Partner serwisu
Tylko u nas
18 marca 2026

Zdaniem Szczęśniaka: Iran, ropa, gaz, nawozy

Kategoria: Aktualności

W poprzednim artykule pisałem o Cieśninie Ormuz, wzrostach cen ropy i paliw. W pierwszym tygodniu wojny notowania ropy wzrosły z 70 dolarów prawie do 100 dolarów za baryłkę, a w ostatnich dniach ustabilizowały się ponad tą granicą.

Zdaniem Szczęśniaka: Iran, ropa, gaz, nawozy

To czym, tak intensywnie straszono na początku konfliktu – ropa po 150 czy 200 dolarów, okazało najmniej radykalnym wzrostem cen (zaledwie o 43% wobec stanu przedkryzysowego).

Po dwóch tygodniach wojny ceny detaliczne paliw utrzymują się na znacznie wyższych poziomach niż przed kryzysem. Olej napędowy podrożał przez ten czas o 2,21 zł na litrze (z VAT, według cen hurtowych Orlenu) i kosztuje dzisiaj 8,09 złotych za litr. O ile bowiem ceny ropy powoli idą w górę, to instrumenty finansowe, determinujące notowania ON, wręcz wystrzeliły w pod sufit. Gdy wcześniej marże rafineryjne ON wahały się wokół 20 $/baryłkę (czyli 46 groszy na litr) tak teraz wywindowane zostały do 55 $/b (=1,30 zł/litr) (przy 3,70 zł/dolar). Fizycznie nic się nie stało, ale marże rafineryjne (a więc i zyski producentów paliw) poszybowały pod niebiosa.

W benzynach zjawisko wzrostu kraków rafineryjnych nie zaszło, dlatego benzyny podrożały „jedynie” do 6,84 zł/litr, czyli o 1,34 zł na litrze. Tak więc ceny paliw to coś na kształt „haraczu wojennego” na polski rynek. Przy dziennym zużyciu w Polsce 60 milionów litrów ON, kierowcy muszą codziennie płacić 133 miliony złotych więcej za diesla. Zaś w benzynach (22 mln litrów dziennie) ten „haracz” wynosi 30 milionów złotych. Łącznie mamy ponad 160 milionów złotych dziennie tej swoistej kontrybucji wojennej, płaconej każdego dnia przez polskich kierowców.

Po ponad dwóch tygodniach tego największego strukturalnie kryzysu energetycznego dużo gorzej jest z gazem ziemnym. Wzrost jego cen uderzył głównie w Europę. Z poziomu około 30 euro/MWh, ceny na TTF podskoczyły do ponad 50 € (o 57%). Podobnie, choć nieco niżej – o 47% wzrosły notowania LNG w Azji (JKM). W USA z kolej notowania Henry Hub nie drgnęły, amerykański rynek gazu w ogóle nie odczuł wojny. Podobny schemat występował także w kryzysie 2022 roku. Dzisiaj gaz w USA jest 5-krotnie tańszy niż na rynkach innych. O tym mechanizmie pisałem w tekście „Gazowe centrum i peryferie”. Ta wyjątkowa gazowa ekspozycja to rezultat działań Unii Europejskiej, która wcześniej odcięła się od źródeł ze wschodu, a dzisiaj Amerykanie odcięli jej dostawy z drugiego najważniejszego źródła zaopatrzenia w ten surowiec – Zatoki Perskiej. Europa sama skazała się w ten sposób na wysokie ceny.

Jest jeszcze jeden problem, spowodowany przez tę wojnę. Chyba najbliższy zawodowo dla P.T. Czytelników KierunekChemia.pl. To nawozy. Cieśnina Ormuz to także kluczowy logistyczny punkt światowego rynku surowców do ich produkcji. Przez ten wąski korytarz morski przechodzi ogromna część podstawowych nawozów i surowców dla ich produkcji – prawie połowa (45%) światowego handlu mocznikiem, jedna trzecia amoniaku i jedna piąta fosfatów. Głównymi poszkodowanymi są przede wszystkim gęsto zaludnione, ale także i biedne kraje Azji i Afryki, jak Indie, Sudan czy Tanzania. Ale też kryzys oddziałuje na cały świat przez podniesienie cen tych surowców. Jak widać finansowy efekt wojny uderzy przede wszystkim w najbiedniejszych. Cóż, tak to jest, już u mnie na wsi mówiło się, że zanim gruby schudnie to chudy umrze. W ten sposób narody płacą w dzisiejszym świecie za wojny i „wolny rynek” – głównie dla spekulantów. Ten kryzys jest jednak o tyle groźniejszy, że przy wcześniejszych (1973 r., 2008 r. czy Covid) wyzwania były finansowe, o tyle obecnie pod znakiem zapytania stoi fizyczna dostępność dwóch z trzech podstawowych makroelementów dla rolnictwa – azotu i fosforu.

Zagrożone są więc tegoroczne plony, a więc i ceny żywności. Szczególnie, że mamy teraz okres, gdy nawozy są najbardziej potrzebne. Ich ceny skoczyły w górę – mocznik od początku wojny podrożał z 450 do 600 dolarów – o jedną trzecią. Amoniak, którego 23% światowego handlu pochodzi z Bliskiego Wschodu, podrożał w Europie do 750 $/t (CIF). To opróżni z pewnością nasze portfele nie tylko na stacji paliw, ale także w sklepie spożywczym.

Ale naprawdę problem mają właśnie kraje Zatoki Perskiej, najmocniej uderzone tą wojną. Tam żyją znacznie większe ilości mieszkańców, niż ten region jest w stanie wyżywić. A żyją dzięki importowi żywności i to w ogromnych ilościach. Sam Iran importuje 90% zużywanych przez siebie zbóż czy olejów jadalnych. Z innymi krajami Zatoki – Arabią Saudyjską, Emiratami czy Kuwejtem – jest jeszcze gorzej. Te przebogate kraje mają pustynny klimat, mikroskopijne wobec potrzeby areały upraw i takież ilości wody. W efekcie 85 – 90% żywności jest importowane. A 70% tych potrzeb przechodzi przez Cieśninę Ormuz.

W nawozach dzieje się znacznie więcej, więc o nich za tydzień…

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ