Partner serwisu
27 sierpnia 2026

Zdaniem Szczęśniaka: Jeszcze o 20 latach sektora gazowego…

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

W poprzednim artykule „20 lat później" pokazałem fundamentalne zmiany, jakie przeszedł polski sektor gazowy w ciągu 20 lat. Pierwsza to totalny odwrót od importu z Rosji, do całkowitego wyzerowana tego dostawcy. Druga to kompletnie inna filozofia bezpieczeństwa dostaw: od pozycji tranzytowej do podłączenia do rynków światowych. Zapłaciliśmy za to znaczącym spadkiem podstawowego współczynnika bezpieczeństwa gazowego: udział własnej produkcji spadł z 30 do 16 procent krajowego zużycia. Zapłaciliśmy też znacznie wyższymi cenami gazu i znaczącymi inwestycjami za granicą.

Zdaniem Szczęśniaka: Jeszcze o 20 latach sektora gazowego…

Oczywiście dzisiejszy polski rynek gazu jest nieporównywalnie większy niż 20 lat temu. Dzisiaj zużywamy 230 TWh (~19 mld m3) gazu ziemnego, wtedy – 14,4 mld m3. Czyli zużycie przez ten czas wzrosło prawie o jedną trzecią (dokładnie 32%). Podstawowym czynnikiem napędzającym konsumpcję (i import) gazu było usuwanie węgla z bilansu energetycznego Polski i zwiększanie gazowej generacji energii. Gdy 20 lat temu z gazu uzyskiwaliśmy mniej niż 5 TWh na ponad 150 TWh ogólnej produkcji (mniej niż 3 procent), tak w 2025 było to 24,6 TWh, czyli 14% całkowitej generacji. Polska energetyka przechodzi na gaz, głównie importowany. 

Rok 2005 to był początek procesu totalnego obrócenia naszych relacji energetycznych - powołano po raz pierwszy rządowego pełnomocnika ds. bezpieczeństwa energetycznego. Został nim Piotr Naimski, polityk o bardzo wyrazistych antyrosyjskich poglądach, który przez długie lata, aż do podpisania z Amerykanami umów o budowę energetyki nuklearnej w Polsce w 2020 roku całkowicie przeorientował polski sektor gazowy (a także inne źródła energii) z kierunku wschodniego na amerykański. Z tego dwudziestolecia aż 17 lat było okresem dominacji tego polityka nad polskim sektorem energetycznym. On, czy to na rządowych stanowiskach, czy w opozycji wobec rządu, odcisnął najmocniejsze piętno na polskim sektorze gazowo-energetycznym. Jego właśnie można uznać za autora dzisiejszej struktury bezpieczeństwa (czy też niebezpieczeństwa) gazowego. Wtedy spadek po Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wydawał się bardzo mocny, wręcz nie do ruszenia, ze względu na korzyści, które przynosił. Jednak przy zewnętrznym wsparciu tych, którzy nasz rynek chcieli przejąć, udało się.

Jednak niektóre sprawy zmieniły się bardzo niewiele. Nie wytworzył się rynek. 20 lat temu PGNiG było całkowitym monopolistą, produkując i importując gaz. 42% tego gazu sprzedawano bezpośrednio odbiorcom przemysłowym, a z reszty – zaledwie 1,5% innym hurtownikom. Całość wydobywanego i importowanego gazu było w dyspozycji ówczesnego PGNiG. Sprawozdanie wspomina o sześciu niewielkich przedsiębiorstwach, obsługujących ponad stu odbiorców. To był mikroskopijny udział – 1,5% w rynku. Ten państwowy monopolista gazowy jeszcze z lat PRL (1982 r.) zniknął w 2022 roku, roztapiając się w Orlenie. Jednak jego gazowego monopolu niewiele te lata uszczupliły. Mimo że na rynku polskim działało  w ubiegłym roku aż 109 przedsiębiorstw (posiadało koncesje), to Orlen zajmuje nadal 83 procent polskiego rynku gazu (licząc sprzedaż do odbiorców końcowych, która wyniosła 172 TWh gazu (~ 15,6 mld m3).

I choć przestaliśmy być państwem tranzytowym, czerpiącym korzyści z położenia geograficznego, nie staliśmy się „hubem gazowym”, jak obiecywała narracja dywersyfikacyjna. To od początku była „ściema” - Polska nie miała szans zostać węzłem, z którego zaopatrywane są inne rynki. Jedynym przepływem przez Polskę to ratunkowe dostawy na Ukrainę, uzasadnione sytuacją militarną niż strukturalną możliwością polskiego sektora gazowego. W 2025 r. wysłaliśmy tam ponad 21 TWh (~ 2 mld m3), gdy w 2024 r. eksport był bliski zera.

Przez te lata wydobycie krajowe się zmniejszyło, co było rezultatem przesunięcia inwestycji polskich za granicę. I ten spadek właśnie, na tle rosnącej konsumpcji, był powodem obniżenia się fundamentalnego wskaźnika bezpieczeństwa dostaw (wydobycie własne / zużycia) z 30 do 16 procent. Ale nawet te resztki kapitału inwestycyjnego, które pracowały w Polsce, spowodowały, że gdy 20 lat temu mieliśmy zasoby 110 mld m3 gazu ziemnego w wydobywalnych złożach krajowych, to dzisiaj mamy ich 146 mld m3 (1 623 TWh), czyli o 33% więcej. To dzięki niewielkim złożom gazowym, uruchamianym przez te lata (jak ostatnio Jastrzębiec, Sierosław, Różańsko) czy też odkryciom, jak Czempiń, Siedlemin czy złoża morskie koło Świnoujścia. Także dzięki zabiegom rewitalizacji złóż, takim jak choćby ostatnio Przemyśl (odkryte w 1958 roku). Zasoby wydobywalne zwiększają się, ale na ich zagospodarowanie i zwiększenie krajowego wydobycia już nie starcza środków. Chociaż patrząc na zyski Orlenu i ogromne pieniądze pompowane do Norwegii, zasilające podatkami budżet tego państwa, trochę żal, że nie pracują i nie bogacą Polski.

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ