Partner serwisu
26 czerwca 2026

Zdaniem Szczęśniaka: Wojskowe początki SMR-ów

Kategoria: Aktualności

Ameryka stosuje całą paletę metod osiągnięcia przełomu technologicznego w ważnych dla niej dziedzinach gospodarki, technologii, energii. W poszukiwaniu nuklearnych dróg rozwoju energetyki działają zarówno start-upy jak i… wojsko.

Zdaniem Szczęśniaka: Wojskowe początki SMR-ów

Gdy inwestorzy finansowi, wyłożywszy grube miliardy dolarów,  uciekają z inwestycji z powodu braku doświadczenia, długich prac badawczych, i jeszcze dłuższej ścieżki komercjalizacji nowych technologii jądrowych… na amerykańską scenę technologiczną wkracza wojsko.

Przyczyna jest prosta: rozwój nowych technologii jądrowych jest niewiarygodnie kosztowny, a ryzyka, które niesie ze sobą – nie do uniesienia dla spekulacyjnego ze swej natury kapitału joint-venture. Amerykańska  armia zmienia to, gwarantując zakup reaktora i energii, co daje pewność wynalazcom, wybranym w konkursie, że projekt zostanie wdrożony. Jeśli reaktor będzie niezawodnie działał, ścieżka do zastosowań cywilnych zostanie przetarta. Poza tym wojsko ma kompetencje dopuszczania reaktorów do użytku.

Cóż się dziwić, swój sukces w wykorzystaniu energii nuklearnej Ameryka zawdzięcza przecież jej zastosowaniom militarnym. Czyli okiełznaniu i wyzwoleniu dzięki ludzkiej innowacyjności potężnej mocy…  do zabijania innych ludzi. Dlatego dwa  japońskie miasta, Hiroszima i Nagasaki spłonęły w atomowej Apokalipsie. To podwójne zastosowanie energii nuklearnej to jej znamię, którego pozbyć się nie może i które wciąż decyduje o jej losach.

Korpus Inżynierów Armii USA, zanim jeszcze cywilne reaktory zaczęły zasilać system energetyczny, prowadził własne instalacje nuklearne, właśnie w wydaniu mikro. Wojskowi skonstruowali pierwszą pływającą elektrownię jądrową, mocy 10 MW, która pracowała w Kanale Panamskim przez osiem lat. Także w 60-tych latach stworzyli prawdziwie mobilny reaktor, przewożony TIR-em. Został on zakopany 10 metrów pod powierzchnią lodu w amerykańskiej bazie wojskowej na Grenlandii. Inny pracował na Antarktydzie.

Prace z wojskowymi pierwowzorami SMR-ów rozpoczęto w 1954, a zakończono w 1977 r. Doświadczenia nie były najlepsze. Ta  technologia ta oszczędzała na kosztach dostawy paliwa, zamiast czterech – pięciu milionów litrów paliwa, wystarczyło dostarczyć 20 kilogramów uranu, jednak była jeszcze niedopracowana. Mobilne reaktory okazały się niezwykle kosztowne, często się psuły, np. ten w Antarktydzie – zawodził ponad 10 razy w ciągu roku. Wymagały więc ciągłych napraw, a poza tym powodowały poważne skażenia środowiska w Arktyce, gdyż dochodziło do wycieków izotopów radioaktywnych. Na Grenlandii doszło do napromieniowania jednego z operatorów.

Jeszcze gorzej poszło w Idaho, tam w 1961 r. reaktor wybuchł w czasie prób, zginęło trzech operatorów. Powodem było niewłaściwe – zbyt wysokie – podniesienie  centralnego pręta kontrolnego, wyłapującego neutrony. W efekcie w pracującym zwykle z mocą 200 kWe reaktorze moc w ciągu czterech milisekund podniosła się do do 20 gigawatów (100 000 razy wyższa), powodując wzrost ciśnienia pary wodnej i w efekcie eksplozję obudowy. Na szczęście to był jedyny śmiertelny wypadek związany z reaktorem jądrowym w USA.

Jeszcze potężniejszym operatorem energii atomu, który również przystąpił do działania, jest amerykańska Flota (U.S. Navy). To program atomowy marynarki doprowadził do skonstruowania pierwszego okrętu podwodnego, napędzanego reaktorem jądrowym. Nautilus powstał w 1954 r., a  Navy dzisiaj zarządza prawie 70 atomowymi okrętami podwodnymi i jedenastoma lotniskowcami o napędzie atomowym. Okręty takie mają ogromną przewagę nad zasilanych paliwami: mogą pływać nawet i ćwierć wieku bez tankowania paliwa. Jedynym limitem dla okrętów podwodnych jest ilość żywności, którą może wziąć na pokład. Marynarka ma ogromne doświadczenia i obyło się bez wypadków. Jeśli nie liczyć dwóch atomowych łodzi podwodnych, które zatonęły w 1960 r. Do dzisiaj na głębokości tysięcy metrów pod wodami Atlantyku spoczywają reaktory jądrowe i dwie torpedy, zawierające pluton.

To właśnie wyścig Armii i Floty zdecydował o początkach cywilnej amerykańskiej energetyki atomowej. Jako pierwszy do stacjonarnej sieci został podłączony 2-megawatowy reaktor SM-1, zbudowany przez Armię w Fort Belvoir (Virginia), który podłączono 8 kwietnia 1957 r. Projekt Marynarki dostarczył prąd dla gospodarstw domowych w Virginii w grudniu tegoż roku. Co ciekawe, pomiędzy tymi dwoma reaktorami, w lipcu, został włączony do sieci Kalifornii reaktor chłodzony sodem, już nie wojskowy. Wyścig do cywilnych zastosowań i stworzenia energetyki atomowej był ostry, wojskowi zajęli w nim dwa z trzech pierwszych miejsc. I choć Amerykanie twierdzą, że to oni postawili pierwszą elektrownię jądrową na świecie, to w tej materii musieli ustąpić pierwszeństwa nie tylko Związkowi Radzieckiemu, ale nawet Wielkiej Brytanii.

Amerykańskie wojsko, mając tak ogromne doświadczenie, ruszyło znowu po atom, by przetrzeć ścieżki, które nie udaje się przetrzeć rynkom kapitałowym. O tym TUTAJ. 

fot. 123rf.com
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ