Zdaniem Szczęśniaka: Czy SMR-y są już passé?
Małe modułowe reaktory jądrowe jeszcze kilka lat temu były panaceum na wszelkie bolączki energetyczne. Dzisiaj wartość giełdowa amerykańskich start-upów spada na łeb na szyję. Czy powinniśmy zapomnieć o tej energetycznej nowince? Niekoniecznie, pojawił się nowy, potężny gracz, i to z dużym doświadczeniem.

Powszechnie nagłaśniane jako rozwiązanie na przyszłość, SMR-y zeszły gdzieś w cień, a amerykańskie start-upy, tworzące nowe technologie, tracą gwałtownie w oczach inwestorów. Lider wśród nich – NuScale Power, jest dzisiaj wart zaledwie 1/5 kapitalizacji sprzed pół roku. A przecież jeszcze w 2024 aż 8-krotnie zwiększył swoją wartość rynkową.
Ten jedyny gracz, który ma urzędowe zatwierdzenie typu reaktora w Nuclear Regulatory Commission, zgromadził ogromne środki z emisji akcji (dzisiaj ma wciąż 1,2 miliarda dolarów). Jednak obecne jego dochody są bliskie zera, a przepalanie zgromadzonej gotówki idzie błyskawicznie. W 2024 strata netto wyniosła 137 milionów dolarów, ale w ubiegłym roku już 356 mln. Więc na długo to starczy. Jednak nawet przy tak niskich notowaniach kapitalizacja NuScale wynosi prawie 4 miliardy dolarów, co z lekka trąci absurdem. Dla porównania bowiem: podobną wartość giełdową mają dwa giganty polskiej energetyki: Tauron i Energa. Ale to Ameryka, tam kapitału jest w bród.
W podobnej sytuacji jest Oklo, która straciła dwie trzecie wartości giełdowej. Ten start-up ma dokładnie zero przychodów, ale straty roczne ma dwa razy mniejsze niż NuScale, za to kapitału zgromadził dwa razy więcej. Więc inwestorzy nie panikują tak bardzo, i kapitalizacja utrzymuje się na poziomie 10 miliardów dolarów, choć w szczytowym okresie dochodziła i do 25 miliardów. Jednak spada, i nie pomagają nawet listy intencyjne z takimi gigantami sztucznej inteligencji, jak Meta.
Ale cóż się dziwić, nie tylko u nas nadymano ten balonik giełdowy, pojawiały się prognozy wielkiego konsultingu, że SMR-y już wkrótce będą stanowiły 30% mocy reaktorów jądrowych. Śmieszne, prawda? Śmieszne, ale inwestorzy się na to biorą. Dlatego pieniądze sypały się wtedy obficie, a teraz szybko uciekają z sektora, nie dającego nadziei na szybkie zyski. W energii bowiem, a już szczególnie energetyce nuklearnej, niezbędne są ogromne ilości kapitału, który trzeba wydać przed zarobieniem pierwszych pieniędzy (up-front). To ogromne wyzwanie, nawet dla najpotężniejszego rynku kapitałowego. Nie wystarczy bowiem zalać słabych stron technologii wodospadem pozytywnych artykułów w mediach, żeby te wady ustąpiły. Inwestorzy powodują się mediami i opiniami konsultantów, ale i tak z czasem rzeczywistość jakoś przebija się do nich.
Nie pomaga tym start-upom nawet szaleństwo energetyczne w Ameryce wywołane hossą sztucznej inteligencji i centrów danych. Inwestorzy chcą energii z atomu dzisiaj, a nie za dziesięć lat. NuScale Power rozpoczynało inwestycje w stanie Utah, i było od krok od zbudowania pierwszych SMR-ów w Stanach. Jednak projekt upadł, gdy okazało się, że koszt MWh ma wynosić 89 dolarów, zamiast obiecywanych 58 dolarów. Nie dość, że zerwano ten kontrakt, to jeszcze inwestorzy przeczołgują po sądach nuklearny start-up za powoływanie się na doświadczenie, którego nie miało (co jest achillesową piętą wszystkich start-upów w tej branży, gdzie właśnie doświadczenie i wieloletnia praktyka są podstawowym atutem). NuScale musiało zwolnić jedną trzecią pracowników, by uniknąć bankructwa.
Ale nie należy stawiać krzyżyka nad tymi technologiami, choć nawet najbogatszy rynek kapitałowy świata ma kłopoty ze sfinansowaniem takiego przedsięwzięcia. Na scenie pojawił się bowiem gracz, który może całkowicie zmienić losy tej rozgrywki. To wojsko, a dokładnie dwa rodzaje amerykańskich wojsk: U.S. Army (wojska lądowe) i U.S. Navy (flota). To są gracze w ogromnym doświadczeniem, którzy rozpoczęli historię energetyki jądrowej w USA (przypomnijmy – wciąż najpotężniejsza flota reaktorów). Mogą odwrócić nieuchronną porażkę, którą zdają się ponosić nowe projekty nuklearne na rynkach finansowych.
O tym TUTAJ.






