Partner serwisu
Tylko u nas
28 kwietnia 2026

Zdaniem Szczęśniaka: Powolne energetyczne duszenie świata

Kategoria: Aktualności

Wojna na Bliskim Wschodzie przycichła. Po pięciu tygodniach wzajemnego niszczenia się atakami rakietowymi, nalotami, bombardowaniem, zabijaniem przywódców – 8 kwietnia nastąpiło zawieszenie broni. I choć obie strony wciąż szykują się do ataku, gromadząc zapasy na kolejne starcie, jednak ludzie nie giną, miasta nie są niszczone…

Zdaniem Szczęśniaka: Powolne energetyczne duszenie świata

Z wojny zostało tylko jedno – blokada transportu ropy i gazu oraz wielu innych surowców przez Cieśninę Ormuz. I to cały świat zaczyna coraz boleśniej odczuwać. O tym, jakie znaczenie ma Cieśnina Ormuz pisałem półtora miesiąca temu („Wojna, kryzys i ceny paliw”). I nie tylko dla ropy, gazu i paliw, ale także dla światowej produkcji nawozów sztucznych, szczególnie mocznika, amoniaku i fosfatów. („Iran, ropa, gaz, nawozy”). Ale nie tylko, jeszcze większe znaczenie ma dla handlu siarką. Przepływa przez nią prawie 50% światowego handlu morskiego.

Gdyby ktoś kiedyś zapytał mnie, jaka mogłaby być największa katastrofa w sektorze naftowym, odpowiedziałbym: katastrofa w Zatoce Perskiej. No i mamy, najgorsze koszmary są na drodze do spełnienia, choć jeszcze można się na tej drodze zatrzymać. Bo przecież, gdy 8 kwietnia ogłaszano wstrzymanie ognia, jednym z podstawowych warunków było otwarcie Cieśniny Ormuz. I choć wojna przygasła, ten warunek, jako jedyny, do dzisiaj nie został spełniony. Militarne wzajemne niszczenie się (tzw. „wojna kinetyczna”) przekształciło się w długoterminowe (już dwa miesiące) przyduszanie energetyczne świata, odbieranie mu tlenu, niezbędnego do istnienia współczesnej cywilizacji, czyli źródeł energii.

Najmocniej, już od dwóch miesięcy przyduszane są państwa Zatoki Perskiej, najwięksi producenci i czerpiący dobrobyt praktycznie wyłącznie z eksportu ropy i gazu. W Zatoce Perskiej uwięzione są setki tankowców (szacuje się na 200-250) i innych statków towarowych. Przed wojną dziennie przez Ormuz przepływało 50-60 tankowców, natychmiast po wybuchu wojny ta liczba spadła prawie do zera. Gdzie więc składować te ilości, których nie można wywieźć? Są co prawda pewne alternatywne możliwości, saudyjski rurociąg do brzegów Morza Czerwonego, emiracki port już po drugiej stronie Cieśniny, w Zatoce Omańskiej, irackie rurociągi do Turcji czy kolejowa ekspedycja, niezwykle kosztowna i czasochłonna. I ilości nieporównywalnie mniejsze.

Na tym tle dużo lepiej radził sobie Iran. W pierwszych tygodniach wojny doprowadził do tego, że przy całkowitym wstrzymaniu ruchu innych statków, sam eksportował więcej niż przed wojną. Prawie wszystkie statki, przepływające Cieśninę, były powiązane z Iranem bądź Chinami, Grecją czy Indiami. I choć zawieszenie ognia miało otworzyć Cieśninę dla żeglugi, stało się wręcz przeciwnie. Iran zaczął bowiem pobierać opłaty miliona dolarów od statku za przepłynięcie przez Cieśninę. Na to prezydent Trump zareagował natychmiast. Taka opłata jest bowiem uderzeniem w porządek światowy, którego strażnikiem są Stany. Ocean światowy i szlaki żeglugowe mają być wolne od opłat. Zaś państwom, które mogłyby (jak Iran) dzięki swojemu położeniu geograficznemu je pobierać, zostały pozbawione tego przywileju. Kiedyś były one powszechnie stosowane, zwane były mytem, jednak utrudniały handel. Więc do irańskiej blokady Cieśniny doszła amerykańska blokada irańskich portów, statków, a przede wszystkim tych, które ośmielili się opłacić przejście Cieśniny Ormuz. I to w juanach! Te właśnie statki miały być ścigane po całym światowym oceanie. Żarty się skończyły.

Wszystko to spowodowało, że Cieśnina jest jeszcze szczelniej zablokowana. Że podstawowe surowce energetyczne świata i wiele kluczowych produktów w innych branżach nie dociera do odbiorców. Choć na szczęście wojna nie przeszła w fazę systematycznego niszczenia źródeł energii wroga, co niedawno obserwowaliśmy na Ukrainie. Wrogowie ostrożnie podchodzą do niszczenia infrastruktury. Kilka prowokacyjnych albo przypadkowych ataków na złoża, instalacje LNG czy rafinerie i porty z początkowej fazy wojny już się nie powtarza. Najlepiej ilustrują to losy irańskiej wyspy Kharg - kluczowego terminalu eksportowego (90% irańskiej ropy), do którego podłączone są rurociągami główne pola naftowe: Ahvaz, Marun, Gahsaran… Właśnie z tej wyspy, znajdującej się głęboko w Zatoce Perskiej, Iran na początku wojny potroił ekspedycję tankowców, dochodząc do trzech milionów baryłek dziennie, a nawet gromadząc na niej 18 milionów baryłek ropy, jako bufor dla wydawania na statki. Wydawałoby się… nic łatwiejszego – zaatakować i zniszczyć. Atak na wyspę odebrałby Iranowi pieniądze z 2 do 3 milionów baryłek ropy dziennie. Ale nie, choć groźby takie padały, zbombardowano jedynie znajdujące się tam instalacje wojskowe, natomiast terminalu i infrastruktury naftowej – nie tknięto.

Wokół ropy naftowej rozgrywa się jak widać delikatna gra, wielokrotnie zapowiadane ataki niszczące całą infrastrukturę energetyczną Iranu nie doszły do skutku. Wstrzemięźliwość wynika z pewności, że Iran w odwecie zniszczy to wszystko w Zatoce, co pomimo blokady Cieśniny może jeszcze w miarę szybko wrócić do normalnego funkcjonowania. A państwa arabskie, które ponoszą kolosalne straty, w ogóle nie palą się do włączenia się do tej wojny. O ile bowiem dzisiaj kryzys ma charakter dość efemeryczny – jedna decyzja i zamiast kilku statków przez Cieśninę znowu będzie mogło popłynąć 120-150 statków codziennie. Jednak jeśli wrogowie zaczną niszczyć z premedytacją kluczowe instalacje – wtedy rzeczywiście skutki będą odczuwalne latami. Nie tylko dla producentów, dla nas też. Więc lepiej, żeby ta wojna nie rozgorzała na pełny gwizdek. I jak najszybciej się zakończyła.

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ