Partner serwisu
15 września 2017

Zdaniem Szczęśniaka: Jak naprawdę wyglądały negocjacje gazowe?

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Ostatnio przetoczyła się przez wszystkie media kolejna „afera” - sprawa negocjacji gazowych z Rosją w latach 2009 – 2010. W telewizjach błysnęli eksperci, wypowiedzieli politycy, zobaczyliśmy trochę zdjęć z tamtych lat. Niestety, materiał wyjściowy – kilkustronicowa publikacja w jednym z tygodników - był na dramatycznie niskim poziomie. Szkoda go tutaj omawiać, bo i tak Czytelnicy moich publikacji doskonale wiedzą, jak wygląda nierzetelność dzisiejszych przekazów w tych sprawach. Wystarczy.

Zdaniem Szczęśniaka: Jak naprawdę wyglądały negocjacje gazowe?

Pomyślałem jednak, że warto przypomnieć, jak naprawdę wyglądały negocjacje gazowe w tamtych latach. Zaraz po ich zakończeniu napisałem bowiem dokładny raport o ich przebiegu i efektach. Przypomnijmy więc trochę mniej sensacyjnie, ale bardziej rzetelnie, co się wtedy wydarzyło.

W styczniu 2009 roku z Ukrainy przestał płynąć gaz do Polski i Europy. Był to rezultat potężnego konfliktu między skłóconą wewnętrznie elitą ukraińskiej władzy a Rosją. Ukraińcy nie podpisali nowego kontraktu z Gazpromem, więc ten 1 stycznia przestał dostarczać gaz, a gdy ci przerwali dostawy tranzytowe – Gazprom zaprzestał całkowicie dostawy przez Ukrainę do Europy. Był to długi i ciężki kryzys, którego ofiarami były przede wszystkim Bułgaria, Słowacja, Węgry, kraje całkowicie uzależnione od tranzytu przez Ukrainę.

W Polsce było inaczej, nasze dostawy przechodzą także przez Białoruś i to nas ratowało, choć z dnia na dzień PGNiG pozbawione zostało źródła prawie 20 procent zapotrzebowania na gaz, ale warunki atmosferyczne, słaby popyt ze strony podmiotów gospodarczych i zapasy magazynowe pozwoliły przetrwać kryzys bez strat. Chemia nie pracowała wtedy pełną parą (było to sytuacji kryzysu gospodarki światowej, obniżenia popytu na produkty), więc pomimo wprowadzenia przez PGNiG na początku 2009 roku poważnych ograniczeń w dostawach gazu do największych swoich klientów, nie było to odczuwalne.

Jednak kryzys dał początek prawie dwuletnim negocjacjom z Gazpromem i rządem Rosji. Pozycja nasza w tych negocjacjach była bardzo zła. Cały czas groziło nam zerwanie dostaw gazu dla odbiorców. Było to efektem wypadnięcia z rynku naszego ukraińskiego dostawcy – spółki RosUkrEnergo. Spółka RosUkrEnergo padła ofiarą walk frakcyjnych między ukraińskimi elitami, została odsunięta od działalności, zarekwirowano jej gaz (który potem trzeba było zwrócić po orzeczeniu arbitrażu międzynarodowego). Był to dostawca, z którym po 2003 roku podpisaliśmy kontrakty na dostawy dwóch miliardów m3 gazu rocznie. Decyzja ta była źródłem naszych kłopotów z lat 2009 – 2010, a uczyniono to w ramach „dywersyfikacji dostaw gazu”. Spółka miała charakter nomenklaturowy – udziałowcami był Gazprom ze strony rosyjskiej, a z ukraińskiej – niezwykle wpływowy oligarcha Dymitr Firtasz. RosUkrEnergo było owocem polityczno-biznesowego, gdy ukraiński prezydent Leonid Kuczma zażyczył sobie tego na spotkaniu z Władymirem Putinem. Z takim podmiotem, który zarządzał głównie importem gazu z Gazpromu, podpisaliśmy kontrakt, przedłużony zresztą w 2006 roku.

Po kryzysie styczniowym rozpoczęto negocjacje. Odbywały się one w bardzo trudnych dla Polski warunkach, brakowało dwóch miliardów m3 gazu od RosUkrEnergo i groziło to zerwaniem dostaw gazu dla odbiorców. To był podstawowy czynnik, osłabiający nas w czasie rozmów, nadrobiono więc tę słabość dzięki… Gazpromowi, z którym 2 czerwca 2009 r. PGNiG zawarło krótkoterminowy kontrakt, zwany „letnim”, na ponad miliard m3 gazu. To nie było wszystko, co było potrzebne, ale szefowie Gazpromu poczuwali się do pomocy z powodu zerwanych dostaw RosUkrEnergo, w której to spółce mieli 50% udziałów. Więcej nie mogli, gdyż jak mówili „góra nie pozwoli”, ale też nie chcieli całkowicie niwelować swojej przewagi w negocjacjach. Gazprom nie musiał, a my musieliśmy odbudować dostawy. Dlatego w zamian za zgodę na ich zwiększenie Rosjanie wprowadzili do negocjacji swoje warunki.

Toczyły się one na dwóch płaszczyznach – rządowej i korporacyjnej. O ile na poziomie rządów uzgadniano zmiany umowy międzyrządowej z 1993 roku, w negocjacjach korporacyjnych rozwiązywano dotychczasowe spory i konflikty, głównie w sprawie EuRoPol Gazu i zarządzania rurociągiem jamalskim w Polsce.

Premier Pawlak, odpowiedzialny za negocjacje ze strony polskiej, w lutym wystosował list do wicepremiera Sieczina (dzisiaj szefa koncernu naftowego Rosnieft), po czym w marcu na posiedzeniu rządu uzgodnił instrukcję negocjacyjną. Była ona jednak mało realistyczna, jak to często bywa (przy negocjacjach 2006 roku było podobnie), więc w lipcu trzeba ją było urealnić. Nic to nadzwyczajnego w procesie dochodzenia do kompromisu.

Później nastąpiła tura negocjacji jesiennych, którą poprzedziło spotkanie premierów Tuska i Putina ze słynnym spacerem po sopockim molo. W listopadzie przyjęto dodatkowo kolejną, trzecią już instrukcję negocjacyjną i w grudniu uzgodniono porozumienie rządowe, które w lutym przyjął polski rząd. Wcześniej na poziomie korporacji uzgodniono zasady współpracy PGNiG i Gazpromu i w styczniu 2010 zawarto trójstronne porozumienie PGNiG – Gazprom – EuRoPol Gaz.

Przede wszystkim osiągnięto przedłużenie kontraktu na dostawy gazu o 15 lat - do roku 2037. Dla stabilności dostaw i wykorzystania gazociągu jamalskiego było to dobre rozwiązanie. Dlatego uzgodniono także przedłużenie do 2045 roku tranzytu do Niemiec. To wszystko dawało też pozytywne rezultaty w sprawie cen. Na 5 lat uzyskano znaczący upust w cenie gazu, kupowanego ponad minimalne wartości kontraktowe.

Uzyskano także ugodę co do spornych roszczeń za przesył między EuRoPol Gazem a Gazpromem. Z szacowanych wtedy 300 milionów dolarów spornych roszczeń wcześniej udało się w jednej sprawie na 80 milionów uzyskać wyrok zasądzający 20 milionów. Jednak Gazprom odwołał się, więc nadzieje na szybkie rozwiązanie i uzyskanie pełnej żądanej kwoty były minimalne. Uzyskano więc upust cenowy w zamian za rezygnację ze spornych rozliczeń, uznając to za korzystne dla obu stron.

Jednak strategia premera Pawlaka, stawiająca na polepszanie stosunków z dostawcą i stabilną współpracę gazową z Rosją nie miała szans na realizację ani wtedy, ani tym bardziej dzisiaj. Dlaczego? O tym za tydzień…

fot. 123rf.com
Zygmunt Białka
2017-09-19
Chyba zawsze w negocjacjach międzynarodowych jest polityka, lobbyści i drugie dno.
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ