Zdaniem Szczęśniaka: Jak rząd chce nas chronić przed cenami paliw?
Rząd wziął się w czwartek za ceny paliw. Dobry ruch, choć nieco spóźniony.

Wojna trwa już miesiąc, od początku marca ceny paliw wspinały się na coraz wyższe poziomy. Po 10 dniach wojny diesel podrożał o 1,91 zł i kosztował 7,82 zł/litr, po dwóch tygodniach to było już o 2,21 zł na litrze więcej niż przed kryzysem, osiągając 8,09 złotych za litr. Ale dopiero gdy na początku tego tygodnia ceny diesla w hurcie osiągnęły 8,82 zł/litr(*), co oznaczało, że w czasie wojny irańskiej wzrosły prawie o trzy złote, rząd, oskarżany już powszechnie o bezczynność, ruszył do boju. Przygotował w trybie ekspresowym projekty dwóch ustaw i obwieszczenia. Tryb ekspresowy oznacza pominięcie tego wszystkiego, czym tak chlubi się demokracja, czyli konsultacji publicznych, uzgodnień, opinii rozmaitych komitetów i instytucji, a także lobbystów, czyli tych, którzy mają w tym interes. Wszystko okazało się psu na buty potrzebne i na ekstraordynaryjnym posiedzeniu rządu jak królik z kapelusza wyskoczyły projekty ustaw (druki sejmowe 2389, 2390).
Rząd nazwał ów pakiet „Ceny Paliw Niżej”, i używa skrótu CPN. Łezka w oku się kręci, gdy przypomnieć sobie, czym był CPN, czyli Centrala Produktów Naftowych, zanim nie został połknięty przez Orlen. Ale to tylko taka koincydencja, myślę…
Co dokładnie proponuje rząd?
Po pierwsze, jak zwykle okazało się, że nie może rządzić w sytuacjach kryzysowych. Tak naprawdę bowiem rozpoczął on dopiero proces legislacyjny, który zaczyna kampanię w mediach, która ma przedstawić władzę jako troszczącą się o dobro kierowców i gospodarki. Zaś opozycja i prezydent będą starać ukręcić łeb tej inicjatywie, nie narażając się jednocześnie na oskarżenia wyborców. Nie pierwsze to tego typu manewry. Jak może jeszcze pamiętamy, to samo zadanie mieli politycy dzisiejszego rządu, gdy bronili się przed manewrami cenowymi poprzedniego prezesa Orlenu. Więc zobaczymy, czym ten proces ratowania naszych kieszeni na stacjach paliw się zakończy. Ogłaszać tanie paliwa, a zwłaszcza te po 5,19 jeszcze za wcześnie. Projekt ustawy jest bowiem lakoniczny: rząd może obniżać akcyzę, ale tylko do końca czerwca 2026 r.
Więcej zapowiedziane zostało w komunikacie. Na przykład że te zmiany oszczędzą kierowcom łącznie 1,20 złotego na litrze. Jak? Obniżą VAT z 23% do 8%, choć Unia już zaprotestowała i twierdzi, że rząd w Warszawie tego zrobić nie może. A akcyzę zmniejszy na tyle, na ile pozwala Unia – benzynę o 29 groszy (dzisiaj akcyza to 1,529 zł/l), a na olej napędowy o 28 groszy (obecnie 1,16 zł). Jeśli porównać to z dzisiejszymi (piątek) nadbitkami nad cenami sprzed kryzysu (olej napędowy wzrósł o 2,57 zł, a benzyny o 1,56 zł), widać, że rząd może oszczędzić kierowcom i gospodarce tylko część dzisiejszego bólu portfela.
Druga część – zyski korporacji, wydają się nienaruszalne. Mające ich dotknąć wprowadzenie cen maksymalnych, jakby mijają istotę problemu, mamy tu kompletny niewypał. Proponowana cena ma być zmienna, codziennie urzędowo ogłaszana, a co najciekawsze – oparta na cenach hurtowych producentów.
Czy w rządzie nie wiedzą, że podstawowy wzrost cen na stacjach, szczególnie diesla, odbywa się na poziomie rafineryjnym? Międzynarodowe marże rafineryjne zostały przez spekulacje finansowe wywindowane pod niebiosa. W dieslu osiągnęły 70 $/bbl, czyli 1,64 zł za wyprodukowanie litra oleju napędowego (różnica między ceną paliwa a kosztem ropy naftowej i nałożonych podatków). To rekordowy poziom od października 2022 roku, gdy Europa odcinała się od rosyjskich destylatów. Marże rafineryjne na olej napędowy są obecnie ponad 3-krotnie wyższe niż przez wojną irańską (średnio ~20$/bbl). A Orlen po prostu przenosi je na polski rynek. Tutaj jest podstawowy ból, nawet większy niż z cenami ropy. I rząd przyjmuje cenę hurtową jako podstawę do ograniczania cen?
Na dodatek w tej formule ma być miejsce na 30 groszy na marżę stacyjną. To już całkowita abstrakcja w czasie kryzysu, czyli szybkich wzrostów cen producenta. Wtedy marże na stacjach spadają w pobliże zera, często są ujemne i paliwo jest sprzedawane taniej niż dostępne w hurcie. Wtedy bowiem stacjom najtrudniej przełożyć gwałtowny wzrost notowań hurtowych na ceny na dystrybutorze. Powód? Presja kupujących, krzyk mediów i konkurencja.
Tak więc jedyne realne i do szybkiego zastosowania narzędzie – wprowadzenie ceny maksymalnej, zostało wykoślawione tak, że powstanie nowa komórka w administracji publicznej, publikująca codziennie ceny maksymalne paliw, ale nie będzie to miało wiele wspólnego z rzeczywistością. Węgrzy wprowadzili mechanizm klarownie i jasno – ustanowiły kwotową granicę: benzyna nie może kosztować więcej niż 6,48 zł/litr, a ON – 6,70 zł. Aby uniknąć błyskawicznego opróżnienia zbiorników na stacjach, wprowadzono jeszcze ograniczenie – te ceny stosują się dla wozów z krajową rejestracją.
Rząd chce wziąć na siebie część kosztów tego kryzysu. Ale jego sedno leży tam, gdzie sięgnąć nie chce, nie może czy też boi się. Kiedyś podsumowałem, jak to wyglądało w 2022 roku.
----
(*) podane ceny to hurtowe ceny sprzedaży Orlenu przeliczone na litr z doliczonym podatkiem VAT






