Partner serwisu
Tylko u nas
07 listopada 2025

Zdaniem Szczęśniaka: Najmniej efektywne źródło podbija rynek

Kategoria: Aktualności

Gdy pisałem o ustawie wiatrakowej, która nie przetrwała procesu legislacyjnego, wspomniałem o trendach energetycznych. Czas płynie, warto uzupełnić tamte spostrzeżenia.

Zdaniem Szczęśniaka: Najmniej efektywne źródło podbija rynek

Otóż najszybciej rosnącym źródłem energii elektrycznej są panele fotowoltaiczne (PV). Przez ostatnie 12 miesięcy ich moce wzrosły aż o 20%. Dynamika nieporównywalna z żadnym innym źródłem. Co ciekawe, jest to najmniej efektywne źródło. Jeśli spojrzeć z punktu widzenie krajowego systemu elektroenergetycznego, to w marcu PV stanowiło prawie jedną trzecią mocy (dokładnie 31,5%), a dostarczyło do systemu niecałe 12% energii. Znacznie lepiej sobie radziły źródła wiatrowe. Ich moce to prawie 16% mocy zainstalowanych w systemie, a dostarczyły 13,5% energii.

Licząc łącznie te źródła – mamy jedną czwartą potrzeb zaspokojonych przez prawie połowę mocy mocy wytwórczych. Pozostała połowa – przede wszystkim węgiel (kamienny i brunatny) oraz gaz musiały dostarczyć pozostałe trzy czwarte potrzebnej energii. Czyli systemowo patrząc generacja jednostek mocy OZE jest 3-krotnie niższa niż energetyki konwencjonalnej. Jednak ta jest w odwrocie. Moce węglowe w ubiegłym roku zmniejszyły się o 4 procent.

Dzięki niezwykle szybko rosnącym źródłom OZE mamy coraz więcej mocy, znacząco już przekraczających nasze potrzeby. Polska potrzebuje prawie 20 gigawatów mocy (to uśrednione zapotrzebowanie roczne). Więc w ubiegłym roku fotowoltaika mogłaby pokryć potrzeby elektroenergetyczne Polski, gdyby te średnio 22 gigawaty PV pracowało na 90% mocy znamionowych. Taka jest efektywność mocy w energii jądrowej, do takich poziomów sięgała energetyka węglowa, dopóki nie została poddana „odnawialnej kuracji”.

Oczywiście w powyższym akapicie dopuściłem się pewnej manipulacji, to taki test na uwagę Czytelnika. Jeśli żachnął się przy poprzednim akapicie, to znaczy, że jest dobrze obeznany w temacie i czyta ze zrozumieniem. Dla pozostałych wyjaśnienie: zagwozdka tkwi w słówku „średnio”.

Aby wszystko działało, system musi sprostać ekstremalnym parametrom: ograniczać moce pracujące w systemie do 10 megawatów w godzinach nocnych, a w szczycie porannym, szczególnie zimą, osiągać nawet 28,66 MW (co przydarzyło się 9 stycznia 2024 roku). Taka jest zmienność naszych potrzeb, więc mówienie, że panele mogłyby… jest dużym uproszczeniem, graniem na średnich statystycznych.

Może kiedyś do takiej zabawy liczbami wrócimy, ale na razie wróćmy do rzeczy. Oczywiście panele nie mają najmniejszych szans, żeby te potrzeby zaspokoić z prostej przyczyny – przerażająco niskiej efektywności. Pracują z 12-procentową sprawnością, produkując rocznie do 1,1 MWh na 1 kW mocy zainstalowanej. Relacja ich produkcji do mocy produkcyjnych jest najgorsza ze wszystkich źródeł. Już nie mówiąc o tym, co powszechnie wiadomo, że to źródło pogodo-zależne, pracujące jedynie wtedy, gdy dociera doń bezpośrednio światło słoneczne.

Energetyka konwencjonalna, zaspokajająca trzy czwarte naszych potrzeb, mogłaby pracować znacznie wydajniej, to znaczy optymalnie wykorzystywać swoje moce, gdyby nie kilka czynników. Za najważniejszy uważam zasadę „merit order”, podporządkowującą ten kluczowy segment kapryśnym źródłom pogodowym, gwarantującą OZE pierwszeństwo w sprzedaniu swojego produktu do systemu elektroenergetycznego.

Ale dlaczego merit order? Przecież pierwsze, co przychodzi na myśl, to obciążenie energii z węgla (a także z gazu) potężnymi podatkami, zwanymi zezwoleniami na emisję. I słusznie, przecież takie podatki trzeba wliczyć do kosztów wytworzenia. Jak wynika z ich samej istoty – płacą te tylko jednostki wytwórcze, które używają paliwa, emitującego w wyniku przetworzenia dwutlenek węgla. Więc te na węgiel (i na gaz ziemny) płacą, a panele słoneczne i turbiny wiatrowe nie płacą. Bo tak właśnie zdecydowała władza - opodatkować produkt absolutnie pierwszej potrzeby, bez którego współczesny człowiek żyć nie może. I koszt tego podatku odczuwa w swojej kieszeni każdy odbiorca energii.

Więc dlaczego merit order, a nie podatki? O tym za tydzień…

fot. 123rf
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ