kosztów amerykańskiego LNG na Henry Hub i holenderskiego TTF, że owszem, amerykańskie ceny są niskie, jednak dochodzą koszty upłynnienia, transportu morzem i regazyfikacji. W efekcie amerykańskie dostawy są około 50 procent droższe od cen europejskiego rynku. Schaefer dodaje: „Nikt nie chce płacić takiej premii”.

Tak więc sprowadzając amerykański gaz do Polski przez brytyjskiego pośrednika, PGNiG nabywa w Centrica pewną usługę. Jest to zmiana formuły cenowej z amerykańskiej na europejską. Globalny koncern, mający w portfolio wiele kontraktów zakupu i sprzedaży, może używać różnych formuł cenowych. To jego rola – radzenie sobie z ryzykiem różnych formuł cenowych i różnych rynków. Więc dla uspokojenia polskich obaw, że gaz jest drogi (a wyrażał je nawet minister Waszczykowski i to w rosyjskiej prasie), trzeba zmienić bazę ceny, z Henry Hub na TTF (Title Transfer Facility). Czyli zamiast amerykańskiej będziemy mieli holenderską bazę cenową. Jednak ciąży pytanie, na dzisiaj bez odpowiedzi: jak wysoka będzie „premia” dodana do bazy, o której mówił Schaefer? Czy Centrica sprzeda nam taniej niż kupuje w Ameryce? Dołoży do tego interesu? Z pewnością nie.

A więc bez odpowiedzi pozostaje pytanie, jaka konkretnie jest cena gazu. Myślę, że obecny kontrakt i te mające po nim nastąpić, są dlatego tak niewielkie (rzędu jednego procenta polskich potrzeb), by PGNiG nie musiało ogłaszać ich w komunikatach giełdowych, obliczając bieżącą wartość kontraktu. Zamiast tego słyszymy opowieści o „konkurencyjnej i europejskiej formule”.

Druga część...

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ