Partner serwisu
Tylko u nas
10 grudnia 2025

Zdaniem Szczęśniaka: Japoński romans z rosyjskimi surowcami

Kategoria: Aktualności

Japonia to przemysłowa potęga, dla której energia jest strategicznym wyzwaniem. To wyjątkowo ubogie w surowce wyspy, na dodatek położone daleko od naftowego centrum świata, czyli Zatoki Perskiej. Więc zależność od importu jest ogromna – ponad 90% potrzeb surowcowych jest importowanych. Poza tym brak tam możliwości magazynowania gazu i doprowadzenia go rurociągami.

Zdaniem Szczęśniaka: Japoński romans z rosyjskimi surowcami

Na dodatek na Kraj Kwitnącej Wiśni wywierana jest ciągle globalna presja. Wcześniej zmuszona ją do „zrównoważonego rozwoju” i przejścia na odnawialne źródła energii. A to realnie oznaczało dezindustrializację, czyli podcięcie korzeni potęgi japońskiej gospodarki. Nawet niezwykle zaawansowani technologicznie Japończycy nie potrafili sobie poradzić ze słabościami OZE, więc trzymali się z uporem węgla i rozwijali energię nuklearną. Dzisiaj nacisk z tej strony znacząco zelżał, Ameryka wycofała się z globalnej strategii klimatycznej. Jednak wciąż aktualny jest drugi wektor wymuszania – geopolityczny, który niezwykle się nasilił w świecie dzielącym się na wrogie obozy.

Jednak Japonia, niezależnie od rządzącej ekipy, uporczywie broni swoich gospodarczych interesów. Pomimo twardych żądań Waszyngtonu, nowa japońska premier (jak i jej poprzednicy) strzeże interesów japońskiego przemysłu i amerykańskiemu prezydentowi wprost powiedziała, że nadal będą importować rosyjski gaz. Nie zapomniano tam bowiem szoku naftowego z 1973 roku, gdy zawalił się światowy system zaopatrzenia w ropę, a Japonia przypłaciła to wysoką inflacją, pierwszą po wojnie recesją gospodarczą, deficytem handlowym, i problemami na stacjach.

Wtedy nawiązano współpracę ze Związkiem Radzieckim przy wydobyciu gazu ze złóż wyspy Sachalin. Wtedy Amerykanie uniemożliwili realizację tego wspólnego przedsięwzięcia, nakładając w 1982 roku sankcje na dostawy technologii. To te same restrykcje, którymi starali się zablokować budowę rurociągu gazowego z ZSRR do Europy. Projekt upadł, jednak po upadku ustroju komunistycznego w Rosji został zrealizowany – geografia ma swoje prawa. Mitsui, Mitsubishi i SODECO posiadają znaczące udziały w sachalińskich  inwestycjach. I zachowały je, nawet gdy po wybuchu wojny ukraińskiej Shell i ExxonMobil uciekły stamtąd. Zdecydowane walczył o to ówczesny rząd japoński, który wyprosił w Waszyngtonie wyłączenie z zachodniego bojkotu. I wciąż, co roku, przedłuża je. Tokio uprawia bowiem pragmatyczną politykę energetyczną w interesie japońskiego przemysłu.

Japoński romans z Rosją to nie tylko Sachalin. Globalny trader Mitsui i JOGMEC – organizacja japońskiego przemysłu stalowego, zapewniająca dostęp do źródeł energii, zainwestowały także w Arctic LNG 2. Jednak amerykańskie sankcje w listopadzie 2023 roku doprowadziły do ogłoszenia działania „siły wyższej” (force majeure) i wstrzymania dostaw z gotowego już terminalu. Jak widać, nawet praktyczni i zapobiegliwi Japończycy nie potrafili osłonić wszystkich swoich inwestycji energetycznych przed strategicznymi działaniami USA.

Dlaczego Japonia nie pozwala na odcięcie jej od Rosji? Rosyjska ropa naftowa i gaz ziemny odgrywa kluczową rolę w jej imporcie. To tani, pewny i elastyczny eksporter – odgrywa więc ważną rolę w moderowaniu zapędów cenowych innych, dominujących dostawców, Australii czy krajów Zatoki Perskiej, mających dominującą pozycję w dostawach surowców energetycznych. A LNG to jedna trzecia japońskiej generacji energii elektrycznej. Poza tym rosyjski LNG z Sachalina nie ma nawet 10 procent w bilansie importowym Japonii, a bliskość ogromnych rosyjskich źródeł znacząco zmniejsza też koszty i ryzyka transportu. Z drugiej strony kooperacja energetyczna otwiera dla Japonii wiele możliwości eksportu własnych towarów, usług, technologii czy kapitału.

Dlaczego piszę o tak odległym geograficznie problemie gazowym? Gdyż warto porównać zachowanie Japonii z Niemcami – europejskim odpowiednikiem tej przemysłowej potęgi. Rosyjskie dostawy gazu stanowiły aż 55% niemieckiego importu, Japonii zaledwie 10%. Niemcy własnymi rękami zgodzili się odciąć od tak korzystnych źródeł, skazując swoją gospodarkę na wieloletnią recesję, a przemysł na emigrację. Japonia nie dopuściła do takich ekscesów.

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ