Partner serwisu
Tylko u nas
06 lipca 2026

Zdaniem Szczęśniaka: Wojsko stawia SMR-y

Kategoria: Aktualności

Amerykańskie wojsko ponownie wkracza na cywilną nuklearną scenę – Armia, Flota i Lotnictwo przecierają ścieżki komercjalizacji energii w jej modułowym wydaniu. Nic to dlań nowego – od samego początku istnienia tego państwa, wojsko było motorem rozwoju innowacji i przemysłu.

Zdaniem Szczęśniaka: Wojsko stawia SMR-y

Militarne podejście jest katalizatorem rozwoju jądrowych technologii cywilnych. Sprawia, że procesy, których nie może unieść venture capital, mogą zostać doprowadzone do końca. Wojsko ma w nich ponad 70-letnie doświadczenie, a także sprawdzone łańcuchy dostaw i kompetentne zespoły ludzkie. Staje się kluczowym klientem, stabilnym fundamentem, na którym korporacje opierają swój rozwój. To nie gwarantuje sukcesu, ale daje o wiele większe szanse, niż ruchome piaski rynków kapitałowych.

Armia (siły lądowe) chce mieć na swoich bazach mikro-reaktory mocy 1,5 megawata. Wydział innowacji amerykańskiego Ministerstwa Wojny zawiera kontrakty, przypominające stosowane wcześniej przez NASA, gdy stymulowała rozwój przemysłu kosmicznego. Ostre wymogi dotyczą przede wszystkim mobilności, cały system – reaktor, wymienniki ciepła, generacja energii, systemy kontrolne – ma się zmieścić w standardowym 20-stopowym kontenerze, by przewieźć mógł go zwykły TIR czy samolot dostawczy.

Pierwsze podejście, program PELE wystartował w marcu 2020 r. i jest już bliski osiągnięcia celu. Układ energetycznego systemu zasilania bazy jest od lutego składany, i do 30 sierpnia 2028 r. ma być uruchomiony w specjalnej mikro-sieci państwowego laboratorium w Idaho. US Army ma szansę jako pierwsza uruchomić SMR, i to IV generacji. Wykonawcą jest BWX Technologies, kluczowa korporacja sektora nuklearnego w USA, mająca ponad 70 lat doświadczeń w systemach wytwarzania energii i napędu morskiego. A to bardzo wymagająca dziedzina. Obecnie jest wyłącznym dostawcą reaktorów i układów napędu dla okrętów podwodnych i lotniskowców US Navy. Ogromne doświadczenia w branży energetycznej ma jeszcze z XIX wieku. Inżynierom powinna coś mówić nazwa Babcock & Wilcox – to konstruktorzy (w 1881 r.) bezpiecznych (niewybuchających) wysokociśnieniowych kotłów wodnych. Korporacja ta brała udział w Manhattan Project, a później produkowała oprzyrządowanie energetyczne dla pierwszego w świecie atomowego okrętu podwodnego USS Nautilus (1953). Rozwinęła kompetencje i dla pierwszego lotniskowca klasy Nimitz – NS Savannah (1959) dostarczyła również reaktor .

Na bazie tego projektu, armia już od października ubiegłego roku realizuje kolejny – JANUS. Cel: reaktory mają zasilać dziewięć baz wojskowych. Terminy są bardzo, ale to bardzo ambitne, wręcz niemożliwe do dotrzymania: pierwsze mają zacząć pracować w końcu 2028 roku. Wojskowi inżynierowie wybrali do analizy kilka rozwiązań z dziesiątków opracowywanych w Stanach projektów, których najnowsza lista obejmuje 30 pozycji.

Amerykańska Flota z kolei rozpoczęła w sierpniu ubiegłego roku budowę reaktorów naziemnych. Potrzebna jej energia do uniezależnienia baz i portów wojennych od cywilnych systemów energetycznych. W nowoczesnych wojnach podlegają one atakom, a przy dzisiejszych potrzebach wojennych pozbawienie energii takiego węzła wojskowej logistyki stwarza potężne zagrożenia. Tak więc U.S. Navy chce zamienić swoje bazy morskie w energetyczne twierdze.

Z kolei lotnictwo (Air Force) próbuje znaleźć łatwy w transporcie mikro-reaktor dla swoich baz, by je uniezależnić od zasilania systemowego. Ma specyficzne wymagania – najważniejsze z nich – praca reaktora nie może być uzależniona od wody, ma też używać bezpiecznego paliwa TRISO. Air Force testuje także szybki transport samolotowy reaktorów i w operacji Windlord przetransportował 5-megawatowy, kontenerowy reaktor przy pomocy C-17. Może więc błyskawicznie dostarczyć źródło energii w odległe miejsca.

Programy różnych formacji wojska różnią się między sobą znacząco. Marynarka potrzebuje większych konstrukcji (od 20 do 300 MW), składanych na miejscu z kilku części, Armia – o znacznie niższej mocy (1 do 20 MW), za to łatwych w transporcie, a Lotnictwo jeszcze mniejszych instalacji (od 200 kilowatów do 5 megawatów). Ale wszystkie – zamawiają je u komercjalnych dostawców małych reaktorów. Polegają na cywilnych, rynkowych projektach, co zupełnie różni to podejście od historycznego. Oczekują, że dostawca zbuduje, będzie właścicielem i zarządzał SMR-em, gdy wojsko będzie jedynie długoterminowym odbiorcą energii. Pracują z czołówką atomowego przemysłu amerykańskiego i najbardziej zaawansowanymi startup-ami, jak Radiant Industries (Kaleidos, 1 MWe), Westinghouse (eVinci, 5 MWe), Oklo, X-Energy (Xe-100 i Xenith), BWXT, Antares Nuclear (R1, ultra kompaktowy, zaledwie 100–500 kilowatów) General Atomics, Kairos czy NuScale.

Departament Wojny nie od dzisiaj z nimi współpracuje. Dlatego wszystkie są już dawno prześwietlone przez służby. Bocian ich wczoraj do wojska nie przyniósł, za krótkie terminy dla przeprowadzenia długotrwałych procedur dopuszczeń. Amerykański sektor nuklearny żyje w bliskiej symbiozie z wojskowymi. Cóż w tym dziwnego? Że się o tym zbyt szeroko nie mówi? A po co, wszyscy wiedzą, nie?

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ