Zdaniem Szcześniaka: Energetyczna agencja w oku cyklonu
Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) zmieniła ostatnio kurs. Z ratowania klimatu przeszła na bardziej tradycyjny kierunek, dopuszczający paliwa kopalne. Według nowej prognozy z obecnych 100 milionów baryłek dziennie popyt na ropę naftową ma rosnąć do 2050 roku, osiągając 130 mln b/d. IEA odsunęła o 20 lat widmo Peak Oil, którym od lat straszyła nafciarzy. Wszak zużycie ropy miało jeszcze niedawno osiągnąć szczyt w 2030 roku, a potem to już tylko nieuchronny spadek.

Agencja ostatnimi laty opowiadała wciąż bajki o zero-emisyjnym wzroście, podczas gdy zużycie paliw kopalnych i emisje CO2 wciąż rosły. I przez ostatnie lata odstraszała kapitał od ropy naftowej i paliw kopalnych, wprost zachęcając do porzucenia tych inwestycji, by zrealizować cele Szczytu Paryskiego. Dezawuowała nawet swój sztandarowy raport „Złota era gazu” z 2011 roku. Ale to był jeszcze produkt poprzedniego wcielenia Agencji. To już bowiem 10 lat, jak oficjalnie zmieniła ona swoją agendę na całkowicie klimatyczną. Głęboko zapędzając się w zielony zaułek, zmieniła w 2020 roku metodologię prognoz i za ich podstawę przyjęła strategie deklarowane przez państwa dążące do zeroemisyjności. Modele prognostyczne (już samo to słowo powinno zapalać czerwoną lampkę u Czytelnika) pracowały w oparciu o deklaracje, nie o fakty.
W ten sposób sztuczkami metodologicznymi, zwanymi scenariuszami, zmieniała długoterminowe prognozy. Oczywiście zastrzegając się, że to nie prognoza, żeby nie można było takich publikacji oskarżyć o wprowadzanie w błąd. Jednak z daleka czuć było manipulację na globalną skalę – wybór bazy danych scenariuszy decydował o wyniku. IEA odsuwając w czasie preferowaną poprzednio wizję Peak Oil, wróciła więc jedynie do wcześniejszego rodzaju, na bazie realnych danych polityki energetycznej państw.
Oczywiście po takich prognozach, opartych na totalnie zakręconych scenariuszach, wszelkiej maści eksperci w mediach bezustannie powtarzali: „peak oil”, „gas peak”, spadek zużycia jest nieuchronny itd. itp. W końcu to najważniejsza energetyczna instytucja badawcza i statystyczna, a jej raporty są wyjątkowo wpływowe. Nafciarzy doprowadzało to do szewskiej pasji – Agencja skazywała tę branżę na kurczenie się. Powodowała ucieczkę kapitału – kto będzie inwestować w przemysł, który już za chwilę zacznie obumierać?
Rewolucyjna zmiana nastawienia tej instytucji dokonała się pod ostrą presją Amerykanów, którzy mieli już serdecznie dość ciągłego rzucania im kłód pod nogi. W końcu to najwięksi producenci i eksporterzy ropy naftowej i gazu ziemnego. Prognozy szczytu zapotrzebowania na ropę na 2030 rok były nazywane "absurdem" przez sekretarza USA ds. energii Chrisa Wrighta. Oskarżał on IEA o porzucenie misji zapewnienia globalnego bezpieczeństwa energetycznego i odejście od obiektywizmu. Zamiast dostarczać informację o podaży i popycie energii, uprawiała upolitycznioną propagandę energii odnawialnej. USA zagroziły wyjściem z Agencji, o ile ta nie zaprzestanie ona być cheerleaderką zielonej agendy.
Słowa słowami, ale Amerykanie poszli dalej, zdecydowali się zablokować finansowanie. To poważna sprawa dla tej organizacji, ponieważ finansują oni sporą część jej działalności. Trudno dokładnie powiedzieć ile, bo IEA nie jest wzorem przejrzystości finansowej. Nie ma otwartego, dostępnego budżetu z dochodami (finansowaniem) i wydatkami. Nie są publikowane dane o składkach członkowskich organizacji. Ale wiadomo że Waszyngton płaci bardzo dużo. Więc jego głos najbardziej się liczy.
Gdy rządził Joe Biden, Agencja produkowała raporty, proponujące zakończenie poszukiwań i wydobycia ropy i gazu, by spełnić wymagania Porozumienia Paryskiego. Donald Trump wycofał Stany Zjednoczone z tego paktu, a teraz wziął Agencję na celownik. W ten sposób znalazła się w oku politycznego cyklonu. Amerykanie ostro naciskają na zamkniętych spotkaniach (na otwartych nic ciekawego się przecież nie dzieje), by instytucja ta „wróciła do korzeni”. Sekują też wszelkie pomysły rozwoju zielonych inwestycji, co wywołuje bezsilną wściekłość Europejczyków, którzy już tylko odnawialną energią żyją, przynajmniej w marzeniach.
Efekty nacisku Ameryki już widać, nawet Fatih Birol, kiedyś turecki ekspert energetyczny, dzisiaj szef IEA i klimatyczna gwiazda, hołubiona przez media i polityków, już przestał o niej głośno mówić na oficjalnych spotkaniach. I prognozy coraz pomyślniejsze dla ropy, gazu, a może wkrótce także i dla węgla. Po prostu – ten kto rządzi, decyduje, jaką melodię będą śpiewać czy to międzynarodowe instytucje czy media.






Komentarze