Zdaniem Szczęśniaka: Kowalski patrzy na ceny paliw
Przeciętny Polak, ów przysłowiowy Kowalski, patrzy na słup cenowy na stacji benzynowej i widzi kilka liczb. Co one mu mówią? Niewiele. Z pewnością, że drogo. Spróbujmy więc tę wiedzę uzupełnić/rozszerzyć.

Trudno mówić o wiedzy, skoro media są cały czas pełne sensacyjnych, rozgorączkowanych tytułów. Ot choćby dzisiaj: „Ceny paliw najwyższe od 9 miesięcy. A będzie jeszcze drożej”, „Ceny paliw szybują w górę. Polacy dostaną po kieszeni”, „Kierowcy przecierają oczy ze zdumienia. Ceny diesla szybują. Będzie drożej?”, „Jeździsz dieslem? Masz czas do 17 listopada, potem zapłaczesz”… Uff… starczy… To tytuły z burzy, która systematycznie przetacza się w mediach nad paliwami.
Takie tsunami emocji nie poszerza naszej wiedzy, a jedynie podnosi poziom adrenaliny, gdyż dotyczy bardzo, bardzo wielu Polaków, którzy są w ścisłej czołówce Unii Europejskiej w ilości posiadanych samochodów osobowych. Więc dla upowszechnienia wiedzy, jak to jest z tą ceną paliw, dzisiaj o tym, z czego się ona składa.
Przyglądając się z grubsza strukturze, widzimy dwie części, można powiedzieć (za co tępiono kiedyś w szkole), „mniejszą” i „większą” połowę. Otóż ta większa to podatki, a ta mniejsza – to koszty samego produktu. Ups!… tak było kiedyś. Do tego stanu przyzwyczailiśmy się, wiele razy nam to powtarzano, wykorzystując ten element w narracji politycznej, demonstrując na przykład bak paliwa, w którym więcej było podatków niż produktu. Też o tym pisałem. Było, ale się zbyło, a poza tym były to porównania, delikatnie mówiąc, podrasowane.
Paliwa są jednym z kilku powszechnie używanych produktów, którego cena jest nasycona przymusowymi, bezzwrotnymi świadczeniami pieniężnymi na rzecz państwa, czyli podatkami. Należą do towarów akcyzowych i znajdują się, w takim towarzystwie, jak alkohol czy papierosy. Jednak te ostatnie nie są mile widziane ze względów zdrowotnych, trudno ukryć, że nie służą dobremu stanowi zasobów siły roboczej. Dlatego te dwa produkty są drastycznie ostro traktowane. W papierosach podatki stanowią około 85% ceny. Sam tego doświadczyłem naocznie, gdy będąc w Mińsku, zobaczyłem, że białoruskie papierosy kosztują dwa złote! Gdy u nas wtedy ich ceny podchodziły do 20 złotych. Szokujące, nie? W alkoholu, który jest podobnie traktowany przez fiskusa, podatek wynosi 88 zł za litr czystego C2H5OH. Dużo, a przeliczywszy to na półlitrową butelkę wódki o 40-procentowej mocy, mamy ponad 16 złotych podatku. W efekcie stanowią one około 80% ceny alkoholu.
Ale te podatki można uznać za narzędzia polityki zdrowotnej, ograniczające pijaństwo i palenie w społeczeństwie. Ale paliwa? Na szczęście w paliwach aż tak źle nie jest, tu jest tylko ta „większa połowa”… ups!… Znowu pomyłka, ten wieloletni nawyk… Poprawiam się: jest ta trochę „mniejsza połowa”. Przyjrzyjmy się jej.
Otóż część podatkowa ceny paliw składa się z trzech składników, a nawet czterech. Największym jest akcyza. To dawny już podatek, pierwszy raz w Polsce zastosowany w roku 1459, obciążając piwo jako tzw. czopowe. Otóż akcyza, ten fundamentalny podatek na paliwa, jest zróżnicowana dla trzech podstawowych produktów na rynku. Dla benzyn wynosi 1,53 zł na litr (uwaga, dla jasności zaokrąglam do pełnych groszy za litr), dla olejów napędowych – 1,16 zł/l, a dla gazu płynnego LPG – 66 groszy. Prawda, że niewiele w porównaniu z C2H5OH?
Kolejnym składnikiem jest opłata paliwowa. Ona także jest kwotowa, choć ma znacznie niższy wymiar – litr benzyny jest obciążone kwotą 20 groszy, diesel – 44 gr, a LPG – 25 gr. Sens jej oddzielania leży w tym, że o ile dochody z akcyzy płyną do wspólnego kotła budżetu państwa, o tyle dochody z opłaty są przeznaczone na infrastrukturę transportową.
Jest jeszcze jedna opłata – emisyjna, która obowiązuje już siódmy rok, i została wprowadzona po to, by kierowcy samochodów zapłacili za drogie elektryczne fury, takie Janosikowe à rebours. Zostało też jasno i wprost zakomunikowane, że to instrument finansowy, który ma nas zniechęcić do korzystania z paliw i samochodów spalinowych. Na razie wymiar jest skromy, to zaledwie 8 groszy na litr.
Od tych trzech podatków, które są kwotowe, pobiera się jeszcze procentowy VAT, czyli podatek od towarów i usług, wynoszący 23%. On jest pobierany od łącznej ceny produktu. Ale dla zobrazowania, czym różnią się paliwa od zwykłego towaru, trzeba wydzielić tę część VAT-u, która jest naliczana tylko od części podatkowej. Gdyby jej nie było, VAT byłby niższy. Jest to podatek od podatku, więc dodajemy go jako czwarty składnik tej „mniejszej połowy” ceny paliwa. Dzięki temu pokażemy klarownie, ile w paliwach jest „ekstra” podatków, którą nie są obciążone zwykłe produkty (nie uważamy za takie wódki i papierosów :).
Wiem, że wywód może wydawać się skomplikowany. Ale struktura ta jest wystarczająco przejrzysta, by można było ją pokazać na wykresie. Popatrzmy więc na podsumowujący powyższe wywody zestawieniu składników ceny benzyny:

Więc ekstra podatki w cenie benzyny, kosztującej dzisiaj 5,96 zł/litr, to 2,23 zł, czyli 37% ceny paliwa. W przypadku oleju napędowego to dokładnie 33%, a LPG – 46%. Czyli to nie jest nawet ta „mniejsza połowa”, to w okolicach jednej trzeciej, jedynie dla LPG jest to blisko połowy.
Więc nie jest tak, jak się powszechnie uważa, choć rzeczywiście kiedyś tak bywało. O tym, z czego składa się ta „większa połowa”, a tam dzieje się wiele ciekawych rzeczy, tutaj…





