Partner serwisu

Polskie rafinerie ruszają po ropę

Kategoria: Paliwa

Rafinerie doświadczały w 2013 roku znacznie gorszych warunków niż rok wcześniej. Rośnie światowa konkurencja dla Europy ze strony Azji i Bliskiego Wschodu, ale także Ameryki. Polskie rafinerie stabilnie i wydajnie pracują, ale nie mają najlepszych wyników.

Polskie rafinerie ruszają po ropę

Ropa była bardzo stabilnym cenowo surowcem w  2013 roku. Wahała się w przedziale podobnym jak w poprzednim roku – między 88 a 128 dolarów za baryłkę. Jednak średniorocznie była o ponad 3 dolary tańsza niż w 2012 r. – średnia cena wyniosła ponad 108 dolarów. Stabilności cen groziło załamanie, gdy w Libii przybrała kolejna fala chaosu i przemocy, unieruchamiająca pola wydobywcze, porty i rafinerie. Choć po obaleniu rządów Muammara Kadafiego szybko odbudowano wydobycie ropy, jednak w 2013 roku narastała tam anarchia i walki między grupami rewolucjonistów, które uderzyły w wydobycie i możliwość eksportu ropy – Libia eksportowała jedynie między 10 a 30% swoich wcześniejszych możliwości. Ten czynnik jednak nie wywindował cen ropy, gdyż na rynek wlały się ogromne ilości ropy naftowej ze Stanów Zjednoczonych.

Światowe ruchy tektoniczne
Ropa ze skał łupkowych (shale oil) była bohaterem 2013 roku. Wzrost jej produkcji w Stanach był niewiarygodny – w ciągu 2 lat produkcja zwiększyła się o 100 milionów ton (czyli 4-krotnie więcej niż zużywa Polska). Nadmiar amerykańskiej ropy na rynku spowodował poważne zachwiania w cenach ropy, jednak jedynie na skalę amerykańską. Pomimo budowania połączeń rurociągowych wewnątrz kraju, gdzie wydobywa się coraz więcej ropy z  łupków, dyferencjał (ang. spread), czyli różnica między amerykańską ropą WTI a europejską mieszanką Brent utrzymuje się nadal. Co prawda w nieco niższym wymiarze niż rok wcześniej – różnica ta wynosiła na baryłce prawie 11 dolarów (w 2012 było to 17,6$) to jednak dla polskich i europejskich rafinerii miało to kluczowe znaczenie. Jak widać na wykresie nr 1 spread (rys. 1) zbliżał się latem do zera (właśnie wtedy rozbudowano połączenie z oceanem magazynów w Cushing, gdzie kwotuje się ropę), jednak jak widać po jasno niebieskiej linii, spread wyrósł do prawie 20 dolarów.

Zagrać tu mogły dwa podstawowe czynniki: ochrona amerykańskiego rynku i inwestorzy finansowi. Stany od 1973 roku – światowego kryzysu naftowego – ustanowiły zakaz eksportu ropy ze względów bezpieczeństwa energetycznego. Do dzisiaj on działa i w sytuacji nagłego wzrostu wydobycia wewnątrz kraju – ceny ropy w Ameryce są znacznie niższe niż na wybrzeżu, gdzie panują ceny światowe. Od kilku lat narasta również obecność graczy finansowych na rynkach naftowych, co widać po zwiększaniu się obrotów instrumentami finansowymi, tzw. papierowymi baryłkami. Znacznie szybciej rośnie ono w Londynie, potężnym centrum finansowym, niż w Nowym Jorku. Taki napływ pieniądza także na rynku ropy, jak na każdej giełdzie, wywołuje znaczące wzrosty notowań. Różnicy ponad 10 dolarów nie da się bowiem wyjaśnić kosztami transportu, które między Ameryką a Europą wynoszą około dolara na baryłce. Dzisiaj europejskie rafinerie płacą znacznie drożej za ropę niż ich amerykańscy konkurenci, z którymi muszą konkurować na rynku swoich produktów. I ten czynnik właśnie – tania amerykańska ropa – jest głównym powodem kłopotów europejskich i polskich rafinerii.

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ