Partner serwisu
Tylko u nas
16 grudnia 2025

Zdaniem Szczęśniaka: Bardzo niemerytoryczny stos cenowy

Kategoria: Aktualności

W podstawowej zasadzie, konstruującej nowy ład na rynku energetycznym mamy trupa w szafie. Z pozoru racjonalna reguła, reglamentująca źródła wytwarzania i decydująca o ich efektywności, jest głęboko wypaczona.

Zdaniem Szczęśniaka: Bardzo niemerytoryczny stos cenowy

Gdy wcześniej pisałem o tym, że najmniej efektywne źródła dominują segment wytwórczy energetyki, stwierdziłem, że głównym powodem tej nieracjonalności jest zasada „merit order”, podporządkowująca cały system kapryśnym źródłom pogodowym. Pora wyjaśnić to moje przekonanie.

Rynek energetyczny jest regulowany wieloma narzędziami, kształtującymi go według zaplanowanego, wymyślonego przez naukowców „modelu rynku”. A konstruując tenże posłużono się sprytną sztuczką. Nazywa się ona „merit order”, zwana też stosem cenowym. Cóż nam mówi oficjalna wersja działania tej zasady? Że to reguła rankingująca źródła energii, oparta na ich kosztach produkcji. Najtańsze źródła są używane w pierwszej kolejności. Ten „merytoryczny porządek” (tłumaczenie angielskiego terminu samo się nasuwa) ma tworzyć efektywną kosztowo generację energii. Czyli najtańsza energia jest zużywana jako pierwsza, a cały system utrzymuje niskie ceny i pozbywa się najmniej wydajnych jednostek.

Cóż za radość dla racjonalnie myślącego człowieka! Przecież to podstawowe prawo ekonomiczne, nie jakieś tam biurokratyczne wymysły, nieżyciowe regulacje. Nareszcie! Rynek, racjonalność, efektywność zwycięża w energetyce! Im tańszy prąd, tym bardziej pożądany, nieprawdaż? Któż by się nie zgodził?!

Tak twierdzi oficjalna wersja historii, ale gdy ciut bliżej przyjrzymy się tej zasadzie, od razu wypada nam trup z szafy. Ukrywana istota tej reguły zawiera się w słówku „krańcowy”. Nie chodzi tu bowiem o realny koszt wytworzenia energii, choć promujący ten mechanizm zaklinają się, że merit order to nie jest regulacja prawna, to prawo ekonomiczne. Tak też sugerują popularne, publicystyczne wyjaśnienia tej zasady. Jednak chodzi w niej nie o całkowite koszty wytworzenia energii, a jedynie o koszt krańcowy, często też określany jako „koszt zmienny”. Czymże jest ten „koszt krańcowy”? To koszt wyprodukowania dodatkowej jednostki (np. megawatogodziny) energii elektrycznej.

W ten sposób źródła odnawialne, o najniższych, prawie zerowych, kosztach operacyjnych, Co tylko wyprodukują, mogą sprzedać.

Twórcy tego modelu sprytnie wymyślili ten „porządek”, gdyż źródła odnawialne mają prawie zerowe koszty operacyjne, dlatego otrzymują dostęp jako pierwsze do systemu energetycznego. Nie mają po prostu kosztów paliwa – węgla czy gazu, a nawet uranu – które stanowią o kosztach operacyjnych. I te „droższe” dopuszcza się tylko wtedy, gdy zostanie dla nich miejsce w systemie. Cierpliwie muszą czekać, by cokolwiek sprzedać. To powoduje, że ilość ich godzin pracy maleje, a więc dodatkowo spada ich efektywność ekonomiczna, gdyż pracują mniej niż mogłyby,g gdyby się kierowano racjonalnością ekonomiczną. Rezultatem działania takiego stosu cenowego jest wypychanie z systemu jednostek generacyjnych o wyższych kosztach operacyjnych, ale koniecznych dla jego istnienia.

Ale dlaczego koszty krańcowe zostały jedynie wzięte pod uwagę, a nie całkowite koszty, tak jak to jest przy ekonomicznej kalkulacji ceny? Przecież przy wynajęciu taksówki nie płacimy jedynie za koszt paliwa i pracę kierowcy, ale płacimy także za zużycie samochodu…

Mechanizm ten jest oczywiście wynikiem pewnego kompromisu z rzeczywistością – źródła odnawialne nie są bowiem w stanie zaspokoić potrzeb systemu energetycznego. Że trzeba choćby z powodu ich nieprzewidywalnych przerw w pracy utrzymać inne źródła, jak atom, gaz czy węgiel. Już nie mówiąc o potrzebach utrzymania ciągłości pracy i integralności systemu. Ale jedynie utrzymać, spychając na margines systemu, degradując i obniżając efektywność ich pracy. Preferuje on bowiem źródła, niezależnie od potrzeb całego systemu, czy efektywności jego elementów, a jedynie ze względów klimatycznych, które są w przeważającej mierze – ideologiczne. Dając OZE ciągły (gdy tylko pracują) dostęp do rynku, jednocześnie niszczy ekonomicznie źródła o dużych nakładach kapitałowych i wysokich kosztach stałych. Choć te przy uwzględnieniu całości koszów – są tańsze niż odnawialne.

Tak to jednym drobnym słówkiem podszyto się pod „zasady rynkowe”, które mają dużą siłę przekonywania dla zwykłych zjadaczy chleba. I choć w większości przypadków zasada konkurencji i rynku działa skutecznie, to akurat w energetyce jest całkowicie wypaczona.

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ