Zdaniem Szczęśniaka: Co tam, Panie, w energii odnawialnej…
Świat nowej energii przechodzi metamorfozę, warto więc, jak w Weselu Wyspiańskiego, zapytać: „Chińcyki trzymają się mocno!?”

Nowa energia to szybko rozwijający się sektor światowej gospodarki, dynamika inwestycji w nią jest wielokrotnie większa niż w całej gospodarki światowej. Jeśli popatrzeć na ubiegły rok, to świat wydał na nią prawie dwa tysiące miliardów dolarów, a siedem lat temu [2018] nakłady na nową energię były 3-krotnie mniejsze. Czyli rozwija się doskonale.
Wydatki na energię stanowią dużą część światowych inwestycji, których światowy wskaźnik wynosi 24% PKB. I tu niestety nie mogę się powstrzymać od wspomnienia, że Polska wypada bardzo słabo w tym najważniejszym parametrze rozwojowym – inwestujemy w przyszłość zaledwie 17% PKB, a cały nasz wzrost gospodarczy to konsumpcja. Źle to wróży na przyszłość, ale kto by się tam przejmował przyszłością w tak niepewnych czasach.
Jeśli więc świat się rozwija i przeznacza 24% na inwestycje, to co ósmy dolar z nich idzie na zapewnienie gospodarce i mieszkańcom energii. To potężny sektor, stąd twarda walka o ten kawałek tortu między klasycznymi źródłami energii a nowymi. Nowe dzisiaj wygrywają, spychając na bok paliwa kopalne, które dzisiaj otrzymują jedynie jedną trzecią środków, które świat inwestuje w energię.
Geograficznie patrząc, widzimy dość oczywistą oczywistość: prawie połowę środków w nową energię inwestowały Chiny – to lokomotywa rozwoju nowych źródeł czy to energii elektrycznej czy nowej elektrycznej mobilności. W ubiegłym roku było to 43% światowych nakładów, gdy Europa – 20%, a USA – 13%. Na horyzoncie pojawiają się Indie, ale to ciągle tylko 5% światowych wydatków na nową energię.
Jednak powyższe liczby to nakłady na cały łańcuch wartości nowej energii, którego głównym kosztem jest jej wprowadzenie do systemu. Jednak dużo ciekawsze trendy widać w przemyśle produkującym urządzenia nowej energii. To jedyny opłacalny element nowego segmentu gospodarki, po tylu przecież latach wciąż wymagającego dopłat państwa, przymusu stosowania czy zakazów stosowania innych źródeł. To wytwórczość urządzeń nowej energii tworzy stabilne miejsca pracy i jest centrum zysków. Reszta to obciążenie dla gospodarki.
Ten nowy zielony przemysł także rósł jak na drożdżach. Jeśli w 2018 roku zainwestowano weń na świecie 48 miliardów dolarów, to w 2023 – aż 266 mld. Prawie 6-krotny wzrost. Napisałem „rósł”, gdyż w połowie 2023 roku – zaczął się spadek tych inwestycji. W 2025 r. zmniejszyły się one do 155 mld $, czyli aż o 40% wobec szczytowych wartości. Najbardziej ucierpiały inwestycje w sektor energii słonecznej, w którego moce wytwórcze w 2023 r. zainwestowano 100 miliardów dolarów, a w ubiegłym – zaledwie 31 mld. W ten sektor przestali inwestować (bardzo zdecydowanie redukując nakłady na rozwój) przede wszystkim Chińczycy, którzy osiągnęli w nim całkowitą dominację globalną – prawie 90% łańcucha wartości przemysłowej tej energii skupione jest właśnie tam. Tego przemysłu nie trzeba już szybko rozwijać, by zająć światowy rynek – został on już zdobyty.
Nie ma się co dziwić, chińską metodę zdobywania światowego rynku w tej nowej wykreowanej sferze energii, opisywałem już dawno, teraz rynek jest nasycony, zaczynają się kłopoty z dofinansowaniem zielonej energii, Ameryka się wycofuje, Europa musi coraz więcej wydawać na zbrojenia.
Patrząc też na chronologię inwestycji w nową energię, zadziwiać może pewne zjawisko. Zachód (myślę tu o Ameryce i Europie) wykreował niezwykle silny globalny trend, oparty na dość ułomnej tezie o wpływie człowieka na ocieplanie klimatu. Wiele nakładów, często wręcz presji politycznej, zainwestowano w jej narzucenie, by stworzyć całkowicie nowy, nieopłacalny ekonomicznie sektor. A jednocześnie nie inwestowano prawie wcale we własne moce produkcyjne tych urządzeń, pozostawiając ten przemysł w całości Chinom. Oczywiście, z pewnym niewielkim udziałem zachodniego kapitału, który przecież tam inwestuje (sztandarowy przykład: Tesla). Jednak główny kierunek zachodnich wysiłków i nakładów to budowanie rynku zbytu, czyli instalacja tych urządzeń. Rynek zależny całkowicie od rządowych subwencji i sprzyjających regulacji, eliminujących konkurencyjne źródła (np. węgiel w Polsce). Ale ktoś zdołał przekonać polityków, żeby dopłacali do stworzenie nowego sektora energii. Natomiast do pewnego czasu nie inwestowali prawie w ogóle w przemysł tych urządzeń, co wydaje się nieracjonalne.
Więc Chińcyki trzymali się mocno, jednak kilka lat temu na Zachodzie zaczęto się budzić i uświadamiać pełną zależność od chińskich technologii, przy której zależność od rosyjskiego gazu i ropy to drobiazg.
O tym TUTAJ.






