Partner serwisu
11 września 2026

Zdaniem Szczęśniaka: I po CPN-ie

Kategoria: Aktualności

Zakończyła się rządowa ulga dla kierowców indywidualnych. Prywatni kierowcy wrócili do smutnej rzeczywistości - z powrotem jest drogo. Dlaczego to olej napędowy podrożał tak drastycznie?

Zdaniem Szczęśniaka: I po CPN-ie

Przedwczorajsze (9 września) ceny paliw musiały szokować kierowców. Przede wszystkim diesel, który w ciągu tygodnia, od ostatniej ceny urzędowej, która wynosiła 7,31 zł/l, podrożał do 8,75 zł/l, czyli o 1,44 zł na litrze, co daje ponad 70 złotych na tankowaniu. Podobnie jest z benzyną 95, której ostatnia cena maksymalna była 6,64 zł/l, a dzisiaj kosztuje 7,89 zł. Czyli o 1,25 zł na litrze, 60 zł na baku.

Rząd przez dwa tygodnie próbował bowiem ulżyć doli kierowców, ale zasobów na zbyt długo nie starczyło. To właśnie rezygnacja z części podatków paliwowych (w CPN 2.0 był to jedynie VAT) obniżała ceny na dystrybutorach. Budżet odebrał sobie część dochodów, by kierowcy mniej płacili. Jednak druga tura programu CPN (17 – 31 sierpnia) była znacznie skromniejsza, obniżono tylko VAT z 23 do 8 procent. Dla prywatnego kierowcy skutek był nie do pogardzenia: około 90 groszy na litrze. Jednak tym razem, w odróżnieniu od pierwszej edycji CPN, rząd nie zmniejszył akcyzy. I poprzez to ten gest nie miał najmniejszego znaczenia dla przedsiębiorstw. Otóż samochody firmowe nie liczą VAT-u, ten podatek dla nich znika. Niestety dziurawe statystyki polskie nie widzą, ile zarejestrowanych jest takich samochodów, a ile prywatnych. Sądząc po zakupach nowych samochodów – prawie trzy czwarte z nich jest kupowane dla firm. Z kolei dwa razy więcej niż kupuje się nowych – sprowadza się używanych zza granicy. A tutaj nie wiemy już nic, ile pracuje na mikroprzedsiębiorstwa. Ale z pewnością średni i cięższy transport, który tak w Polsce napędza zużycie diesla, jest firmowy i moim zdaniem tak ze dwie trzecie zużycia paliw w Polsce to użytek firmowy. Dla nich nic się nie zmieniło – żadnej ulgi pod dystrybutorem.

Jak to się stało, że diesel jest tak piekielnie drogi? Jak wiemy, spekulacja na ropie jest blokowana, jej notowania utrzymywane są dość nisko. Za to rafinerie mają niezwykle (nigdy w historii takich nie było) wysokie zarobki na przerobie ropy na olej napędowy (i opałowy). To z powodu niszczenia rafinerii Rosji przez ukraińskie drony. Produkcja paliw spadła tam o ponad 20%, na skutek czego występują braki w dostawach, kolejki pod stacjami, racjonowanie paliw. Wszystko to jest ogłaszane przez nasze media jako sukces, ale warto zauważyć, jaką cenę płacimy za to dość pozorne zwycięstwo i radość, że sąsiadowi spaliła się stodoła. Ten do niedawna jeszcze największy światowy eksporter, po uszkodzeniu wielu rafinerii wprowadził zakaz wywozu paliw, i sam zaczął je importować. To zachwiało rynkiem światowym, nałożyło się bowiem na blokadę morską wywozu średnich destylatów z Zatoki Perskiej, szczególnie Arabii Saudyjskiej. Więc o ile ropa jest umiarkowanie droga (jak w latach 2023 czy 2024), to diesel, a po części też benzyna są piekielnie drogie.

Diesel jest znacznie ważniejszy dla naszej gospodarki, zużywamy go 23 miliardy litrów rocznie, podczas gdy benzyn i LPG – niecałe 14 miliardów litrów. Diesel to praktycznie jedyne paliwo ciężkiego transportu, a ten to koszty przewiezienia każdego towaru. I nie zapominajmy też o firmach i osobach ogrzewających swoje pomieszczenia, biura, hale produkcyjne i domy mieszkalne olejem opałowym. Nie jest to zbyt popularne w Polsce (zaledwie 700 milionów litrów rocznie), jednak oni także płacą niezwykle wysoki haracz wojenny.

A niedługo już nie tylko oni, inflacyjna fala rozleje się po całej Polsce. Wzrost cen średnich destylatów odbije się z pewnością na cenach wszystkich produktów, wywoła falę inflacji, miejmy nadzieję, że nie taką jak w 2022 roku.

fot. 123rf
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ